110 obserwujących
1666 notek
1214k odsłon
  346   2

Ludzie i marionetki

image


Co jeśli największą prawdę chrześcijaństwa, ale i judaizmu i islamu, należy odczytywać... odwrotnie? Kompletnie na odwrót? Jaka to prawda? "Będziesz kochał Pana Boga swego z całego serca swego, z całego umysłu swojego, ze wszystkich sił swoich".

Co jeśli znaczy to: On kocha Ciebie, z całego serca swego, z całego umysłu swojego, ze wszystkich sił swoich?

Deklaracja miłości ze strony Boga do człowieka od zawsze się pojawia na kartach pism, na długich wstęgach zwojów, w strumieniu słów, jaki zostawili nam przodkowie, o których myślimy, że wiedzieli lepiej, że wszystko, co zapisali to... "dokładnie tak". Tymczasem ta deklaracja jest spleciona z taką ilością dodatkowych obrazów, innych deklaracji i kontekstów, że de facto staje się nie realna. Jest ornamentem i zapisem. Dekoracją. Bo Bóg... mści się do trzeciego pokolenia. Bo... skazuje niewiernych i grzesznych na cierpienie bez końca w piekle. Bo za przekroczenie jego praw... grozi, bo On ma wobec Ciebie plan, który ty musisz dokładnie wypełnić. Ten plan znają też pewnie upoważnieni, którzy mają dla ciebie sporo nauk, którym musisz się podporządkować i tak dostąpić zbawienia. Cóż...


Co, jeśli jesteśmy chciani? Nie dla jakiejkolwiek naszej konkretnej przyszłej postaci wytyczonej jakimś z góry założonym planem? Ale dla nas samych. Takich jacy jesteśmy. Takich jakimi zechcemy się stać. Co, jeśli Bóg nas kocha, nie, nie w sensie słownych sformułowań czy myśli lub prawd do przyjęcia według religinych zasad. Co, jeśli Bóg nas kocha naprawdę? Znaczy... najpierw co, jeśli On istnieje? Potem, co jeśli kocha?

Czy możemy jakoś się przekonać, czy On - ten nieistniejący w sposób przez nas pojmowalny, ale istniejący bardziej i więcej niż wszystko, Ten o którym myślimy "On", ale Ten o którym mówimy "Oni", bo jest ich trzech, ten który/którzy/które, ale dla nas w ostateczności "który lub która", bo w relacji są po prostu dwie strony, a po obu stronach są po prostu dwie osoby, a Bóg nie ma płci - nas kocha w taki sposób, jak się wyżej napisało? W sposób kompletnie bezgraniczny, bez zastrzeżeń, bezwarunkowy?


Wydaje się, że jednak możemy. Się o tym przekonać. Jak? Wystarczy pobyć przez chwilę w obecności dziecka, które obdarzy nas swoją miłością, to jest zwykłym przyjęciem nas jako "bliskich", potraktowaniem jako partnerów zabawy, jako "swoich ludzi". Patrzyłeś kiedyś w oczy takiego dziecka? Swojego dziecka? Nawet czyjegoś dziecka jeśli cię zaakceptowało? Czułeś kiedyś zaplecenie rąk na szyi i przytulenie głowy do karku? Widziałeś zapał w tych oczach, gdy odkrywaliście "nową zabawę"? Kim byłeś, byłaś dla tego dziecka? - Wszystkim. Najważniejszą osobą na świecie. Wartością nad wszystkie. Więc może Bóg daje nam znać, odczuć, jak na nas patrzy, poprzez te małe istoty, poprzez ludzi, w których samoświadomość i doświadczenie jeszcze nie zbudowały betonowych, mentalnych barier.

Może dzieci są wzrokiem Boga skierowanym ku nam. Pokazują nam, co to znaczy, być kochanym, gdy to słowo zostało przez wroga utożsamione z przyjemnością płynącą z seksu. Tam też może być i bywa miłość. Ale pierwsza, najpełniejsza i najczystsza jest możliwa do odczucia właśnie od tych "najmniejszych". "Jesteście dziećmi Boga" - brzmią ciągle te słowa. Czy one są prawdziwe? To znaczy... co znaczą? Może znaczą to, że Bóg właśnie nas widzi jak dzieci, że za nami "szaleje", że "nie może bez nas żyć", że, że, że... Że widzi nas tak, jak my - małe dzieci, i poprzez małe dzieci, daje nam znać, jak to jest...


Wzrok diabła mówi: Nie jesteśmy chciani, nie ma Boga, w rozumieniu bezkresnej, zawsze istniejącej, pragnącej nas - Miłości. Ponieważ Go nie ma, to nie ma Bezpieczeństwa. Znaleźliśmy się w Świecie, to jest w przestrzeni zawierającej zagrożenia i oddziaływania, w której każdy jej element, za wszelką cenę szuka przetrwania, bezpieczeństwa, przyjemności. Inni ludzie nas ranią i chcą nas wykorzystać. Wykorzystają nas i skrzywdzą tyle razy ile im to się uda, ujdzie na sucho i przyniesie im korzyść. Taki jest świat. Czas dorosnąć, mówił diabeł i zachęca do "dojrzałości", polegającej na przejściu do używania ludzi, do wykorzystywania ludzi, do traktowania ich z buta, do postrzegania ich... JAKO PRZEDMIOTY RZECZYWISTOŚCI, nad którą musimy jakoś PANOWAĆ, żeby przeżyć, przetrwać, wzmacniać samych siebie.

Więcej i więcej ludzi akceptuje i wyznaje swoim postępowaniem tę drugą narrację, to drugie wytłumaczenie całej rzeczywistości. Bóg? No dobra, może gdzieś tam jest. Okej, jest. Ale... my musimy chodzić po ziemi. Bo innej nie ma, nie mamy. Zresztą, przecież krzywdzenie innych, "Kto powie drugiemu - durniu, winien jest sądu", jest już tak beznadziejnie powszechne i masowe, traktowanie ludzi jako przedmioty do urabiania, wykorzystywania i sterowania jest tak masowe i "normalne", że trzeba mieć "nie po kolei w głowie", żeby nie iść z tym prądem, nie płynąć z tym tsunami, które niszczy i strzaska, każdego, kto by zechciał "pod prąd" tej mrocznej fali, wydobywającej się prosto z piekła, to jest ze stanu, w którym miłość została usunięta i unieważniona.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo