94 obserwujących
1525 notek
3020k odsłon
7787 odsłon

Inż. Cierpisz o porwaniu i zamordowaniu członków Delegacji

Wykop Skomentuj154

Poniższy tekst inż. Krzysztofa Cierpisza jest niejako fragmentem II części powstającego interview. Jedno z postawionych przeze mnie pytań wymagało dłuższej odpowiedzi. By nie naruszyć konstrukcji wywiadu, zdecydował się Rozmówca na wcześniejsze opublikowanie swej wypowiedzi. Moje pytanie brzmiało:

W pierwszej części naszego wywiadu, link: http://zygmuntbialas.salon24.pl/489891,inz-krzysztof-cierpisz-podniesienie-glosu-wymaga-meskosci   - przedstawił Pan hipotetyczny przebieg wydarzeń związanych z przechwyceniem załogi i Delegatów udających się na uroczystości do Katynia. Nie wspomniał Pan jednakże o komunikacie dotyczącym zagrożenia terrorystycznego, ogłoszonym w Polsce w piątek 9 kwietnia 2010r. przez Dyżurną Służbę Operacji Sił Zbrojnych. Czy możemy przypisać temu fałszywemu(?) alarmowi istotną rolę w przeprowadzeniu zamachu?

 
Inż. Krzysztof Cierpisz napisał:

+++

Wyjdę tu na chwilę nieco poza ramy tego pytania, bo docierają do mnie sygnały o niewłaściwych wnioskach świadczących o niezrozumieniu przebiegu akcji (według hipotetycznego http://zamach.eu).

Wielu uważa (z tych, którzy przyjmują hipotezę Zamachu Warszawskiego),  że cała Delegacja – przytomna i świadoma - została zwieziona do hangaru na Okęciu i tam zbiorowo zamordowana np. strzałem w tył głowy,  a to w dodatku przez konwojentów, którzy może nawet byli podwładnymi generalicji, Prezydenta lub podobne. Jestem przekonany, że tak być nie mogło.

Prześledźmy jak zorganizowano porwanie członków Delegacji na przykładzie szablonowego oficera, bo musiała to być procedura standardowa dla niemal wszystkich porwanych z ew. drobnymi wyjątkami, a najważniejsi w tym planowaniu byli oficerowie i wysocy urzędnicy.

Załóżmy, że przykładowy oficer to Generał X. Został on porwany i zamordowany w drodze do lotniska Okęcie lub do Warszawy w ogóle. Jak do tego doszło?

Już w ciągu całego tygodnia przed „odlotem” General X został ustawiony psychicznie na to, że coś się dzieje, możliwe nawet, że podano mu jakieś psychotropy, które przytępiły jego bystrość umysłu. Mogły to być zwykle środki antydepresyjne, które jak wiadomo eliminują poczucie ryzyka czy zagrożenia.

Po okresie niecodziennych sytuacji chaosu, trwającym cały tydzień, ogłoszony w piątek oficjalny alarm paradoksalnie uśpił uwagę Generała X, a nie ją wyostrzył. Stało się tak dlatego, że Generał X był na tę wiadomość stopniowo przygotowywany, a może nawet wręcz powiedziano mu, że takie ogłoszenie nastąpi, ale on jest zobowiązany tę tajemnicę zachować tylko dla siebie.  Możliwe, że wiadomość o alarmie podano mu w trybie uspokajającym  z nonszalancją wręcz (jako np. zwykle przewrażliwienie sojusznika amerykańskiego w związku z wizytą Obamy w Pradze) lub dano do zrozumienia to, że alarm będzie ogłoszony, ale dopiero wtedy, gdy sprawa będzie dobrze rozpoznana przez „własne siły”, czyli kiedy niebezpieczeństwo będzie dobrze rozpracowane i jako takie znajdujące się pod kontrolą.  Czyli że ogłoszony alarm będzie typu „z dużej chmury mały deszcz” lub wręcz alarmem fałszywym. A jest sprawą powszechnie znaną to, że ciąg fałszywych alarmów usypia czujność stróży.

Godz. 22.00 w piątek była więc nie początkiem, ale końcem, uwieńczeniem tygodnia, kropką nad „i” i uporządkowała przestrzeń wątpliwości w świadomości przyszłej ofiary, dała odpowiedź na wszystkie znaki zapytania, jakie przez około tydzień, bez „zamknięcia” krążyły w głowie generała X. Dzięki tej godzinie „22.00” generał otrzymał to, na co podświadomie oczekiwał, a co go uspokoiło zamiast zaalarmować, bo taki efekt spowodowano przesiewaniem drobnych informacji o zagrożeniu, które było „czystą biurokracją NATO”, „mówi się trudno” , „trzeba się do tego przyzwyczaić” etc.,i Generał X. jakoś to przyjął.

I jak przypuszczam – do tej gry dezinformacyjnej - zamachowcy-porywacze włączyli osoby lub służby będące rzekomo lub nawet faktycznie pochodzenia  NATO-wskiego, które w ramach „sojuszniczej pomocy” włączyły się do akcji. Ale czyniły to najlepiej dyskretnie, bo wszystkie służby bezpieczeństwa są tajne (coś podobnego było w locie samolotu CASA+1).

Wymóg tajności ułatwił obecność tych oficerów NATO od „bratniej pomocy”, ale w charakterze incognito. To było zastosowane zarówno w trakcie trwania Zamachu Warszawskiego, jak i w „podejściu” pilotów samolotu CASA w locie do Mirosławca+1. „Oficerowie sojusznicy” mogli być już „wpuszczeni w obieg” w Warszawie na parę dni przed piątkiem. Np. generałowi X przedstawiono takiego „oficera NATO”, który został oddelegowany do Warszawy po to, aby przez parę dni koordynować polskich oficerów z enigmatyczną jednostką NATO lub być jakimś szybkim łącznikiem od spraw absolutnie nadzwyczajnych. Było to spotkanie nieoficjalne, przełożony Generała X. lub jakiś inny znany mu współpracownik przedstawił generałowi „oficera NATO” w jakiejś przygodnej kawiarni czy ustronnym parku – bez świadków. Generał X zamieniał parę słów z „oficerem specjalnym” i potem się rozstali; ważne było to, aby ten „oficer” był „wdrożony”+2w świadomość Generała X.

Wykop Skomentuj154
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale