zetjot zetjot
120
BLOG

Puzzle chinsko-amerykańskie

zetjot zetjot Społeczeństwo Obserwuj notkę 6

Jak porównać dwie odrębne cywilizacje ?

Musimy im się przypatrzeć, a "przypatrzeć się" zakłada spojrzenie z zewnątrz na nie obie. A jak to zrobić, kiedy jedną  z nich jest nasza cywilizacja ? Też musimy popatrzec na nią z zewnątrz, a to oznacza, że musimy opis oprzeć  na narzędziach intelektualnych niezależnych od pojęć opracowanych w kręgu naszej cywilizacji. I tu jest zagwozdka bo musimy się pozbyć naszych nawyków myślowych. Potrzebna nam aparatura pojęciowa niezależna od pojęć wypracowanych w ramach którejś z porównywanych cywilizacji. Trzeba więc uważać by przyzwyczajenia językowe i obyczajowe nie zakłócały analizy porównawczej.

Zanim napiszę cokolwiek w zaplanowanym temacie, chciałbym podkreślić zdumienie, jakie, po paru lekturach, wywołuje we mnie stopień niezwykłej ignorancji wymieszanej pół na pół z arogancją, charakterystyczny dla mentalności liberalnej. Ukształtował się pewien toksyczny paradygmat liberalno-intelektualny, szeroko propagowany od szkoły po uczelnie wyższe, media i środowiska polityczne, a dotyczący konstrukcji świata i rządzących nim prawidłowości. Pisałem już wielokrotnie o swojej koncepcji ewolucyjnego rozwoju przestrzeni społecznej, ale jak tu mówić o takich dość abstrakcyjnych kwestiach w środowisku społecznym ignorującym spore obszary rzeczywistości światowej, które nie wymagają aż tak rozwiniętej aparatury analitycznej.

Nic dziwnego, że salon24 może się jawić jako środowisko odlotowe, bo zafiksowane na wąskim skrawku rzeczywistości partyjno-politycznej, poza którym świata nie widzi..

Rozmawiająć o Chinach, trzeba odrzucić kategorie pojęciowe wypracowane na Zachodzie służące do analizy systemu zachodniego. Inny system, inny jest niezbędny aparat pojęciowy.

Najważniejszą różnicą jest to, że w systemie cywilizacji konfucjańskiej nie występuje jednostka. Owszem jednostka istnieje, ale wyłącznie jako jednostka fizyczna, natomiast nie jest podmiotem społecznym jak na Zachodzie. Podmiotem zasadniczym jest wspólnota rodzinna, ród; ważne są także wspólnoty lokalne. Wspólnotą rodzinną rządzi głowa rodziny, i jego władzy podporządkowani są pozostali członkowie wspólnoty, przestrzegający zasad hierarchii starszeństwa i pozycji. Państwo stanowi nadbudowę wzorowaną na podstawowej wspólnocie rodzinnej, a rolą cesarza jest zapewnienie dobrobytu ludowi i harmonii społecznej poprzez sprawowanie podstawowych rytuałów. Państwem zarządza kompetentna biurokracja rekrutowana poprzez egzaminy państwowe - droga awansu jest społecznie otwarta, brak barier klasowych.

Tak więc społeczeństwo konfucjańskie jest społeczeństwem obywatelskim o odmiennej niż na Zachodzie strukturze, bo podstawę stanowi jednorodny chłopski lud, którego struktura kształtuje się oddolnie na bazie gospodarki agrarnej. Władza cesarska nie ma żadnej konkurencji instytucjonalnej, lecz nie ma charakteru despotycznego, bo faktycznie rządzi merytoryczna biurokracja, której zadaniem jest dbanie, wraz z cesarzem, o porządek moralny w państwie oparty na wyznawanych oficjalnie ideach konfucjańskich.Taka kooperacja między wspólnotami a państwem sprawia, że w systemie konfucjańskim nie występuje prawo jako odrębna instytucja jak na Zachodzie. O porządek dbają wspólnoty oparte na porządku moralnym i na tym własnie polega społeczeństwo obywatelskie w państwach konfucjańskich.

