
Hannibal ante portas. Rosja zagraża dziś naszej wolności. Wojna ekonomiczna z Europą, wojna hybrydowa i informacyjna, (put)inflacja, cena energii – to wielkie wyzwania współczesności.
Spór z Komisją Europejską musi zostać zakończony, bo prawdziwy konflikt rozgrywa się dziś na wschód od Polski. Środki z UE pośrednio przysłużą się wzmocnieniu polskiej obronności, polskiej armii, naszego wspólnego bezpieczeństwa. Te fundusze pomogą nam obronić niepodległość i szybko się rozwijać. Polska ma tym więcej suwerenności im jest silniejsza ekonomicznie i militarnie. Powiedzmy to sobie wprost. Pieniądze z UE poważnie wzmocnią naszą suwerenność, nawet jeżeli w pewnych obszarach będziemy musieli zrobić ruch konika szachowego.
Przynależność do UE, a zwłaszcza do NATO jest dziś gwarancją naszej wolności.
Co istotne, dzisiaj istnieje również zagrożenie, którego nie znali nasi przodkowi ani w XVIII, ani w 1. połowie XX wieku. To rynki finansowe, które kontrolują rytm światowego obiegu gospodarczego. Rynki finansowe oceniają sytuację na świecie i zagrożenia dla poszczególnych państw. Polska także podlega takiej ocenie.
Wyraźnie widzimy wściekłość wszystkich, którzy źle życzą Polsce i naszemu obozowi politycznemu. Liczyli na to, że nie uda nam się zakończyć tego trudnego sporu. Oni czekają na fiasko negocjacji i nadal próbują nas skłócić.
To tylko potwierdza, że musimy szybko wyjść z klinczu, bo zegar rosyjskich planów agresji nadal tyka.
Dla nas liczy się siła polskiej gospodarki, liczy się obronność RP, nasza armia, nasze wojsko, nowoczesna broń, produkcja uzbrojenia w Polsce i zakupy za granicą. Liczy się obronność, obronność i jeszcze raz obronność!
I polska wspólnota, która w obliczu tak ważnej zmiany na świecie, jaka jest wynikiem wojny na Ukrainie, rozumie i akceptuje nasze drążenie do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa. Bez niego ani nasz naród, ani nasze rodziny, nie będą mogły się w pełni cieszyć dobrobytem.
Wszyscy musimy się wokół tej idei zjednoczyć.
*** koniec tekstu pana premiera zamieszczonego na fb ***
Komentarz:
konto jest oficjalne na fb.
#1. "Hannibal ante portas. Rosja zagraża dziś naszej wolności. Wojna ekonomiczna z Europą, wojna hybrydowa i informacyjna, (put)inflacja, cena energii – to wielkie wyzwania współczesności."
a) "Hannibal ante portas" (łac., ‘Hannibal u bram’), to okrzyk Rzymian wznoszony, gdy nieprzyjaciel wtargnął w obręb państwa i pokonał rzymską armię w bitwie pod Kannami (216 rok p.n.e). Aktualna sytuacja Polski, względem Rosji nie może być przyrównywana do sytuacji związanej z tym zawołaniem. Ponieważ nie ma tu żadnego dającego się uzasadnić podobieństwa, to przytoczenie tego zawołania na początku jest manipulacyjnym nadużyciem, mającym w odbiorcach wywołać stres, napięcie, przekonanie o bezpośrednim, straszliwym zagrożeniu. Nie, to nieprawda, że "Hannibal ante portas".
b) Opatrywanie określeniem "wojna" działań w przestrzeni ekonomicznej oraz informacyjnej, jest błędne i może być odczytywane jako następna próba wywołania w odbiorcach stanu wysokiego stresu i/lub lęku, jakie racjonalnie i słusznie powoduje w ludzkich głowach wybuchająca wojna. Ceny energii wzrosły wskutek idiotycznych, oderwanych od rzeczywistości regulacji rynku energii oraz w mniejszym stopniu embarga, być może słusznego, ale jednak nałożonego przez naszą stronę. Inflacja jest tylko częściowo efektem zakłóceń ekonomicznych wywołanych wspomnianym embargiem, w większości zaś skutkiem innych procesów, w tym związanych z tzw. plandemią.
c) Wielkich wyzwań współczesności jest naprawdę wiele. Nie mogą one wyprowadzać nas z równowagi, wywoływać emocjonalnego poczucia zagrożenia - co wydaje się pojawiać w komentowanym przesłaniu. Sprostać im możemy posługując się rozumem, spokojem, racjonalnym wysiłkiem, o którym wiemy, w którą stronę zmierza. Przykładowo różnice narracyjne (między Rosją a Zachodem) w przestrzeni informacji, nie są "wielkim wyzwaniem współczesności", bo istnieją znacznie większe wyzwania. Jeśli zaś jest jakimś wyzwaniem, to by mu sprostać należy podnosić poziom wiedzy i zdolności racjonalnego myślenia obywateli, w miejsce budzenia w nich lęku.
#2. "Polska ma tym więcej suwerenności im jest silniejsza ekonomicznie i militarnie. Powiedzmy to sobie wprost. Pieniądze z UE poważnie wzmocnią naszą suwerenność, nawet jeżeli w pewnych obszarach będziemy musieli zrobić ruch konika szachowego."
A zatem brak "Pieniędzy z UE" osłabia naszą suwerenność? Przecież o konflikcie z UE w sprawie tzw. "kamieni milowych" Jarosław Kaczyński mówił w lipcu tak:
No koniec tego dobrego. Myśmy wykazali maksimum dobrej woli. Z punktu widzenia traktatów nie mamy żadnych obowiązków, żeby słuchać Unii w sprawie wymiaru sprawiedliwości. Żadnych - wyjaśnił prezes PiS.
A w sierpniu tak:
- Powiedziałem w połowie lipca to samo: "No, koniec tego dobrego". I to podtrzymuję. Wykazaliśmy maksimum dobrej woli, poszliśmy na duże kompromisy. Trzeba było spróbować choćby po to, by sprawa była jasna. I dzisiaj jest jasna, każdy widzi, o co chodzi, jaka to gra - stwierdził były wicepremier.
A w październiku tak:
- Proszę nie myśleć, że Polska rozwija się głównie dzięki środkom europejskim. To jest ciągle dość znaczący, ale margines środków przeznaczanych na rozwój, a KPO jest marginesem całości - powiedział w sobotę w Częstochowie prezes PiS Jarosław Kaczyński. - Dla nas Unia Europejska, to jest maska Niemiec. Bruksela jest maską Berlina
Tutaj wykres osłabienia ekonomicznego Polski, które wpływa na suwerenność.

W ciągu dwóch lat zadłużenie RP wzrosło o ok 400 mld złotych. Co więcej, pożyczający rządowi chcą wyższych odsetek, więc "obsługa długu" - czytaj bieżącej spłaty odsetek - wyniesie za 2022 rok, od 2 do 3% zwiększonego inflacją PKB. Tyle to wydajemy w przybliżeniu na całą armię.
Może taki cytat:
"Jak diagnozuje ekspert, świat niskich stóp procentowych zniknął w mgnieniu oka i Polska wpada w pułapkę konieczności emisji nowego długu po wysokim koszcie, co się dzieje obecnie. To - zdaniem Dudka - przypomina "scenariusz kryzysu rumuńskiego". Rumunia po globalnym kryzysie finansowym doświadczyła skokowego wzrostu rentowności, takiego jak obecnie obserwowany jest w Polsce i mimo że relacja długu do PKB w tym kraju wynosiła zaledwie 30 proc., utracił płynność. W efekcie podobnie jak Grecja był zmuszony o zwrócenie się o pomoc finansową do Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Komisji Europejskiej. Zabrakło pieniędzy na wynagrodzenia i emerytury, a oprócz pomocy międzynarodowej Rumunia była zmuszona do emitowania długu w walutach zagranicznych."
Ilu ekspertów tyle ekspertyz, ale ta powyższa zdaje się rzucać nowe światło na determinację w zakresie uzyskania od UE pieniędzy z KPO. Ostatecznie jak dłużnik nie jest w stanie się wypłacać, to musi sprzedać. Co? Ile musi sprzedać?
#3. "Przynależność do UE, a zwłaszcza do NATO jest dziś gwarancją naszej wolności"
Nie. Gdybyśmy mieli gwarancję, to nie musielibyśmy sami zabiegać o naszą suwerenność, a nie wolność, bo ktoś ją gwarantuje. Więc te przynależności są poważnym wzmocnieniem naszej suwerenności w rozumieniu istnienia odrębnego państwa. Dlatego podważanie naszej przynależności do UE i NATO jest działaniem, które Polsce przynosi szkody.
#4. "Co istotne, dzisiaj istnieje również zagrożenie, którego nie znali nasi przodkowi ani w XVIII, ani w 1. połowie XX wieku. To rynki finansowe, które kontrolują rytm światowego obiegu gospodarczego. Rynki finansowe oceniają sytuację na świecie i zagrożenia dla poszczególnych państw. Polska także podlega takiej ocenie".
Wydaje się, że tutaj pan premier mówi o cytacie z pkt. 2. Po prostu, gdy ocena rynków finansowych jest niska, to trzeba podnosić oprocentowanie kolejnych obligacji, żeby ktoś je kupił, a to powoduje wzrost kosztu "obsługi długu", czyli dorocznie uiszczanej przez państwo kwoty, za sumę pożyczonych pieniędzy, a to może doprowadzić do utraty płynności, czyli sytuacji, gdy zabraknie ich na pobory itd. To j e s t realne zagrożenie. Co wtedy?
#5. "Wyraźnie widzimy wściekłość".
Tego typu sformułowania, nie powinny się znaleźć w racjonalnej wypowiedzi. Są spoza dyskursu racjonalnego, są z przestrzeni oddziaływania z emocjami odbiorców, a chyba od ich racjonalności, od rozumu i rozsądku Polaków, zależy ich przyszłość. Takie dość brutalne przenoszenie myślenia i argumentacji w sferę - de facto - magla, niszczy myślenie ludzi i ich zdolność do dialogu. Chyba, chodzi nam o to, żeby myśleli? Zgoda?
#6. "Dla nas liczy się siła polskiej gospodarki, liczy się obronność RP, nasza armia, nasze wojsko, nowoczesna broń, produkcja uzbrojenia w Polsce i zakupy za granicą. Liczy się obronność, obronność i jeszcze raz obronność!"
Siła polskiej gospodarki została ukazana na wykresie zadłużenia i wyraża się także w koszcie obsługi tego zagrożenia zbliżonym do wydatków militarnych państwa. Obronność nie jest prostą funkcją ilości zakupionej (rzadziej wyprodukowanej) broni, czego chyba nie trzeba tłumaczyć, a co jakby stanowi niewypowiedzianą wprost tezę wyżej przytoczonego akapitu. Obronność jest pochodną przede wszystkim dobrej ekonomii, wysokiego kapitału społecznego ludności, a więc wzajemnego zaufania, współpracy, zgodności. Jest także funkcją praworządności, bo obywatele doznający szkód we własnym państwie, przestają się z nim identyfikować, traktując rządzących czy tych, co wyże,j jako ONI w odróżnieniu od MY.
#7. "I polska wspólnota, która w obliczu tak ważnej zmiany na świecie, jaka jest wynikiem wojny na Ukrainie, rozumie i akceptuje nasze drążenie do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa. Bez niego ani nasz naród, ani nasze rodziny, nie będą mogły się w pełni cieszyć dobrobytem.
Wszyscy musimy się wokół tej idei zjednoczyć."
W zwracaniu się do ludzi, wypada mówić ich językiem, językiem ich pojęć i myśli. Stosowanie obcych zapożyczeń wydaje się niezrozumiałe. Niezrozumiałe jest zastąpienie przez pana premiera określeń: Polacy, naród polski, społeczeństwo polskie, pojęciem kompletnie obcym i sztucznym, jakim jest "wspólnota polska". To dość rażąca zmiana.
Dobrze jest też poprawiać błędy w pisowni na tak wysokim szczeblu, a więc nie "drążenie", tylko "dążenie".
Zdanie, iż Polacy rozumieją i akceptują dążenie instytucji swojego państwa do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa jest do tego stopnia oczywiste, że niezrozumiałe jest jego przytoczenie, ani obwarowanie warunkiem, że "w obliczu tak ważnej zmiany na świecie, jaka jest wynikiem wojny na Ukrainie". Obywatele zawsze rozumieją i akceptują dążenia władzy do zapewnienia im bezpieczeństwa.
Z wartością jaką jest bezpieczeństwo dla obywateli, ściśle związana jest wartość jaką jest w o l n o ś ć. Jeden z założycieli Stanów Zjednoczonych - Benjamin Franklin pisał tak:
Ludzie, którzy dla tymczasowego bezpieczeństwa rezygnują z wolności, nie zasługują ani na bezpieczeństwo, ani na wolność.
Bezpieczeństwo w rozumieniu braku zagrożeń - nie istnieje. Stąd dążenie do takiego bezpieczeństwa i warunkowanie jego osiągnięciem zdolności do "pełnego cieszenia się dobrobytem" jest niezrozumiałe, zwłaszcza, gdy za owo "bezpieczeństwo" trzeba właśnie płacić dobrobytem. Cała fraza z pkt #7 swoją formą przypomina urywek z reklamowego klipu klasy "B".
Język "musimy" nie jest dobrym językiem wobec wolnych obywateli. Jest językiem wobec poddanych. Wobec "równych" wypadałoby powiedzieć - możemy, powinniśmy i temu podobne. "Musi to na Rusi" - powiadali nasi atenaci. A my - Polakami, więc ten język "musu", nie do końca do nas pasuje, szczególnie w ustach "pierwszego z równych".
Trudno się nie zgodzić z tym, że powinniśmy się zjednoczyć - my Polacy. Ale nie wokół "idei", że w pełni cieszyć się dobrobytem będziemy mogli po zaakceptowaniu działań władzy dążących - wg jej zapewnień - do zapewnienia nam bezpieczeństwa, tylko powinniśmy się zjednoczyć oddolnie. W taki sposób, aby jeden drugiemu był wsparciem. Aby jeden z drugim mógł otwarcie rozmawiać i się do niego zwracać. To jest jednoczenie się naprawdę. Jednoczenie się "wokół idei", to mass-formacja opisywana przez profesora Desmeta {LINK}. To wielki proces przekształcania społeczeństw, poprzez wprowadzanie ich w stan para-hipnotyczny, najczęściej za pomocą gróźb, siania lęku i strachu. To narzędzie totalitaryzmu.
Wszelkiej władzy zawsze sprzyja wojna. Gdy wojna, gdy konflikt, to władza ma wolne ręce względem obywateli, to nie ma konkurencji, to może z ludźmi wszystko, a oni mogą nic i są obowiązani do posłuszeństwa. Dla ludzi... no cóż... wypada przytoczyć Marię Konopnicką, która pisała, że o wojnie tak: "A najdzielniej biją króle. A najgęściej giną chłopy".
"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój" - uczył Pan Jezus. Pokoju nam wszystkim potrzeba. Zwłaszcza dlatego, że zbliżają się Święta, a władza no cóż... ustami swojego przedstawiciela informuje, że będzie przygotowywać nas w przyszłym roku do "wojny, w której weźmiemy udział". Te przygotowania zabłysły na chwilę w sprawie przekazania naszych samolotów Ukrainie. Te przygotowania zajaśniały, kiedy po zabiciu Polaków przez ukraińskie rakiety, media pisały wielkimi literami, że to rakiety rosyjskie, rząd wzywał w trybie natychmiastowym ambasadora Rosji, zwoływał Radę Bezpieczeństwa Narodowego i rozważał uruchamianie paragrafów traktatu o NATO - wszystko w celu zapewnienia nam jak największego "bezpieczeństwa".
My Polacy możemy się otrząsnąć, bo są siły, które ponownie, bazując na naszej naiwności, na naszym szczerym patriotyzmie i odwadze, za pomocą fałszu, szantażu, oskarżeń chcą nas pozbawić zasobów a i być może wrzucić w krwawą maszynkę do mięsa, jaką jest wojna. Możemy na to pozwolić. Możemy na to nie pozwolić. Od nas zależy.
Prawdopodobieństwo, że się otrząśniemy jest niewielkie, bo media czuwają, bo politycy się starają. Ale jest. I dlatego, że jest. Warto mu kibicować, jeśli kibicuje się zwykłym Polakom.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)