Wzywając do działań odwołuje się pan do przykładów tego, co czyniła m.in. Wielka Rewolucja Francuska oraz komunistyczna rewolucja (i partia) w Chinach i argumentuje pan, że to droga do wielkości.
Cały tekst jest kolejnym wcieleniem pedagogiki PiS, przytoczonej tutaj: https://www.salon24.pl/u/zbyszeks/1296773,kluczowy-pedagogiczny-tekst-pis
W kółko to samo, PiS nabrał ludzi uczciwych na swoje oferty i zapowiedzi. Skonfrontowani z praktyką, która po tych zapowiedziach nastąpiła, odczuwają silny dyskomfort psychiczny, podświadomie wyczuwając i rozumiejąc, że okazali się wykorzystanymi bezwzględnie głupcami, którzy swoimi decyzjami spowodowali wszystkie negatywy, które postrzegają. Świadomie jednak nie mogą się przyznać do błędu, bowiem zaangażowali swoje głębokie emocje, można powiedzieć - bez reszty - w emocjonalną wojnę przeciw wszystkim poza ich partią.
W tym potrzasku mentalnym, jedynym wyjściem z sytuacji pozwalającym utrzymać równowagę psychiczną jest całkowita dehumanizacja wszystkich przeciwników. "Nasze decyzje i zachowania uzasadnia potworność wszystkich innych".
Stąd dehumanizacja, postrzeganie i traktowanie jak podludzi wszystkich, co są przeciw PiS, staje się dla zwolennika PiS - "must have" -> absolutnie konieczna.
Bill Maher lewicujący, ale jako tako normalny komik-prezenter za Atlantykiem, powiedział, że u nich ludzie nie głosują na tego, kogo lubią, tylko na tego, kogo nienawidzą najmniej. Zatem te mechanizmy, nie są stricte lokalne i polskie, ale działają pewnikiem w wielu innych miejscach.
Dzięki nim, można jednak wyzwolić się z bolesnych skutków racjonalnej i kulturalnej rozmowy lub dyskusji. Dzięki nim świat i rzeczywistość nabierają "sensu". Dzięki temu się nienawidzi i/lub bezmiernie gardzi innymi i dehumanizuje politycznych przeciwników. Pisał o tym niemal 100 lat temu prymas Hlond, więc znów, to nie jest jakiś nowy wynalazek, tylko stary zwyczaj, może odgrzany, bo potrzebny.
Postawa odczłowieczania nie jest wcale wyłącznym przymiotem PiS i i zwolenników tej partii. Ona jest ponadpartyjna i stosuje się w poprzek funkcjonujących podmiotów i środowisk politycznych.
Kto wygrywa? Wygrywają igrzyska - bo tym się staje scena polityczna. Wygrywa władza - bo władza ma rozgrzeszenie ze wszystkiego, cokolwiek zrobi źle na szkodę ludzi. Za każdym razem broniła ich przed potworami. Za każdym razem wróg u bram, więc każdy, kto władzę krytykuje jest zdrajcą, piątką kolumną, sabotażystą.
Kto przegrywa? Społeczeństwo. Ogłupiane, zadłużane, z rosnącymi ograniczeniami wolności, w tym wypowiadania się, których to ograniczeń będą się domagać zwolennicy władzy w imię walki o "wszystko", walki z "potworami".
Przegrywa państwo, które staje się słabe, podatne na wpływy zewnętrzne, bo nie ma spójności społeczeństwa, tylko zajadły konflikt wewnętrzny, w którym jedni drugich utopili by w szklance wody, albo domagają się "głowy zdrajcy" przytaczając przykłady ludobójczych rewolucji.
Przegrywa człowieczeństwo w człowieku. Bo człowiek nie może w tej powodzi potwornych emocji myśleć. Bo jest najzwyczajniej na świecie wykorzystywany. Bo nie mogąc myśleć, nie ocenia racjonalnie, nie waży argumentów, traci "sapiens", a samo homo to za mało.
No ale w ten sposób - ocala "siebie", to znaczy tak czuje i tak myśli. "Sobą" nazywając zbiór odczuć, postaw i perspektyw, które przyjął wcale nie z rachunku racjonalnego, tylko nieco przypadkiem, niezbyt świadomie, w ferworze tworzonym właśnie po to, przez apostołów zamętu.
Poeta pisał, że trzeba będzie zaczynać od początku, od trawy. Chyba miał rację. Poezja nie cieszy się dzisiaj popularnością. Ludzie aspirują nieustannie do napierdalanki - pardon za słowo, ale tu jest wskazane. A więc właśnie trawa. Jej kolor. Jej ruch. Jej kwitnienie. Błękitne niebo nad nią. To początek. Od czegoś trzeba zacząć, jakoś może zostawić za sobą, z boku, gdzieś, tę toksyczną mass-formację Desmeta. Ten antyludzki, ohydny zamęt pałajacy żądzą mieszkania w naszych duszach.
--------------------------
ps. Gabriel Maciejewski pisze tak:
"Czy wobec tego dziś nam jest do czegoś potrzebna retoryka buntu? Nie, potrzebujemy retoryki lojalności. Pytanie tylko wobec kogo? Lojalność osobowa nie wchodzi w grę, charyzmaty pojedynczych osób, przywódców i marszałków, zostały już wystarczająco silnie wyszydzone, a reszty dopełnił Wałęsa. Nikt przy zdrowych zmysłach nie traktuje Jarosława Kaczyńskiego jak wodza. Nikt poza opozycją. "
- cytat 7http://gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/o-retoryce-buntu-i-retoryce-lojalnosci
Sama myśl Maciejewskiego żeby retorykę (i perspektywę) buntu zastąpić retoryką (i perspektywą) lojalności jest ciekawa. Lojalności wobec zasad, wartości, wzajemnie wobec siebie.
Jednak żeby to mogło zacząć się dziać, musi wystąpić przebudowa indywidualnej perspektywy postrzegania rzeczywistości oraz systemu wartości. To są rzeczy trudne do zmiany, zwłaszcza bez środków, zwłaszcza w ograniczonym okresie


Komentarze
Pokaż komentarze (4)