A niech sobie gadają, pisza, przekonują, namawiają i tak mnie nie przekonają!
Nie przekonają, że mam zapomnieć o okrucieństwach Niemców, które dotknęły moją Ojczyznę i moją rodzinę!
Że mam ich nazywać wymyślonym słowem - naziści, bo tak im się podoba i tak jest ładniej.
Moja babcia, po Powstaniu Warszawskim, trafiła wraz z 16-letnią wówczas córką do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Ravensbruck i tam Niemcy ją zamordowali! Ciocię, ze względu na młody wiek, zostawiono przy życiu i na pewno nie ze względów humanitarnych! Wyszła stamtąd na własnych nogach, ale pokiereszowana fizycznie i psychicznie. Nigdy nie wróciła do normalności, chociaż próbowała, nawet wyszła za mąż, urodziła dziecko...ale przeszłość, przesłoniła resztę Jej życia. Przez wiele, następnych lat żyła w świecie, do którego nikt nie miał dostępu.
Ale zanim całkiem straciła kontakt z rzeczywistością, przez rok mieszkała z nami. Mój brat miał 9 ja 11 lat, a ciocia miała mieszkać z nami na stałe. Była cicha, łagodna, z ciągle zamyślonym uśmiechem. Nie reagowała na nasze głośnie zabawy. Przez pierwsze miesiące rzadko kiedy się odzywała. Moja mama robiła zakupy i gotowała, a ciocia miała spędzać swój czas tak, jak chciała. Po jakimś czasie, zaczęła wykazywać zainteresowanie nami i wszystkim dookoła. Ożywiła się i zaproponowała, że będzie gotować zupę i chodzić z nami na spacery. Mamę ucieszyła jej aktywność, bo miała nadzieję, że ciocia w końcu zacznie zdrowieć. My, dzieciaki, chcieliśmy jak najwięcej się dowiedzieć o przeżyciach obozowych cioci, ale dostaliśmy kategoryczny zakaz wypytywania. Dziwne, ale nie złamaliśmy zakazu.
Po paru miesiącach, zaczęły zdarzać się dziwne rzeczy, które były sygnałem, że bezpieczeństwo cioci i nasze jest zagrożone. Zupy, które ciocia gotowała na początku były zwykłymi zupami, ale potem jedynym ich składnikiem był...tytoń. Ciocię, coraz więcej czasu absorbowała kuchenka gazowa, w zamyśleniu otwierała kurki i nie zapalała gazu. Wsłuchiwała się w charakterystyczny syk. Pod poduszką, gromadziła suchy chleb, było go coraz więcej... Coraz częściej milczała i na nic nie reagowała. Kiedy wstawała z łóżka, chodziła w kółko na małej przestrzeni. Zasypiała z trudem i każdej nocy budziły nas jej krzyki. Zaczęliśmy się bać. Nie jej, ale o nią. W końcu, udało się z nią nawiązać kontakt i w chwili przytomości poprosiła by zawieźć Ją do Warszawy, do kuzynki, u której przedtem mieszkała. Lekarz i kuzynka stwierdzili, że to będzie dla Niej najlepszym rozwiązaniem, bo znajdzie się wśród swoich wspomnień z dzieciństa i być może stan Jej zdrowia, ulegnie poprawie. Przez jakiś czas tak było, ale przyszedł taki dzień, że straciła kontakt z rzeczywistością, chociaż wstawała, ubierała się, jadła, piła...i tak przez wiele lat.
Widziałam zdjęcie, na którym jest ciocia, mój ojciec i ich brat - śliczna 14 letnia dziewczyna, o ogromnych oczach, z długim blond warkoczem, z dumnie podniesionym czołem i pięknym uśmiechem....
Ja będę pamiętać o swojej cioci i babci, której nie dane było mi poznać.
I o zbrodniach niemieckich też będę pamiętać. A jeżeli komuś to się nie podoba - to jego problem.




Komentarze
Pokaż komentarze (12)