46 obserwujących
1106 notek
755k odsłon
4876 odsłon

TLK "Sztygar" zatonął czyli polskie państwo z dykty

Wykop Skomentuj125

image

Gdy  w minioną sobotę 27 lipca br. słońce opromieniało tradycyjny budynek dworca głównego w Kielcach, TLK Sztygar z wagonami pełnymi podróżnych wjeżdżał na właśnie na tą stację.

- Będziemy stać z piętnaście minut - rzuciła kobieta w przedziale. Siedzący naprzeciwko młody mężczyzna spojrzał na zegarek, była 12:50.
- E... może z dziesięć - odpowiedział.
- Planowy odjazd pociągu 13:02 - zabrzmiał głos z kolejowych głośników, potwierdzając jego hipotezę.

Do Katowic wybrałem się na zaproszenie. Miałem "biznes" do załatwienia o 18 w miejscowości 50 km za Katowicami, ale w sumie Sztygar przyjeżdża do Katowic o 15:01 to zdążę. Wstałem, i mrużąc oczy, wyjrzałem przez okno na peron. Sennie, nic się nie dzieje. Wskazówki zegara miarowo przesuwają się do 13:02, mijając ten punkt całkiem bezgłośnie.

To normalne. Nie ma się co denerwować. Przecież pociąg nie musi odjechać dokładnie o godzinie. U nas bardzo mało rzeczy dzieje się dokładnie. Taka specyfika. Jeszcze jeden rzut oka na tablicę 13:10.... 13:15... Klik... pod godziną odjazdu pociągu pokazały się małe czerwone literki - "OPÓŹN 20 min". Szit. W Katowicach mam 45 minut na przesiadkę. 20 minut nie problem, ale... robi się ciasno.

13:22 minęła i gołębie wzlatujące ponad daszkami peronów jakby w ogóle tego nie zauważyły. O 13:30 zrobiło się trochę nerwowo, bo ludzie mają plany, bo przecież każdy pasażer ma sprawy do załatwienia, zupełnie jak ja, liczący minuty, czy uda mi się przesiąść, czy nie, czy zdążę. Nasz wagon ma numer 11, młody człowiek zaczyna pesymistycznie o Polsce. Kobieta oponuje, bo "zawsze coś się może stać". Literki się zmieniają "OPÓŹN 40 min". - Opóźnienie może ulec zmianie - informuje służbowa pani z głośników dworcowych.

Może nie będzie 40 minut, tylko krócej - od razu tłumaczę sobie jej informacje. Atmosfera gęstnieje, zwłaszcza, że 13:42 mija tak samo jak poprzednie dwa terminy przewidywanego odjazdu. Dzwonię do organizatorów, że jest problem. Mam się nie martwić. Jakby co, pomogą jakoś dostać się z Katowic, żeby dojechać na tą osiemnastą. Wszystko będzie dobrze.

- Lokomotywa się zepsuła - przekazuje informacje jakiś pan, których chyba dostał je od kierownika pociągu, albo nie wiem skąd. - Zepsuła się i muszą naprawić.
- To nie mają innej? - pyta inny.

Wygląda, że na tę chwilę nie mają. Lokomotywa stoi samotnie kilkadziesiąt metrów dalej. Jacyś ludzie obok tego stalowego potwora. Minuty mijają. Gdy wyświetla się "OPÓŹN 60 minut", wychodzę z pociągu. To już nie są żarty. Ciągle mam szanse dotrzeć na miejsce o właściwej godzinie, bo układając plan podróży z PKP zostawiłem sobie margines dwóch godzin, ale pierwsza z nich właśnie zniknęła.

Kierownik pociągu nie ma łatwo. Stoi w białej koszuli na peronie i odpowiada gromadce osób zgromadzonych wokół niego.

- Są jakieś szanse? - pytam.
- Lokomotywa się zepsuła i próbują naprawić. Miejmy nadzieję, że się uda.
- Ale kiedy? - dopytowuję.
- Maszynista powiedział, że jeszcze co najmniej pół godziny.

Pół godziny?! Myślę już trochę gorączkowo. Pół godziny to ja mogę naprawdę nie dotrzeć na miejsce. A wtedy cała podróż na nic i wrócę, bo po osiemnastej jest już "po sprawie". Nie ma po co tam dojeżdżać.

- A... jakby się nie udało... naprawić? - pytam szczegółowo.
- To musieliby sprowadzać drugą lokomotywę, ale najbliższa jest w Krakowie.

Moje usta układają się w duże "o" a rozum gwałtownie wyświetla jaskrawy napis, że "To jakaś niedorzeczność!!!". Wracam i dzielę się odkryciami, ze współpasażerami w przedziale.

- A to Polska właśnie - stwierdza gorzko młody człowiek. - Niby jesteśmy w Europie - dodaje.
- Wszędzie się rzeczy psują - prostuje go kobieta. - To się nie da przewidzieć - uzupełnia - zawsze coś się może zepsuć.
- Dokładnie - włączam się do rozmowy. - Dokładnie tak. I dlatego właśnie, organizator ruchu wie, że zawsze coś się może zepsuć i powinien być przygotowany na wypadek, że coś się zepsuje. Transport zastępczy, lokomotywa awaryjna...
- Przeglądy - wtrąca młody człowiek. - Wiecie jak u nas się robi przeglądy techniczne? Czy oni je w ogóle robili? Albo tak tylko na papierze.

100 minut po terminie odjazdu - pociąg z wagonami pełnymi podróżnych stoi nadal na stacji Kielce. Słońce nie reaguje. Nie pochodzi z demokratycznych  wyborów, nie ma znajomych, nie musi się o nic starać, to świeci, jak gdyby nigdy nic.

- Ten pociąg nie pojedzie dalej - oświadcza kierownik, osaczony niemal przez grupę pasażerów zgromadzonych na peronie wokół niego, gniewnie i nawzajem się przekrzykujacych. - To znaczy zanim sprowadzą nową lokomotywę.
- Ale kiedy ta lokomotywa - pyta ktoś, przynajmniej jemu udaje się przebić z głosem do kierownika.
- Czas sprowadzenia lokomotywy do jakieś trzy godziny.
- Ale od jakiego momentu? - dobiega jeszcze znad głów pytanie, ale kierownik go już nie słyszy i odpowiedź nie pada, bo liczba pytań tworzy zgiełk nie do opisania.
- Proszę państwa, no co ja mogę? - przytomnie tłumaczy kierownik - przecież ja nie jestem organizatorem ruchu.

Wykop Skomentuj125
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka