W związku z tym co się dzieje ostatnio w sferze publicznej, a szczególnie w sferze medialnej "kreatywności", chciałbym poświęcić kilka kolejnych notek kwestii religijności, bo to jest kwestia kluczowa, jeśli chodzi o wiarygodną interpretację wydarzeń. W tej notce chciałbym uniknąć odnoszenia się do kwestii naukowych i zacząłbym refleksje, inaczej niż zwykle, nie od kontekstu, lecz odwrotnie, od przypadku jednostkowego, indywidualnego. Na kontekst przyjdzie czas potem.
Jeśli chodzi o nieporozumienia co do kwestii religii, to najlepszym przykladem może być pani Karolina. Pani Karolina, tak jak wielu innych, jest krytycznie nastawiona wobec Kościoła, choć twierdzi, że jest osobą wierzącą. Nie zauważa przy tym ewidentnej sprzeczności tkwiącej w takim stanowisku, bo przecież jej wiara, choćby to była tylko dziesiata woda po kisielu, nie wyrasta z jej szarych komórek, lecz jest efektem dwóch tysięcy lat nauczania Kościoła i religijnych fundamentów całej polskiej kultury.
Na marginesie, warto zauważyć, że nawet w układzie drogowym widać wpływ KK, bo przecież nazwa skrzyżowanie wywodzi się od ikony krzyża. Idąc za ciosem. można spróbować interpretować modę na uliczne ronda jako przejaw laicyzacji i niechęci do krzyża.
Ale wróćmy do pani Karoliny. Panuje w Polsce wolność i pani Karolina wierzyć nie musi. Dla pani Karoliny problem się na tym kończy (choć jej irytacja sugeruje, że jednak się nie kończy), ale faktycznie to on się dopiero zaczyna. Pani Karolina jest bowiem tylko jednostką, a kwestia religii to kwestia znacznie szersza, mająca wymiar ponadjednostkowy, społeczny, jako że religia organizuje relacje międzyludzkie.
Wiara to nie tylko sama wiara, przeżycie psychiczne. Wiara jest związana z przestrzeganiem pewnych zasad religijnych i postępowaniem zgodnym z, nazwijmy to formalistycznie, procedurami zachowania w każdym momencie życia. Jeżeli pani Karolina takich procedur nie przestrzega, to świat się jeszcze nie zawali, ale jeśli takich pań Karolin będzie więcej, to wtedy zrujnowany zostanie porządek społeczny i cywilizacja się rozpadnie. Struktury społeczne i umysłowe oparte są na religii i laicyzacja oznaczałaby śmierć cywilizacji. Na oparach można jechać tylko przez ograniczony czas, a potem stop i koniec jazdy.
Na tym wypadałoby zakończyć, bo taka jest logika zjawiska i nie ma potrzeby snuć dalsze rozważania.
Ale weżmy pod uwagę, że antyreligijnie nastawieni ludzie nie operują na poziomie logicznym, racjonalnym, ich myślenie zdominowane jest przez resentyment, urazy i emocje, a właściwie emocjonalny jazgot. Mogą oni sobie wyobrażąć i postulować, tak jak to uczynił John Lennon w "Imagine", urojony świat bez religii. Ale byłaby to czysta spekulacja, jako że żyjemy w świecie religijnym i próba usunięcia wiary zniszczylaby automatycznie społeczność, bo czym możnaby zastąpić wiarę ? Ten styl myslenia jest absurdalny, bo czy wyobrażacie państwo sobie dekret, który kasuje chrześcijaństwo i na jego miejsce z dnia na dzień wprowadza swoisty zestaw wierzeń laickich ? Przecież tak uczynili francuscy rewolucjoniści i wiadomio, jak to się skończyło. Kolejne próby skończyły się tak samo fatalnie.
Pomimo tych ewidentnych dowodów plajty tego sposobu myślenia wciąż znajdują się chętni do kontynuowaniu tego rodzaju eksperymentów, zainmspirowani ideologią i pychą. Nie dostrzegają oni, że walcząc z religią, podcinają gałęź na której siedzą. Wydaje się im, że akurat im się uda wymknąć prawom natury i kultury. A przyklad Francji pokazuje wyraźnie, że co najwyżej ich starania sprawią, że w miejsce chrześcijaństwa wejdzie islam. Patrząc na tę perspektywę na zimno, islam będzie dla nich opcją lepszą niż chrześcijaństwo, bo choć wymaga częstych i regularnych modłów w meczecie, to w porównaniu z katolicyzmem ma z ich punktu widzenia parę zasadniczych zalet: pozwala mieć kilka żon i nie wymaga spowiedzi i pokuty.
Nie biorą oni pod uwagę tego, że usuwając religię z przestrzeni publicznej wylewają dziecko z kąpielą. Zapominają o tym, że cechy wiary katolickiej zapewniają istnienie i działanie kluczowych mechanizmów samokontroli i wolnej woli. Bez tych mechanizmów nie da się skonstruować żadnego systemu zaawansowanej cywilizacji. Najlepszym dowodem jest cywilizacja chińska, która trwa już niemal cztery tysiące lat, co dowodzi jej spójności zapewniającej trwałość i niemałe osiągnięcia. Tym niemniej nie jest to cywilizacja rozwojowa, bo dopiero imitacja i adaptacja pewnych mechanizmów zachodnich uruchomiła potencjał wykraczający poza dotychczasiowy schemat konfucjański. A bez wspólpracy z Zachodem cywilizacja chińska nie będzie mogła kontynuować rozwoju.
Na zakończenie wróćmy do kwestii kontekstu. Jak widzimy z tego co się dzieje w sferze medialnej, w Polsce zapanował w dużej mierze chaos generowany przez środowiska antychrześcijańskie, związane politycznie z postkomunizmem i liberalizmem. Ten niewielki procentowo margines wprowadza gigantyczne zamieszanie, więc proszę sobie spróbować wyobrazić jakie rozmiary przybrałoby to zamieszanie, gdyby cały naród porzucił chrześcijaństwo.
W którejś z kolejnych notek zajmę się stricte naukowym podejściem do kwestii religii, bo opublikowano właśnie pracę Robina Dunbara, słynnego psychologa ewolucyjnego zatytułowaną "Religijni".


Komentarze
Pokaż komentarze (28)