41 obserwujących
1064 notki
706k odsłon
428 odsłon

Jednodniowy post Zbyszka wg Dąbrowskiej

Wykop Skomentuj13

image
areta ekarafi flickr:


Okej. Tym razem nie będę pościł. Prawda jest taka, że nie stać mnie na to. Nie potrafię się zmobilizować ani zmusić. Podjęcie decyzji, że będę pościł przez 42, 35 czy choćby 14 albo 7 dni, jest dla mnie niemożliwa do podjęcia.

Ale jeden dzień mogę. Żaden inny. Dzisiaj zacznę i dzisiaj skończę. Powstaje pytanie dlaczego? Czy przemyślałem? Czy to dobry pomysł? Jakie mam cele? Co chcę osiągnąć?

Otóż powiem krótko i szczerze. Wkurzyłem się. To impuls. Gniew. Mam dość. Mam siebie dość. Mam dość napychania się wszystkim co dobre i smaczne. Picia tego, co sprawia przyjemność. Sami wiecie co to. Mam dość kompletne rozlazłości, jaka się wlała w moje życie za sprawą dogadzania sobie bez granic i bez zahamowań. Dość. Po prostu dość.

Jak bym miał „bejsbola” to bym temu facetowi, co tak wszystko „kosztował” po prostu przyłożył. Nie wiem w co bym najpierw uderzył. W oko to może nie, bo bym niewiele potem widział. Chyba w nogę. Tak. Prawą najlepiej. Tylko znów, żeby jej nie złamać. A może w głowę? Jak by się człowiek porządnie trzepnął bejsbolem w głowę, to może z wielu głupot by się wyleczył. Jakoś by tak… wyleciały od niego. Spłynęły na podłogę. Wymiękły. A w głowie pustka i przestrzeń, którą wreszcie zapełniłby rozum, zamiast wiecznego pożądania, by jeszcze łyk albo kęs.

Więc dobra. Ten jeden dzień. Wiem. Będzie trudno. Już wiem, że będę musiał wykazać sporo aktywności. Więc… – może nie dzisiaj – podpowiada usłużnie głos w lewym uchu. – Okej, okej – usprawiedliwia się i chowa widząc mój wściekły wzrok.

Zapuściłem się. Taka jest prawda. Fizycznie, psychicznie, wolicjonalnie, emocjonalnie. I tak naprawdę już mnie to nie cieszy. Ten brak hamulców. Więc zamykam kurek. Okręcam wodę i piję. Nie wiem czy to będzie dieta wg przepisu. Na śniadanie zjadłem jedno kiwi. Serio. Sztuk jeden. Pies wyje u sąsiada, pewnie z żałości, bo śniadanie to raczej jajka sadzone na boczku plus chlebek owszem żytni. Ale dobra. Jedno kiwi. Na obiad ugotuję sobie na parze kilka marchewek albo kupie kalafiora. Na surowo go chyba nie da się jeść, więc też wrzucę na parę. No i pójdę zaraz do sklepu i kupię buraków. Obiorę i wrzucę do słoika. Podobno wychodzi zakwas. Sprawdzę.

Więc ten mój post, to prawdę mówiąc kaprys i impuls. Całe szczęście, że na jeden dzień. Inaczej – znów prawdę mówiąc – nigdy bym się nie zdecydował, chyba, żebym miał jakieś silne problemy zdrowotne. Ale póki co, poza brzuchem, co się uhodował wskutek miłości – o zgrozo – do słodyczy i (tu nie powiem), nic specjalnego się nie dzieje.

Już dwa razy próbowałem takiego postu. Pierwszym razem wszystko wyszło na glanc. Za drugim nabawiłem się problemów. Może dlatego też ta niechęć do postu. No ale zobaczymy. W końcu jeden dzień każdy da radę. Moment… idę stanę na wagę… – ok tak z 15 kg mogłoby być mniej. Może 10 a nie 15? Właściwie czy istnieje „optymalna” waga? Czy jakbym był chudy jak „szczapa” to byłoby właśnie zdrowsze?

Nie wiem. Zaczynam. Idę po te buraki.

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości