Warto sobie przypomnieć jak to było z działalnością układu postkomunistycznego w tzw. III RP. Pierwsze widowiskowe przejawy tego działania pojawiły się w postaci afer prywatyzacyjnych kamienic w Krakowie, afery ze zniszczeniem Optimusa i Kluski, potem była afera starachowicka i afera Rywina, które doprowadziły do upadku rządu eseldowskiego.
Układ miał w rękach wszystkie znaczące media, w których nad mentalnością Polaków pracowicie mozolili się w codziennymj mrówczym trudzie wyrobnicy frontu propagandowego czy to w mediach Agory czy w rozmaitych telewizjach. Warto pamiętać, że fundamenty pod zjawisko hejtu postkomunistycznego położyła głównie michnikowszczyzna.
Ale pełnowymiarowe efekty działania tego ukladu pojawiły się w czasie rządów PIS w latach 2005-07, gdy układ przeszedł do ataku na wszystkich polach i uruchomiił gigantyczną falę hejtu i propagandy marketingowej, którą opisałem w tekście "Sojusz filistra z buractwem". Tę fazę możnaby najlepiej opsać mottem "Jak za Hitlera", którą to frazę z ust przeciwniczki PIS usłyszałem w radio publicznym.
Drugi zmasowany atak postkomuny został skierowany przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczńskiemu przed katastrofą smoleńską i uległ wzmożeniu po katastrofie. Wtedy to doszło do awantur motłochu postkomunistycznego na Krakowskim Przedmieściu i szeroką strugą rozlała się po mediach fala hejtu skierowana pzeciwko ofiarom katastrofy. Rzeczą oczywistą było, że za katastrofę, za śledztwo i jego wyniki odpowiada rząd Platformy. Platforma oddała śledztwo w ręce Rosjan i mogliśmy być świadkami farsy i cyrku w wykonanii komisji Millera i Prokuratury Wojskowej, czemu towarzyszyła fala propagandowa, zmierzająca do odwrócenia obrazu odpowiedzialności.
To wszystko sprawiło, że struktura państwa ległą w gruzach, co wkrótce ujawniono w podsłuchach zarejestrowanych na taśmach z restauracji "Sowa i przyjaciele". Okazało się, że organizm państwa toczy gangrena, a na gangrenę radą jest amputacja. Gdyby po katastrofie smoleńskiej na ulicę wyszły polskie żółte kamizelki i obaliły postkomunistyczną władzę, a na ulicach Warszawy wyrosły szubienice, zaoszczędziłby to nam sporo kłopotów, z którymi borykamy się do dziś i będziemy się jeszcze borykać. Zaszyj dziurkę póki mała - mama Zosię pouczała. Racjonalne działanie jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż oczekiwanie na to, co przyniesie przypadkowy rozwój wydarzeń. Życie wspólnoty jest znacznie ważnijesze niż życie jednostek pragnących ją zniszczyć. Dowiodła tego historia rozbiorów i ich konsekwencji. Ale dlaczego mamy się ograniczać do rozbiorów ? Czy zostały rozliczone lata powstania antykomunistycznego 1945 - 46, poznańskiego 1956, rewolty na Wybrzeżu w r.1970 i stanu wojennego 1981-1989 ? Dobiega końca rok 2018, a rachunki nadal pozostają nieuregulowane. Poczekamy aż kolega zapłaci ?
Nie czuję się kompetentny w zakresie rozważań filozoficznych na temat kar, jakie historia może wymierzyć bezmyślnym i opieszałym ludziom, więc na tym poprzestanę.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)