W systemie konfucjańskim nie ma miejsca ma pluralizm polityczny typowy dla Zachodu, bo nie ma w Chinach zróżnicownia społecznego ani ideowego. Nie ma odrębnej instytucji religijnej, takiej jak KK na Zachodzie. Życie religijne, w postaci kulltu przodków i rytuałów ofiarniczych dla rozmaitych bóstw kształtuje się oddolnie, a kapłanami sprawującymi rytuały są przywódcy wspólnot, łącznie z cesarzem jako przywódcą wspólnoty państwowej, sprawującym rytuały i ofiary  mające zapewnić harmonię i pomyślność dla całego państwa. Ponadto konfucjanizm jest w zasadzie ideologią (znowu niezbyt pasujący termin) świecką, powszechnie wyznawaną od dołu do góry, co zapewnia jednorodność. Oprócz konfucjanizmu rozpowszechnione są wierzenia taoistyczne i buddyjskie zgodnie w miarę wspólistniejące w takim synkretycznym i otwartym oddolnie systemie.

Religijność w cywilizacji konfucjańskiej ma charakter rozproszony, jako że wszysrkie sfery zcycia mają swoje aspekty religijne, zatem nie ma tu podziału na sferę sacrum i sferę profanum jak w cywilizacji chrześcijańskiej, w której pojawiła się odrębna od świeckiej organizacja religijna, co zaowocowało podzialem na dwie wspomniane sfery i rozdzieleniem instytucji Kościoła od państwa. W cywilizacji chrześcijańskiej też, w związku z ideą Boga Stworzyciela, pojawiła się kwestia prawdy absolutnej, co doprowadziło do podkreśania kwestii prawdy w systemie i rozwoju refleksji naukowej. W cywilizacji konfucjańskiej wszelkie prawdy uznawane są za relatywne i żadnej się nie wyklucza, więc pod parasolem konfucjanizmu mieszczą się różna koncepcje i religie w związku z czym dominuje synkretyzm.

W systemi konfucjańskim inny niż w chrześcijańskim jest model integracji.  Agrarny charakter gospodarki, kult przodków i bóstw opiekuńczych sprawiają, że podstawowym elementem społeczeństwa jest rodzina, której rolę dodatkowo wzmacnia państwo strukturalnie upodobnione do rodziny, a w nim główną rolę odgrywają cesarz w roli pariarchy i biurokracja kierująca się przesłankami moralnymi służącymi do kształtowania ludzi. Jest w systemie konfucjańskim czynnik dezintegrujący w postaci dowolności i obfitości w zakresie wiary i płytkość takiej wiary polegająca na czystym rytualizmie, lecz gęsta sieć rytuałów wkomponowanych tolerancyjnie w konfucjanizm z kolei integrację wzmacnia

W systemie chrześcijańskim, w którym dominuje idea Boga Stworzyciela związanego osobową relacją z każdym indywidualnym wiernym integracja przebiega inaczej dzięki symetrycznej i wolnej relacji każdego człowieka z Bogiem, co owocuje indywidualizmem i egalitaryzmem oraz opartą na nich demokracją. Ta relacja metafizyczna jest podkreślona i wzmacniana przez męczeńską ofiarę na rzecz ludzi złożoną przez Boga-Chrystusa.

W tym dość dobrze zintegrowanym systemie konfucjańskim istnieje pewna luka, związana z brakiem religii zinstytucjonalizowanej. Otóż relacje społeczne są oparte na zaufaniu do członków wspólnoty - rodzinnej, rodowej czy lokalnej. W systemie chrześcijańskim kulty mają charakter publiczny i celebrowane są w publicznych świątyniach, co wiąże ze sobą obcych sobie ludzi. Natomiast w cywilizacji konfucjańskiej kult ma charakter prywatny i kameralny, a nawet celowo ukryty, Brak więc zaufania do osób spoza wspólnoty, które traktowane są jako obcy. Nie ma to jednak większego wpływu na integrację państwa jako że społeczności charakteruzuje brak mobilności, ograniczający kontakty z osobami spoza wspólnoty. Z kolei brak mobilności ma swoje konsekwencje, jako że wytwarza społeczeństwo statyczne, a nie dynamiczne jak na Zachodzie.

Relacje między Zachodem a Chinami mogą dostarczać inspiracji do niekończących się refleksji. Można w tej kwestii obserwować paradoksalne zjawiska. Przykladowo można  śledzić jak czynniki biologiczne, determinanty biologiczne ludzkiej natury przeplatają się z kulturową elastycznością tejże natury.

Cywilizacja chińska może stanowić dowód na podstawowy wyewoluowany układ biologicznych wyznaczników przestrzeni spolecznej, podczas gdy system amerykański jest dowodem na znaczny margines wolności eksperymentowania kulturowego jaki zapewnia natura ludzka. Widać w systemie amerykańskim, że doszedł do granicy tej elastyczności i popada w konfilkt wewnętrzny.

Chiński model jest bliższy biologicznym uwarunkowaniom i może stanowić uniwersalny model ewolucji gatunku ludzkiego pokazujący współgranie jego podstawowych parametrów, które wskazują na społeczną dominantę natury ludzkiej. Taki kolektywistyczny (proszę tylko sobie nie kojarzyć z kolektywizacją - tu właśnie widać, że liberalne słownictwo nie oddaje istoty rzeczy z innego systemu) model lepiej trzyma się ziemi.

Natomiast model amerykański dowodzi dwóch rzeczy: elastyczności kulturowych mozliwości natury ludzkiej mogącej przekraczać uwarunkowania stricte biologiczne, ale także ryzyka jakie się wiąże z brakiem troski o harmonijne pielęgnowanie kulturowych składników modelu społecznego. Celem Chińczyków zaś jest zachowanie harmonii - cel oficjalnie deklarowany.na różnych poziomach społeczności.

Patrząc na funkcjonowanie obu modeli możemy stwierdzić, że Chińczycy, historycznie rzecz biorąc, nie chcieli ryzykować eksperymentów, a z kolei Amerykanie zaryzykowali ale przeeksperymentowali i zlekceważyli pewne wymogi, opierając system na zbyt małej ilości czynników. Naruszyli harmonię, ale zyskali rozwój, który, niekontrolowany, doprowadził jednak do zwiększenia dysharmonii i rozpadu systemu, jakiego jesteśmy świadkami.

Z koncepcji przestrzeni społecznej wynika wymóg niezbędnej ilości wymiarów, które taką przestrzeń społeczną konstytuują i model chiński te warunki spełnia. Ale w efekcie otrzymujemy model stabilizacji/stagnacji (bo obecny dynamiczny wzrost nie jest organiczny, jako że wynika z zapożyczeń, podobnie jak japoński). Natomiast model amerykański odszedł od tego modelu i oparł się tylko na jednym wymiarze przestrzeni społecznej czyli na relacji wolności i go zabsolutyzował do przesady, co doprowadziło do upadku liberalizmu. Zbyt ekstensywna eksploatacja tej relacji zdestabilizowała system doprowadzjąc do anarchii.

Przyczyny konfliktu Zachodu z Rosją, wynikające z jej wrodzonej agresywności nie stanowią już dla nikogo tajemnicy. Znacznie bardziej zagadkowy jest konflikt między Zachodem a Chinami i trzeba uważnie śledzić wydarzenia w tym zakresie. Ale przede wszystkim trzeba wskazać na zasadnicze różnice kulturowe dzielące obie te cywilizacje.

