Demokracja i demografia brzmią podobnie i warto sprawdzić powiązania między tymi zjawiskami.
Jeżeli chodzi o demokrację, to pojawiają się dość dziwne poglądy, demokrację kwestionujące. Proszę przyjrzeć się implikacjom cywilizacyjnym takiego poglądu. Otóż demokracja jest efektem ewolucji moralnej ludzi - ludzie doszli do uznania, że mają równe prawa, a co za tym idzie równy status polityczny. Proszę zapytać kogokolwiek czy zrezygnowałby z równych praw. Tak więc kwestionowanie demokracji jest, za starożytnymi Atenami, idiotyzmem politycznym.
Jednak dodać należy, że demokracja oznacza jednocześnie prawa i obowiązki. Jak równość, to równość - bilans między prawami a obowiązkami musi wyjść na zero. Zresztą ze zjawiska prawa wynika zjawisko obowiązku - ktoś ma obowiązek pilnowania czy prawo jest respektowane i wyciągania konsekwencji. Ktoś czyli demos.
Tymczasem liberałowie, ze swoim pomysłem demokracji tzw. liberalnej, równość obywatelską kwestionują i przypisują sobie większe kompetencje.
Tak więc do rejestru cech demokracji trzeba dopisać jeszcze jeden punkt wynikający ze zjawiska obowiązku. Jeżeli ktoś bierze na siebie większą ilość obowiązków oznacza to konieczność wyrównania symetrii po stronie praw. Rodzice wychowujący dzieci, a więc zapewniający równowagę gospodarczą i przyszłość narodowi, powinny otrzymywać dodatkowy mandat do głosowania.
I tu możemy przejść do demografii. Wszyscy lamentują nad katastrofą demograficzną, pora więc by przejść do czynów. Ludzie zachęceni zwiększonymi prawami do spełniania obowiązków rodzicielskich będą bardziej skłonni do posiadania większej liczby potomstwa. A tego, że większa rodzina lepiej kształtuje charaktery i postawy młodych nie trzeba chyba dodawać.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)