Z komentarza do notki @Harley Porter
Być może wszystko jest kwestią... solidarności i tożsamości, bo tożsamość bierze się właśnie z solidarności. Dotyczy to także narodu i społeczeństwa jako bytu. Jeśli np. zadłużamy nasze dzieci i wnuki, to znaczy, że teraz my wykorzystamy sobie pieniądze, a one potem mają je spłacać, choć nie mają głosu w tej sprawie. To nie jest solidarność. To jest uderzenie w tożsamości narodu jako bytu w czasie, czegoś co istnieje poprzez czas.
Jeśli nie jesteśmy solidarni ze sobą tu i teraz, to też jest uderzenie w tożsamość. Bo wszyscy się ze sobą żrą, to nie istnieje "MY". Jest tylko masa indywidualnych ludzi, którzy są nawzajem dla siebie rywalami i zagrożeniem.
Jeśli nie jesteśmy solidarni z tymi, których kiedyś torturowano i masowo mordowano z tego powodu, że są Polakami, to nie ma tożsamości identyfikowanej jako naród polski. To wszystko wolno. Płaszczyć się. Żerować na innych. Siać niezgodę. Sprzedawać wszystko, co nie moje i co się da, dewastować za korzyści własne.
Oczywiście taki brak solidarności będzie gęsto uzasadniany, a może nawet obłożony sankcjami i karami dla tych, co by jej chcieli. Ale od pytania, czy ze stwierdzenia, że jesteśmy Polakami coś wynika? - nie da się uciec. Co wynika? Czy na pewno jesteśmy? Co to niby ma znaczyć, w kontekście solidarności i tożsamości? Czy rozmienimy je na "drobne" ?



Komentarze
Pokaż komentarze (7)