Zbyszek Zbyszek
224
BLOG

A gdyby tak dać ludziom władzę?

Zbyszek Zbyszek Społeczeństwo Obserwuj notkę 23

Mówią, że to wszystko pozór. Takie połączenie łagodnego domu wariatów, z odjazdem. Że politycy wcale nie rządzą, że istnieje jakieś niby "głębokie państwo", które... wiadomo. Że tak naprawdę to wąską grupa oligarchów, gdzieś zza kotary rękami widocznych osobistości i politykierów - bo może taka nazwa jest właściwsza - zarządza całą ludzkością.

Ktoś sądzi, że w Komunistycznej Partii Chin demokratycznie wyłaniany jest przywódca? Że "gwiazdy" zachodniej politiyki biorą się znikąd? Tak... z ich talentów awansują po prostu? Po posadach w bankach, aż do stanowisk w tak zwanych władzach państw?

Może i profesorowie z USA mają rację, gdy twierdzą, że Ameryka to nie demokracja tylko oligarchia. Demokracją zresztą, nigdy nie miała być, bo ci, co tworzyli to nowe państwo, robili wszystko, aby nie dopuścić, iżby stało się ono demokracją właśnie.

Pisał przecież Bernays, że nie sposób zarządzać ani kierować państwem z takimi masami ludzi. Że ludzkie opinie, gusty, światopogląd i emocje muszą być kształtowane. I są kształtowane. Oczywiście w różny sposób, z różną skutecznością, ale polityką w państwie "demokratycznym" ktoś kieruje, bo ona się niezależnie od wyborów - nie zmienia. Zmieniają się drugorzędne ornamenty. Zasadniczych spraw w ogóle się nie porusza, bo nie ma sensu, bo nie ma czasu, bo ludzie są zajęci, gazetami, komórkami, wojnami, plandemiami, samolotami wlatującymi w wieżowce i tym, z kim się przespał ów albo nawet owa.

Więc część osób zabiera głos, dając wyraz swojej frustracji. Że jak to. Że tak nie powinno być. Że się ludzi okłamuje, że to farsa wszystko. Inni zapalczywie bronią prawdziwości oficjalnej rzeczywistości, w której politycy są nadal "przedstawicielami ludzi", w której rządzą oni - niezależnie od wielkich pieniędzy - swoimi państwami.

Jedni by chcieli rewolucji. Wyrzucenia obecnego systemu. Rozwalenia mediów. Odsunięcia polityków. Żeby przestali kłamać. I... co właściwie wtedy?

Pamiętam pierwsze wydanie Gazety Wyborczej. W sumie nawet nie wiem, czy to było w pierwszym, czy w jednym z pierwszych. Pamiętam euforię - Wreszcie można mówić o Katyniu. Już nas nic nie powstrzyma. Już można. Mówić wszystko. Już jesteśmy ludźmi. Kłamstwo się skończyło. I co? I pupa.

Chodzi o to podstawowe pytanie: Czy gdyby ludziom rzeczywiście dać władzę, władzę po równo. Temu, co wykłada na uniwerku, temu, co wykłada rozbite szkła na ścieżce rowerowej, i tamtemu i tamtej.... No przecież siebie znamy. Przecież widzimy na co dzień, jak jesteśmy traktowani przez "współobywateli", też w instytucjach i biznesach, na forach i w wypowiedziach, z wykrzyknikami. Więc gdyby całemu temu zbiorowisku osób, opatrywanemu mianem "naród" czy "społeczeństwo" - mniejsza na chwilę o poprawność tych etykiet - dać naprawdę władzę. To... co by się stało?

No bo przecież większość popiera. Ten system! Tak, tak.. oszukani. Guzik prawda. Oni swoje wiedzą. Oni w swoje grają. Każdy na swój rachunek.

Oświecenie zakładało, że każdy jest w stanie rządzić, tylko trzeba go podnieść, w jego wiedzy, zdolności myślenia i rozumowania. Był ów okres szalenie entuzjastyczny względem człowieka i przyszłości zbiorowości jakie on zbuduje. Ale przecież już na początku, niezbędne były chwilowe dość mało ludzie ekscesy. Niemniej jednak ideał pozostał i renesans to wielka nadzieja i marzenie, że ludzie zbudują nowy, lepszy świat, gdy każdy będzie równy i miał równy udział we władzy.

Po kolejnych dwóch wojnach światowych optymizm, co do przyszłości, trochę osłabł. Okazało się, że owszem, technicznie idziemy do przodu. Przede wszystkim w sprawności zabijania się nawzajem. W technologii uśmiercania ludzi. Demokratycznie się rządzących.

Więc po wieku wiary, i wieku rozumu, nastał wiek post-oświecenia, anty-oświecenia, post-modernizmu, który odrzucił, zarówno aksjomatyczną lub profetyczną wiarę w nadprzyrodzoną rzeczywistość, jak i wiarę w to, że człowiek za pomocą swojego rozumu jest w stanie budować bezpieczny i dobry świat.

Ale na to pytanie, co by było, gdyby dać ludziom władzę, tylko naiwni odpowiadają spontanicznie, że byłoby dobrze. Że byłby porządek. Że... no żyłoby się dobrze. Anarchistyczno liberalne bajki, nie są warte przytaczania i analizy. Zresztą ludzie aż tak głupi nie są, żeby w nie wierzyć. Więc... może to musi być tak, że ktoś będzie nami rządził. Bo rządzi nie tylko nami, ale też protestującymi górnikami, leczącymi za pomocą teleporad i paracetamolu medykami. Oszukującymi pijanych taksówkarzami. Nawiedzonymi religinistami różnych opcji. I oczywiście pozostałą nieskończoną ilością grup, z których każda chce tylko jednego, grabić do siebie, jak się da to wykorzystując innych albo nad innymi panować zgodnie ze swoją ideologią, doktryną obrazem świata.

Może to jest tak, że cały ten ferment w internecie, mediach i gazetach, we wszystkie możliwe strony angażujący ludzi do wypowiadania się, do zajmowania stanowiska, to "politykowania", to jest po prostu ich urabianie, wrabianie, wysysanie z nich energii, stwarzanie im wirtualnej rzeczywistości, w której się mogą wyżyć, toczyć wojny, deklarować konflikty, opluwać się nawzajem, zwyciężać i przegrywać, odkrywać i nazywać, walczyć o prawdę albo o ojczyznę, a w sumie, w ostateczności, dokładnie nic w sensie sprawczym, w sensie wpływu na bieg zdarzeń - nie wynika, bo... nie może wynikać. Bo po szale entuzjazmu, na widok pierwszych egzemplarzy Gazety Wyborczej, okazało się, że papier dała partia, że się uwłaszczyli i stali "książętami", że ta prawda, nikogo z nas specjalnie nie wyzwoliła, że pokornie po 30 latach, zakładamy szmaty na pysk, karnie nie chodzimy do kościoła jeśli "władza" cywilna zabrania, a syn bojownika o wolność, przewalczył na forum samej UE zapisy o przeciwdziałaniu wolnemu słowu. To po co było walczyć?

To może trzeba zejść na ziemię. Zobaczyć, że istotnie są w społeczeństwie i w naszym otoczeniu jednostki prawe, wybitne, wartościowe. Że większość ludzi nie chce źle, ale jest uwiązana w swoich niedoskonałościach, czasem głupocie, czasem ukształtowanych wadach charakteru. Może jest tak, że mamy do czynienia z naszym życiem i z naszą śmiercią. Z tym, co dajemy innym, bo każde słowo, każde uprzejme nawet wysłuchanie, każde zdecydowane stanowisko i każde wypowiedzenie prawdy, jest tym, co po sobie, co z siebie zostawimy tutaj, w tej tkaninie, którą będą oglądać i tworzyć dalej ci, co przyjdą po nas.

I może ta tkanina rzeczywistości, ta melodia, trochę się zacznie zmieniać na lepsze. Dla nas. Dla innych. Jeśli zamiast bitew o doktryny, poglądy, ordynacje, o koalicje, o miejsca należne, o partie i o wynik najbliższych wyborów, które niczego nie zmienią, bo nie mogą i pewnie nie powinny, zejdziemy na ziemię. Bo to nasz świat realny. To nasz bój prawdziwy. To nasze pielgrzymowanie. Życie. A wiadomo, że na pielgrzymim szlaku, ludzie stają się braćmi mimowolnie. Może dlatego, że każdy jest mniej skupiony na sobie, może dlatego, że skupiony jest na tym, co "tu i teraz", a nie na tym, co "tam i kiedyś".

Zbyszek
O mnie Zbyszek

http://camino.zbyszeks.pl/  Kopia twoich tekstów: http://blog.zbyszeks.pl/2068/kopia-bezpieczenstwa-salon24-pl/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (23)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo