1. Czy możemy na chwilę być poważni? 22 dorosłych facetów biega po trawiastym, prostokątnym terenie za nadmuchaną piłką. Pardon, czy oni coś produkują? Tworzą? Wymyślają? Weźmy taki lekarz, ile on wnosi do społeczeństwa albo policjant? Tymczasem nie dość, że 22 dorosłych biega za tą piłką, to miliony na żywo i miliardy na ekranach to oglądają. Przecież można lepiej wykorzystać czas! Można i należy zainteresować się polityką! Stanąć po stronie. Dać odpór bo warzą się losy. W ten sposób bierzemy ręce w swoje ręce, to znaczy no, wiadomo o co chodzi. A że jeden z drugim jest mistrzem w kopaniu, rzucaniu czy odbijaniu skórzanej lub gumowej piłki, to co to kogo obchodzi?
2. Wygrała Hiszpania. To bardzo źle. Wygrać powinna Anglia, no ewentualnie Francja. One są najbardziej zasłużone i inkluzywne, a dzisiaj inkluzywność jest prawie jak świadectwo szczepienia na kowid czwartą dawkę przypominającą, że Unia Europejska zakupiła dla każdego 10 takich dawek. Jednym słowem jeśli ktoś zwraca uwagę na kolor skóry, to jest rasistą, chyba, że zwraca uwagę, żeby był kolor czarny a nie biały, wtedy jest dostojnym reżyserem i ma nawet szanse na finał, w którym wygra talon, na... i balon jak to fachowo wyjaśniał pan Frycz {TUTAJ}.
Poza tym Hiszpania była najlepsza i grała najlepiej, ale piłka powinna przynosić niespodzianki i słabsi powinni wygrywać z najlepszymi, więc to było nie fair.
3. Bardzo miło - to akurat element pozytywny - że Fifa ubogaciła tę dyscyplinę sportu elementami gimnastyki para-artystycznej. Gdy po pierwszej połowie wyłączyłem transmisję i po 15 minutach włączyłem ją ponownie, jaka miła niespodzianka na ekranie. Zamiast facetów z piłką, jakaś pani demonstrowała potrząsanie siedzeniem. Chodziły jej te biodra, że jak ta lala, a wkrótce dołączyły do niej inne zawodniczki i gimnastyka była grupowa. W rozentuzjazmowanym tłumie gimnastykujących się, wydawało mi się, że rozpoznałem lidera zespołu Cold Play. Chyba też chciał podreperować zdrowie i dołączył. To taka masowa promocja zdrowia fizycznego i masy ludzkie, zamiast siedzieć przed tymi ekranami były zachęcane przez Fifę do kręcenia czym tam mają. Nawet się podniosłem z fotela, ale kamera pokazała pana Infantino i dostojnych gości w pozycjach siedzących, więc czem prędzej opadłem, bo traktujmy się z powagą. A więc przerwę w meczu ubogacono, wydłużono i uatrakcyjniono. To zupełnie nowa jakość.
4. Podział meczu piłki nożnej na kwarty, wprowadzony pod pozorem przerwy na nawodnienie uważam za bardzo udany. Jeżeli w Ameryce są kwarty, to wszędzie powinny być kwarty. Powinny być jeszcze w trakcie przerwy dla trenera tzw. Tajm Aut. To wszystko pozwala widzowi zapoznać się - oprócz bezproduktywnego tracenia czasu na sport - z bieżącą ofertą rynkową w szerszym niż zwykle zakresie. A reklama dźwignią handlu. A handel podstawą gospodarki rynkowej. A zawodnicy na głodnego biegać nie będą.
5. A właściwie to może wszystko inne poza tymi mistrzostwami jest do kitu? Bo tak, w robocie człowiek zasuwa - jak ją w ogóle ma - żeby jakoś żyć i spłacać, co tam ma spłacać. Na wojnie... a to nie dobry temat. W polityce, o w polityce. W polityce człowiek może na poważnie. Tylko, czy na pewno? Najgorzej jak w to uwierzy i potem ma problem, bo sam siebie musi przekonać, że to co tam liderzy to jest cymes taki normalnie, że palce lizać i o żadnych wymiotach mowy być nie może, bo przecież człowiek sam, na barykadzie tą flagą nieskazitelności powiewał.
6. Więc ostatecznie w tym sporcie jest trochę i prawdziwej rywalizacji. I nieustawianego współzawodnictwa. I trochę tragedii, i trochę starań, by było jak najlepiej. I w końcu trochę rozrywki, oddechu, dystansu do rzeczywistości, albo tej z lekka potwornej propagandy, udającej na co dzień rzeczywistość. Judzącej, denerwujacej, wciągającej, mamiącej. Mundial ma do zaoferowania 48 drużyn, 104 mecze - najwięcej w historii. Jakby jeszcze miał do zaoferowania odstawienie debilnych amerykanizmów, to już w ogóle byłoby fajnie.
7. Parę rzeczy jest dodatkowo na plus. Na plus należy ocenić pracę tzw. VAR. W większości przypadków pomagała podjąć poprawne decyzje. Świetnie ukrócono spowalnianie gry, wydłużanie czasu wyrzutu z autu i temu podobne. Zniechęcono zawodników do udawania kontuzji i zalegania minutami na boisku, bo potem trzeba zejść i drużyna gra w 10. Sędziowanie mimo drobnych pomyłek obroniło się. Poważne animozje wśród kibiców, ale jednak bez ekscesów były tylko na meczu Anglia Argentyna.
8. Ten turniej to największe wydarzenie sportowe na planecie Ziemia. Nie pod względem liczby sportowców, bo tych jest więcej na olimpiadzie, ale pod względem frekwencji widzów. Nic tak się ludziom nie podoba jak właśnie mistrzostwa świata w piłce nożnej. Mamy w tym temacie piękne tradycje. Gdyby tak w życiu, "sędziowanie" przebiegało jak mundialu, wygrywali po prostu lepsi w konkretnej dyscyplinie, gdyby sympatycy przeciwnych obozów odnosili się do siebie, jak sympatycy różnych reprezentacji, świat byłby lepszy.
9. Mundial powinien być więc co roku. Albo najlepiej co kwartał. Ale to niemożliwe. Wciąż nie potrafimy oszukać natury. A natura nasza jest taka, że wspiera falowanie. Dzień, noc, dzień, noc. Za duże tego samego powoduje, że tracimy smak. Dlatego to, co rzadkie jawi się cenniejsze. Cieszyć się wypada gdy jest. Odsuwać malkontentów, bo czy jest coś przyjemniejszego - dla Polaka? - od narzekania? Wypada poczekać. Może kiedyś jeszcze Polska pojedzie, wyjdzie z grupy i narobi zamieszania, jak to przecież dwa razy się stało. Losy piłkarzy bohaterów też są pouczające. Tragiczny los Diego Maradony. W jakimś sensie tragiczny Kazimierza Deyny, który wyjechawszy do USA zginął w wypadku samochodowym, wioząc piłki. Inni wyszli na prostą, Zbigniew Boniek i cała masa pozostałych. My też wyjdziemy na prostą. Jasne, że nie jutro. Piłka uczy, że potrzebne są lata pracy. Ale kiedyś, trzeba zacząć.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)