49 obserwujących
1128 notek
775k odsłon
1123 odsłony

Katolickie LGBTQ

Wykop Skomentuj75

2. Nie wolno dokonywać generalizacji.

Autorka przekonuje, że nie należy dokonywać "generalizacji", bo nie wszyscy są tacy sami. Wydaje się mieć rację z drugiej części stwierdzenie, bo istotnie - nie wszyscy są tacy sami. Jeśli jednak ktoś deklaruje się jako #jestemkomunista to zaliczenie go w poczet komunistów jest naturalną konsekwencją jego postępowania. Nie jest jasne, co konkretnie boli tu panią Agnieszkę.

3. Co jest najważniejsze na świecie

Stwierdzenie, że chciałabym tylko jednego - "żeby żaden człowiek na tym świecie nie musiał się bać prawdy o sobie." jest dość zawężające jeśli chodzi o tylko jedną rzecz na świecie. Ludzie postawieni przed takim zagadnieniem, powiedzieliby: Chciałbym tylko jednego - pokoju. Inny, żeby człowiek już nigdy nie umierał z głodu. Ktoś inny, że chciałby tylko jednego, żeby w relacjach między ludźmi dominowała postawa miłości.

Ale dla Agnieszki najważniejsze, to żeby żaden człowiek na świecie nie musiał się bać prawdy o sobie. Pomijając dość szczególny wybór postulatu, wskazujący na daleko posunięte skupienie uwagi na samym sobie, to niby dlaczego? Dlaczego człowiek nie musiałby się czasem BAĆ prawdy o samym sobie? Czy to czasem nie może być korzystne? Może to wskazuje na ROZBIEŻNOŚĆ tego, co człowiek ceni i tego, co człowiek robi? Można zmienić jedno lub drugie. Co wybrać? Zmianę systemu wartości czy postępowania?

Strach jest naturalnym stanem człowieka, bez którego dawno byśmy wyginęli albo narobili nieziemskich głupot. Strach przez konsekwencjami, strach przed potępieniem, strach przed stawieniem czoła własnej słabości lub podłości. Strach zawsze jest równoważony przez odwagę. Na tym polega człowieczeństwo. Gdyby nie było strachu bez sensu byłaby odwaga, a ludzie robią czasem takie rzeczy, że trzeba odwagi "by spojrzeć sobie w twarz", bo strach. Więc to czasem dobrze, gdy się go odczuwa, bo to sygnał, że może narobiliśmy rzeczy, o których lepiej nie myśleć.

4. Emocje i odczucia.

Autorka pisze, że zaczynała się dusić z tą tajemnicą, że widok lub wyobrażenie innej kobiety wywołują u niej jakieś skojarzenia lub chęci ze sfery współżycia intymnego. Nie jest do końca jasne, dlaczego Autorka dusiła się z tą tajemnicą, a już się nie dusi, gdy wszyscy o tym wiedzą. Zasadniczo rzecz biorąc, współżycie intymne z natury rzeczy JEST TAJEMNICĄ osób, których dotyczy, bo to jest rzecz INTYMNA.

Ludzie zasłaniają swoje ciała i osoby, i wstyd jest konstytutywną cechą człowieczeństwa. Ów wstyd, owo rozgraniczenie tego, co publiczne i intymne/prywatne to jest postawienie GRANICY, granicy, która stanowi o osobie. Człowiek te granice, jeśli chce, pozwala przekraczać drugiemu. I to jest właśnie piękno relacji międzyludzkich, i tak się właśnie wypełnia GODNOŚĆ osoby, że istnieje sfera zastrzeżona, której gospodarzem jest wyłącznie człowiek.

Gdy nie ma tego, co intymne, gdy to, co prywatne jest publiczne, to nie ma GODNOŚCI, nie ma suwerenności człowieka, zaś jest początek totalitaryzmu, bo totalitaryzm to system, w którym jednostka nie ma suwerenności, w żadnej sferze. Nawet jej sfera prywatna jest publiczna, odsłonięta.

Dlaczego zachowywanie w sferze intymnej, tego co jest intymne, dla Pani Agnieszki było związane z poczuciem duszenia się, jest trochę niezrozumiałe, ale należy przyjąć, że autentyczne, tym bardziej niezrozumiałe. - Będę się dusił jeśli nie powiem publicznie jak chciałbym współżyć seksualnie? Dla wielu ludzi to aberracja. Dawniej - problem psychiczny wymagający pomocy.


5. Być prawdziwym.

" chcę być prawdziwa i nie chcę się wstydzić tego, kim jestem"

W jaki sposób można stać się prawdziwym, publicznie obwieszczając sąsiadowi, córce sąsiada, sprzedawcy w pobliskim sklepie, jakie ma się preferencje seksualne? W jakim sensie Agnieszka stała się prawdziwa, informując rodzinę i tych, których ewangelizuje, o swoich skłonnościach w dziedzinie współżycia intymnego?

Co to w ogóle znaczy: chcę być prawdziwy/prawdziwa? To chyba znaczy, nie chcę udawać. Chcę mówić to, co myślę, zachowywać się tak, jak chcę. To chyba znaczy - w rozumieniu Autorki - być prawdziwym.

Ale czy istotnie, mówiąc to, co myślimy, zachowując się tak, jak nas do tego popycha impuls i skłonności, jesteśmy PRAWDZIWI? Czy przypadkiem nie jest tak, że historia człowieczeństwa to jest historia nakładania sobie kagańca, na własne skłonności, impulsy, popędy. Czy nie jest tak, że kultura i obyczaj sprawiają, iż zachowujemy się i postępujemy nie w taki sposób JAKI NAM SIĘ CHCE, tylko w taki sposób JAKI WYBIERAMY JAKO SŁUSZNY.

Zatem to dokonywane wybory, wybierane wartości i wzorce, konsekwencja w podążaniu za tymi wyborami czyniłyby człowieka PRAWDZIWYM. Nie zaś, jak zdaje się sugerować Autorka, podążanie za ODCZUWANYMI IMPULSAMI, a tym bardziej informowanie o ich treści. Przez to, człowiek chyba nie staje się "prawdziwy". Owszem odczuwamy różne popędy i mamy różne skłonności, ale to zwierzęta bezpośrednio są "prawdziwe", bo bezpośrednio za nimi podążają. Duchowe tradycje zalecające takie podejście, mimo pięknych zamierzeń, nieodmiennie prowadziły swoich wyznawców na manowce - patrz taoizm.

Więc znów, czy publikacja informacji o swoich skłonnościach i impulsach umożliwia człowiekowi bycie prawdziwym?


6. Samoidentyfikacja i ocena ludzi.

Osoba, która ODCZUWA pokusy czy popędy, ale za nimi nie podąża, NIE JEST grzesznikiem. Osoba, która odczuwa skłonności by coś ukraść, ale nie kradnie NIE JEST złodziejem. To co nas identyfikuje, to CZYNY, a nie odczuwane popędy czy emocje.

Stąd Autorka, jeśli nie realizuje swoich popędów - bez oceniania czy dobre czy złe - w praktyce, to chyba błędnie się identyfikuje jako lgbt lub choćby lesbijka. Aby się stać osobą tego typu należałoby jednak coś zrobić. Same odczucia nas jeszcze nie identyfikują. Chłopiec odczuwający, że może jest dziewczynką, jest nadal chłopcem, tyle że odczuwającym, że nadal jest dziewczynką. Nie jest dziewczynką, bo skąd ma wiedzieć, co czuje dziewczynka, skoro nią nie jest.

Autorka mająca 27 lat pisze, że każdy jest dobry niezależnie od tego, co robi. Wydaje się to zbyt daleko posunięte stwierdzenie. Otóż ocena człowieka zależy właśnie od tego, co robi. Pedofil dręczący dziecko nie jest człowiekiem dobrym, bo czyni zło. Koniec kropka. Może oczywiście stać się człowiekiem dobrym. Choć to trudne.

Nie jesteśmy tym, co ktoś o nas powie. Nie jesteśmy tym, co mamy gdzieś tam zapisane. Jesteśmy tym, co czynimy. Stąd - są źli ludzie. Są ludzie, którzy przychodzą po majątek i życie innych ludzi. Są ludzie, którzy znajdują przyjemność w dręczeniu i zabijaniu innych ludzi. Są ludzie, którzy innych ludzi niszczą fizycznie, psychicznie, duchowo, mentalnie. "Lepiej by takim kamień młyński u szyi przywiązać i rzucić w morze", ktoś kiedyś o nich powiedział. Ale nowoczesny Ewangelizator, Agnieszka lat 27 ze stolicy, która dusi się tajemnicą o swoich intymnych skłonnościach seksualnych, uczy na łamach jezuickiego portalu całkiem inaczej. Takie czasy.


Wykop Skomentuj75
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo