W trakcie rodzinnej dyskusji sprowokowanej moim tekstem o liberalizmie padło żądanie bym napisał coś konkretnego o tym, co się stanie, gdy zapanuje pełny liberalizm. Ja na to, że już przecież zapanował i że to co widzimy, to właśnie skutek. Nie mogliśmy się dogadać i domyślam się dlaczego.
Otóż moim zdaniem opis skutków liberalizmu dotyczy relacji - w tym wypadku rozpadu więzi społecznych. Ale to wymaga opisu w języku abstrakcyjnym, bo przecież relacji, więzi społecznych najzwyczajniej w świecie, nie widać. To ten sam problem co z atomami, podstawowymi cegiełkami materii, których przecież też nie widać i są one efektem abstrakcyjnego rozumowania, spekulacji, a nie wizualnej percepcji..
Ludzie naiwni gdy powinni coś wiedzieć, to wydaje im się, że powinni to widzieć. Skutek cywilizacji obrazkowej - jak pokażą coś w TVN to jest to murowana prawda i to całą dobę, a nawet siedmiu dób. Ale relacji, tak jak atomów, nie da się zobaczyć. Nawet tak inteligentna osoba jak Margaret Thatcher stwierdziła kiedyś, że społeczeństwo nie istnieje, istnieją tylko jednostki.
Otóż społeczeństwo istnieje, ale w innej formie niż jednostki, społeczeństwo jest bytem relacyjnym - to struktura relacji między jednostkami. A czasami te relacje zostają ucieleśnione w postaci instytucji, a te są już widzialne. Ciekawości nie widać, widać zato uniewersytety.
Najbardziej wymownym przykladem działania liberalizmu jest pani Joanna - jest to efekt rozpadu relacji społecznych, a pani Joanna jest rodzajem zombi - wygląda jak czlowiek, nawet wypowiada się trochę jak człowiek, ale treść jej wypowiedzi nasuwa podejrzenia, że coś tam szwankuje i nie jest to prawdziwy człowiek, lecz własnie zombi, istota powstała po rozpadzie więzi/relacji społecznych. Samo kryterium widzialności tu nie wystarcza. Atomów też nie widać, ale skutek niekontrolowanego rozbicia atomów grozi Czernobylem.
I liberalizm produkuje taki spoleczny Czernobyl i zgraje zombi, których watahy czasami wylegają na ukice polskich miast.
Przy okazji przypomina mi się historia dotycząca mentalności jeszcze z czasów studenckich, gdy zetknąłem się z problemami struktury językowej. Do tej pory przyzwyczajony byłem do traktowania nauki jako opisu rzeczywistości tej namacalnej. A tu się okazało, że lingwistyka jest nauką nie o dźwiękach lecz o fonemach, a fonemy są to abstrakcyjne wiązki relacji akustycznych występujących w ludzkim aparacie akustycznym mowy, który w oparciu o fonemy produkuje słyszalne już dźwięki. Fonemy to projekty teoretyczne, dźwięki to konretne produkty. Tak wieć warto pamiętać,że rządzi teoria.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)