W Chinach starożytnych z uwagi na gęstość populacji dominowały tendencje centralistyczne, które faworyzowały refleksję całościową, holistyczną o całej rzeczywistości, ujmowanej jako rzeczywistość spoleczna i rządzącymi nią zasadami. Na taką szeroką refleksję zdobyć się mogły tylko umysły wybitne i niezbyt liczne i taką refleksję można było wykorzystać politycznie, co prowadziło do autorytaryzmu politycznego, dogmatyzmu intelektualnego i niepoddawania wyników tej refleksji weryfikacji przy pomocy konkretów. Rozbicie wczesnych Chin na konkurencyjne państwa sprzyjało formowaniu się  centralizmu i okreswoych objawów despotyzmu. Życie intelektualne zostało więc podporządkowane tej rzeczywistości, i wizji wspólnotowej, która miała naturę  społeczną, uwarunkowaną biologicznie. Nie było w niej miejsca dla ducha i refleksji nad nim, czyli dla metafizyki. Refleksja dotyczyła tylko zasad rzeczywistości i unikała schodzenia na ziemię z jednej strony i wzlotów w metafizykę z drugiej. Modelem rzeczywistości stało się życie rodzinne i lokalnej wspólnoty.

Zachód poszedł drogą odrębną - interesowano się konkretem, populacje były mniej liczne, ludy indoeuropejskie były bardziej egalitarystyczne, mniejsza była odgórna presja polityczna, a refleksją nad konretami zajmowały się   konkretne jednostki, miedzy którymi panowała konkurencja intelektualna, oparta na tradycjach egalitarnych ludów indoeuropejskich. W ten indywidualizm wpisała się indywidualistyczna myśl chrześcijańska, która zdynamiizowała refleksję, a konkurencyjność międzypanstwowa wzmocniła ten dynamizm. Konkret został uduchowiony i wzniósł się wysoko w sferę metafizyki. W ten sposób nastąpiło logiczne połączenie konkretu z abstrakcją.

Niestety, ostatnio ten konkret mocno obniżył loty za sprawą liberalizmu i  związanej z nim partykularyzacji, przejawiającej się w polityce tożsamości, która zastąpiła uniwersalizm chrześcijański i zagroziła poważnej refleksji. Widać wyraźną dewolucję modelu zachodniego, podczas gdy model chiński zachowuje swój charakter i korzysta z zapożyczeń na Zachodzie.

Trzeba jednak pamiętać, że chiński model jest sprawny, ale tylko w ograniczonym zakresie, bo brak mu mechanizmu, który funkcjonował w chrześcijańskim modelu na Zachodzie i zapewniał poziom integracji współpracujący z tendencją rozwojową. Ciekawą kwestią jest czy model chiński, przy założeniu  dewolucji i upadku Zachodu, byłby w stanie podążać ścieżką rozwoju będąc pozbawionym mechanizmu wytworzonego przez chrześcijaństwo. W chwili obecnej model chiński działa wyłącznie pod wpływem bodźców generowanych przez system zachodni. Jeżeli system zachodni się rozsypie, ustanie mechanizm generujący ciąg bodźców płynący z Zachodu. I co wtedy stanie się z Chinami ?

Polityka amerykańska może natrafić na problemy związane z odejściem od zbalansowanego modelu charakterystycznego dla cywilizacji chrześcijańskiej, z której relacja wolności się wywodzi i jest w nią przy pomocy pewnych środków kulturowych stabilnie wmontowana w system społeczny. Rezygnacja systemu amerykańskiego z uwzględniania w systemie a więc i w polityce z tych środków, co się objawia w dziwactwach ideologicznych typu gender czy promocja homo-i transseksualizmu, sprawia, że model okazuje się dysfunkcjonalny i globalnie mało atrakcyjny, obniżając rangę i atrakcyjność, wizerunek i reputację supermocarstwa.

Wydawałoby się, że Zachód cechujący sie znacznym ładunkiem samokrytycyzmu, będzie w stanie porozumieć się z innymi cywilizacjami, ale wydaje się, że ten samokrytycyzm ma sporo z samouwielbienia dla siebie samego: "popatrzcie jacy jesteśmy samokrytyczni i wspaniali". W tym kontekście warto przyjrzeć się moralistycznemu mocarstwu za jakie uznały się Niemcy. I zwykle samokrytycyzm ten skierowany bywa wobec przeciwników ideowych czy politycznych i stara się podkreślać swoją oryginalność i słuszność.

Tak więc ten samokrytycyzm działał na własnym poletku i poza nie nie wyglądał. A taka postawa nie sprzyjała zainteresowaniu innymi kulturami, poza niewielką grupą amerykańskich antropologów kulturowych. Ukoronowaniem takiej postawy były i nadal są tezy o wyższości liberalizmu nad wszystkim co żyje i żyło, wyrażające się np. tezą o końcu historii.

Arogancja Zachodu sprzyja powstawaniu ruchów emancypacyjnych w innych krajach, a przykladem może być hasło ruchu w jaki zaangażowali się, po powrocie do kraju, absolwenci studiów na amerykańskich uczelniach - "Nie pozwolimy zrobić z Malezji drugiego Bronxu".

To jest chyba najlepsza ilustracja błędów popełnionych przez opcję liberalną.

Studenci z całego świata marzyli o studiach w Ameryce. Tak atrakcyjny był obraz Zachodu, zbudowany dzięki jego osiągnięciom wywodzącym się z tradycji chrześcijańskiej. Gdy studenci zetknęli się na miejscu z realiami społecznymi systemu amerykańskiego, nastąpiło rozczarowanie. Takie też było, wynikające z rozczarowania i gniewu, podłoże ataku islamistów na wieże w Nowym Yorku.

Liberalizm zerwał z tradycją chrześcijańską, usiłował zastąpić ją arogancką ideologią wywodzącą się z Oświecenia i opartą na niej wiarą, że wszystkie kraje i społeczeństwa kroczą tylko jedną "drogą nieuchronnego postępu". I ta właśnie wiara przynależy do swoistej "świeckiej religii" Zachodu.

Proszę przyjrzeć się ścieżce kumulacji błędów amerykańskich.

1. Specyficzna sytuacja luzu socjologicznego - Dziki Zachód, brak elit, samodzielność osadników - na kontynencie amerykańskim, po osiedleniu się imigrantów w Ameryce Płn, doprowadziła do utrwalenie błędnej ekstremalnej indywidualizacji, wspieranej przez protestantyzm/purytanizm.

2. Ekstremalna indywidualizacja ograniczyła oparcie się na chrześcijańskim uniwersalizmie, zawężając się do purytańskiego protestantyzmu i faktycznie uniwersalizm zablokowała doprowadzając do ideologizacji pewnych wątków społecznych i przekształcenia indywidualizmu w partykularyzm zajmujący się roszczeniami rozmaitych grup i środowisk ideologicznych, czego efektem było wciągnięcie na maszt tęczowej flagi i pojawienie się ekstremalnych ruchów emancypacyjnych.

3. Skutkiem na skalę globalną był upadek wizerunku cywilizacji amerykańskiej zszargany przez dziwactwa ideologiczne.

4. Za przykładem USA zdecydowała się podążać Unia Europejska, ktora porzuciła idee uniwersalne przyświecające jej w czasach EWG, stawiając sobie cele imperialne w interesie Niemiec.

W ten sposób Zachód pogrążył się w szaleństwach upadku.

Znakiem firmowym elit Zachodu stały się dziwactwa ideologiczne i towarzyszące im przekonaie o ideowej wyższości. Tę arogancję widać także w działaniach ambasadora Brzezińskiego, który chce w Polsce wymachiwać tęczową flagą i  krzewić wiarę genderową. Cele polityczne mogą nas łączyć, ale lepiej zejść ze ścieżki prowadzącej do cywilizacyjnej ślepej uliczki. Nie da się bowiem osiągnąć celów politycznych bez właściwych narzędzi cywilizacyjnych.

Globalny efekt polityczny polityki amerykańskiej jest taki, że Chiny a także i Rosja mogą liczyć na poparcie w krajach globalnego Południa, bo Chińczycy zainteresowani są kwestiami materialnymi a nie ideologicznymi związanymi z promocja przemalowanych na tęczowo "wartości amerykańskich".

Warto jeszcze pogrzebać w szczegółach sytuacji systemowej obu stron tego konfliktu cywilizacyjnego. Sytuacja przemawia na korzyść Chin, bo te zachowują tradycje kształtowane przez cztery tysiąclecia, co pozwoliło dopracować system w szczegółach. System chiński jest kolektywistyczny( lepszego określenia nie ma, niestety), ale nie należy mylić go z totalitaryzmem. Jedyna niewiadoma w sytuacji chińskiej, to wątpliwość czy model chiński pozbawiony automatycznego generatora rozwoju jaki wypracowała cywilizacja chrześcijańska, przetrwa upadek Zachodu.

System jest  czymś bezosobowym. Można oczywiście powiedzieć, że system składa się z jednostek, ale takie twierdzenie niczego nie wnosi, bo to banalna oczywistość, do tego myląca. System jest strukturą relacji zachodzących między jednostkami ukształtowaną niezależnie od woli jednostki, w wyniku niezliczonych interakcji midzy wszystkimi jednostkami w systemie,, w oparciu o które wyłania się zespół reguł rządzących systemem i zachowaniami jednostek. W systemie konfucjańskim, podstwowym elementem systemu nie jest jednostka lecz wspólnota. Wspólnoty są, patrząc oddolnie, niezależne, wuięc integrację w ramach państwa zapewniają władze administracyjne różnych szczebli oraz konfucjański powswzechnie akceptowany system idei i przekonań. W takim systemie pluralizm i demokratyczne zasady jak np. głosowanie uwypuklające rolę pojedyńczej jednostki, wydają się absurdalne. Warto więc zauważyć, że i na Zachodzie zaczyna się poważnie mówić o zmianie wagi głosu.

System ma więc. w tym sensie, charakter bezosobowy. Pojawia się w nim problem wolności jednostki, bo z jednej strony dzieje się tak, że w pewnych okresach to jednostki kształtują system, lecz w innych to system kształtuje jednostki. Dużo więc zależy od charakteru systemu - czy przewiduje miejsce dla aktów indywidualnego działania i indywidualnego nieposłuszeństwa.

Przyjrzyjmy się charakterowi systemu demoliberalnego w obecnej fazie. Weźmy media cyfrowe  i ich wpływ na jednostki. System oparty jest na algorytmach, które oddziałują na jednostki poza ich świadomością i promują pewne zachowania, które zaczynają się ukladać w pewien właśnie uklad, zaczątek systemu, który zbiorem takich jednostek zarządza poza ich indywidualną wolą, bo tę wolę dostosowuje do wymagań systemu. Algorytmy selekcjonują zachowania pod kątem ich najpowszechniejszego wspólnego mianownika gwarantującego maksymalny zasięg, a to zwykle sprowadza się do czystej biologii i najprostszych emocji. Jednym z efektów takiego wpływu cyfryzacji jest odchodzenie od gotówki w obrocie finansowym w różnych sferach życia, groźny dla osobistej wolności, a w innym aspekcie - uzależnienie od bezosobowych kontaktów w mediach tzw. społecznościowych. Bo skutki takich zbiorowych zachowań są, na początku całkiem nieprzewidywalne, a wtedy może się zdarzyć to, co określamy motywem gotowania żaby na wolnym ogniu, tak żeby  nie wyskoczyla z garnka.

W jakim kierunku pójdzie rozpad systemu ?

Albo dojdzie do totalnego chaosu, którego początki mozna zaobserwować we Francji czy Hiszpanii i trudno przewidzieć, kto przejmie tam władzę czy jaka będzie struktura tej władzy. Albo dojdą do władzy, tak jak w Polsce czy na Węgrzech, siły zdolne do zmiany systemu i zastąpienia go bardziej efektywnym systemem, albo może też wejsć w to opróżnione miejsce chiński protektorat czy też zaczną się przepychanki z islamskim szariatem..

Dochodzi więc do tego, że dominujący system modeluje zachowania jednostkowe, bo jednostki porzucają role autonomicznych podmiotów i stają się pionkami systemu. Przy rozpadzie systemu pojawia się ideowy, ideologiczny chaos, stanowiący okazję do obniżenia poziomu racjonalności ewentualnych rozwiązań. Ja bym to zjawisko określił procesem sinizacji, bo Chiny są doskonałym modelem rozwoju takiego systemu od ponad 4000 lat. System chiński stworzył taki niezwykle złożony i sprawny cykl reguł zarządzających całokształtem życia jednostki, że nie ma w nim żadnej luki na własną inicjatywę, no bo po co, skoro mamy reguły gry na każdą okazję. Zresztą, podkreślmy ten fakt, to nie jednostka jest obiektem zainteresowania systemu, lecz rodzina lub inna wspólnota lokalna, której nieautonomiczną częścią jest jednostka.

Chińska tradycja stworzyła gigantyczny gęsty zbiór najrozmaitszych wierzeń, kultów przodków, i bóstw opiekuńczych, rozmaitych sił dzialających w rzeczywistości materialnej, rytuałów okolicznościowych związanych z kalendarzem i porami roku i tez i przekonań o naturze świata materialnego, duchowego i społecznego wpiętych w system społeczno-polityczny, w którym cesarz był Synem Nieba odpowiedzialnym za sprawowanie rytuałów gwarantujących porządek w naturze i społeczeństwie.

Idee cywilizacji chińskiej obejmowały archaiczny melanż idei religijno-kosmologicznych o naturze świata, poczynając od wierzeń i rytuałów, w których pojawiają się cudowne istoty władające czterema stronami świata, do których dołączyła wiara w legendarnych złożycieli cywilizacji chińskiej, takich jak Trzej Jasniejący i Pięciu Cesarzy, co wskazuje na powiązanie wierzeń z ideą państwowości. Te wszystkie wierzenia i przekonania zostają inkorporowane do świeckiej i moralistycznej ideologii konfuncjanizmu, stanowiącej podstawę cywilizacji chińskiej, w której bóstwa bardziej przypominają znane nam figury literackie bóstw z mitologii greckiej.

Proszę to porównać z otwartym zbiorem zasad KK, ograniczonym do dekalogu i  i kilku kluczowych modlitw przedstawiających trzon doktryny KK, wyraźnie dystansujących się od czynników  polityczno-społecznych. KK  stawia w centrum los i wiarę pojedyńczej jednostki i jej więź z Bogiem, dzięki osobistemu sumieniu, które pozwala jednostce rzucić wyzwanie systemowi spolecznemu w postaci indywidualnego liberum veto.

No i właśnie  taki dryf w kierunku systemu chińskiego  da się zaobserwować na Zachodzie pod wpływem cyfryzacji systemu. Do tej pory Zachód stał na gruncie cywilizacji chrześcijańskiej, w której obowiązywał nakaz opierania działania na rachunku sumienia i samokontroli.  A przy porzuceniu reguł niezależnego sumienia opartego na religii, samokontrola znika i kontrrolę przejmuje system i jesteśmy w Chinach. A w Chinach, nawykłych do kolektywizmu, wprowadzono mechanizm kredytu zaufania społecznego, decydującego o losach każdej jednostki. W systemie zachodnim zaś wypiera się indywidualną moralność zastępując ją wyrokami prawa, które jest odgórnym narzędziem systemu politycznego, a to oznacza autorytaryzm i grozi totalitaryzmem.

Religia zostaje zastąpiona przez najrozmaitsze zabobony, których propagatorami stają się celebryci, influencerki i patostreamerzy, dla każdego coś milego - wiara widzimisię. Podobnie jak w Chinach, gdzie każda rodzina, każda wspólnota lokalna ma własne bóstwo opiekuńcze i własnych przodków, których kult uprawia. Taka rozproszona religijność, kojarząca się z zabobonem.

Nie ma w tym nic dziwnego, bo model chiński jest modelem naturalnym, zgodnym z biologiczną naturą ludzką, mającą charakter spoleczny z tendencją do kolektywizmu. I taki model jest typowy dla wszelkich innych społeczności, nie tylko w Chinach, poza Zachodem. Indywidualizm jest wyłącznym wytworem chrześcijaństwa.

Mogą więc państwo wybierać co państwo wolicie, pamiętając o tym, że za każdym wybiorem kryją się implikacje systemowe, które mogą iść w dwóch odmiennych kierunkach.





zetjot
O mnie zetjot

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo