Co łączy sprawę Kai Godek ze sprawą rzezi wołyńskiej ?
Personalnie nic zdaje sie tych kwestii nie łączyć, ale samo brzmienie pytania wspólny mianownik sugeruje: chodzi o rzeż niewiniatek. Co do słuszności postulatów wiążących się z tymi dwiema sprawami wątpliwości być nie może.Ale jest jeszcze inny wątek, wspólny dla obu spraw, na który zwrócił uwagę któryś z publicystów, który zapytał gdzie byli wszyscy ci działacze gdy atakowano polskie kościoły. Jak widać tym wspólnym mianownikiem jest przekonanie, że wystarczy mieć słuszność i od czasu do czasu dawać werbalnie wyraz temu przekonaniu. Brak natomiast właściwej przemyślanej strategii, a na realne działanie wymagające uporu i determinacji nie starcza już siły woli.
Dlatego tym razem notki na temat obu tych kwestii publikuję razem.
Widzę, że Kaja Godek popełnia infantylny błąd, który faktycznie szkodzi jej sprawie. Otóż ma ona rację merytoryczną występując w obronie zabijanych dzieci. Ale ścieżka jaką obrała dla realizacji tego postulatu jest w oczywisty sposób błędna. Wybrała ścieżkę polityczną, ale stosuje metodę mono, tam gdzie trzeba grać stereo. Polityka dotyczy wszystkich aspektów ludzkiego życia, a pani Godek wybrała kwestię pojedyńczą. Wystarczy przeprowadzić prostą symulację myślową: gdyby pani Godek założyła partię polityczną, z takim jednym tylko postulatem, ile głosów by na nią oddano ? Nie trzeba wielkiej przenikliwości by odgadnąć wynik.Statystyczny wyborca bowiem nie jest zagrożony procederem aborcyjnym. interesują go inne zagrożenia bardziej bezpośrednie.
Tymczasem pani Godek wcięła się w politykę, co nie rokuje jej sukcesu. Sukces może osiągnąć tylko mrówczą pracą tysięcy wolontariuszy działających na ścieżce pozapolitycznej, organizując spokojne manifestacje, prowadząć edukację młodzieży i punktując lewackie bzdury. W ten sposób, działając spokojnie i systematycznie, zwiększy grono swoich zwolenników a wtedy któraś z partii politycznych włączy jej postulat do swojej agendy.
Ponadto polityka wymaga działania na rzecz całego dobra wspólnego i stworzenia pełnego, całościowego programu politycznego realizującego interes narodowy, a nie ograniczającego się do jakiejś sfery szczegółowej. Tak więc obie te kwestie wymagają wpięcia się działaczy w struktury polityczne rokujące skuteczność.
A teraz przyjrzyjmy się kwestii jak traktowana jest rzeź wołyńska.
Nie jestem symetrystą, więc nie powiem, że irytują mnie obie strony sporu na temat ludobójstwa na Wołyniu. Ujmę to inaczej: irytuje mnie brak pełnego kontekstu i brak pełnej logicznej analizy kwestii.
Wychodząc od kontekstu, trzeba mieć na uwadze, że trwała wojna wywołana przez Niemców i to oni odpowiadają za stan chaosu wojną wywołany i za dokonywane w tym chaosie masakry. Trudno więc mówić zarówno o Polakach jak i Ukraińcach jako podmiotach wszelkich działań. Nie było państwa polskiego na tym terenie i nie było państwa ukraińskiego, więc nie można przypisywać zbrodni narodom jako całości.
Nie mówimy więc, że Żydów pod okupacją mordowali Polacy, lecz, że dopuszczali się tego procederu kryminaliści - szmalcownicy. Zatem jest rzeczą niewłaściwą mówienie, że za ludobójstwo odpowiadają Ukraińcy; odpowiadają za nią banderowscy szowiniści z UPA i podburzona przez nich tłuszcza. Tym niemniej trzeba przyznać, że UPA, jako organizacja, a więc sformalizowana instytucja, w ten sposób sformalizowała odpowiedzialność zbiorową części Ukraińców za zbrodnię. Potępić więc należy banderowskich szowinistów z UPA. Jest to jednak zupełnie odmienna sytuacja od ludobójstwa niemieckiego czy sowieckiego, które odbywało się pod egidą państwa niemieckiego czy sowieckiego i jego instytucji.
Jest jeszcze jeden aspekt rzezi, który warto uwględnić by zredukować poziom histerii - byli przeceiż Ukraińcy, którzy chronili swoich polskich sąsiadów, a nawet zostali za to zamordowani. Warto więc przypomieć historię ze Starego Testamentu i jej bohatera, który targował się z Bogiem o liczbę sprawiedliwych w skazanej przez Boga Niniwie czy Jerychu.
Przejdźmy jednak do samych wydarzeń. Kluczowy jest tutaj dzień 11 lipca 1943 r. Tylko ten dzień bierzemy pod uwagę i możemy jednoznacznie wskazać odpowiedzialność - zbrodnia była dokonana na ludności cywilinej i bez jakiejkolwiek prowokacji z jej strony. Do tego dochodzi drugi punkt - zbrodni dokonano z niesłychanym okrucieństwem, co jest tu niezwykle istotne. Zatem mówienie o tym, że był potem odwet nie ma nic do rzeczy. Mówimy o akcji, akcji niesprowokowanej, akcji przeprowadzonej z premedytacją, a nie o reakcji. Nie ma więc żadnego uzasadnienia z perspektywy 11 lipca mówienie o jakiejkolwiek symetrii win. Odwet, który miał niewątpliwie miejsce, jest sprawą zupełnie drugorzędną i tu nieistotną.
Do tego dodajmy kontekst obecny: trwa wojna obronna na Ukrainie. Przypomnijmy więc kontekst dyskusji o pojednaniu z Niemcami w latach 60 XX w.- wtedy był czas pokoju, choć pod okupacją komunistyczną i sprawę można było rozpatrywać dużo spokojniej. Nie można obecnie spokojnie dyskutować o takiej sprawie, do tego historycznej, z ludźmi, którzy mają nóż na gardle, to po prostu nieetyczne.
Trzeba też wyraźnie wskazać na źródło kłopotów w dyskusji na ten temat. Wynikają one z błędnej, moim zdaniem, perspektywy ignorującej przyczyny historycznych waśni między Polakami a Rusinami. Dyskusja powinna toczyć się w szerokim temacie zdrady I Rzeczypospolitej przez Polaków i Rusinów, która przyczyniła się w znacznej mierze do jej upadku. I obie strony muszą być świadome, że dziedziczą dziedzictwo zdrady, dziedzictwo bardzo aktualne jak pokazują obecne konflikty polityczne w obu krajach.
Problemy biorą się stąd, że ignorowany jest fakt, iż polityka jest dbaniem o całość dobra wspólnego, a nie tylko jakąś jego część. Do tego dochodzi jeszcze błędne rozumienie polityki jako politykierstwa. Irytujące jest też krytykowanie Ukraińców za ich błędy, kiedy samym Polakom można zarzucić skandaliczne tolerowanie zachowań targowickiej postkomuny i totalopozycji. Niech rzuci kamieniem ten, ktory jest bez grzechu. A grzechów zaniechania jest bez liku.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)