94 obserwujących
1526 notek
3038k odsłon
  3096   0

Sachalin 1983 i Smoleńsk 2010

01 września 1983 roku obiegła świat wiadomość o zestrzeleniu pasażerskiego samolotu linii Korean Air przez sowieckie myśliwce. Mija 30 lat od katastrofy. Badano ją, pisano o niej książki i artykuły, kręcono filmy i przeprowadzano wywiady z żyjącymi uczestnikami tamtych wydarzeń. Jaki obraz nam się przedstawia?

A więc Boeing 747-200A (lot KAL007 z Anchorage na Alasce do Seulu w Korei Płd) z nieznanych przyczyn zboczył w głąb przestrzeni powietrznej ZSRR, przeleciał nad półwyspem Kamczatką, Morzem Ochockim, a następnie po minięciu wyspy Sachalin nad Morzem Japońskim został zestrzelony przez Su-15, dowodzonego przez mjr. Giennadija Osipowicza. Nikt nie ocalał, śmierć poniosło w sumie 269 osób znajdujących się na pokładzie, w tym 61 obywateli USA z członkiem Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych Larry McDonaldem na czele.

Trafiony Boeing spadał z wysokości ponad 10 tysięcy metrów - mówią eksperci. - Jego szczątki zatonęły w morzu w okolicach wyspy Sachalin. W momencie trafienia brakowało pilotowi tylko półtorej minuty do opuszczenia strefy niegościnnego Kraju Rad.

Mapa z trasą przelotu: linią przerywaną oznaczono planową trasę lotu, ciągłą - rzeczywisty przebieg

Była to dziwna katastrofa, po której przekazywano różne wieści. Po tygodniu marszałek Nikołaj Ogarkow  ogłosił, że sowieccy kontrolerzy ruchu lotniczego pomylili koreański samolot pasażerski z lecącym nieopodal niego amerykańskim samolotem wywiadowczym. Wyjawił również, iż decyzję o zestrzeleniu samolotu podjął jeden z dowódców obrony przeciwlotniczej bez konsultacji z Moskwą z powodu braku czasu.

Nie ma rejestratora parametrów lotu, więc brakuje dokładnych i pewnych danych o katastrofie. Z zapisów rozmów utrwalonych przez czarną skrzynkę wynika jednoznacznie, że piloci do końca nie mieli świadomości zboczenia z kursu. Jest wiele wątpliwości i pytań, na które nie można znaleźć sensownej odpowiedzi, np.:

--- Dlaczego pilot ostrzegany przez sowieckich pilotów nie reagował na dawane mu znaki?

--- Dlaczego utracono bezpośrednią łączność radiową z wieżą kontrolną w Anchorage?

Dodajmy tu, że w ostatnim etapie kapitan, nie odpowiadając na wezwania radiowe sowieckiej kontroli lotów, prowadził rozmowy z japońskimi kontrolerami o zmianie wysokości lotu. "Czyżby tragedia południowokoreańskiego samolotu dokonała się za cichym przyzwoleniem amerykańskich sił zbrojnych? - pyta Andrzej Fryszkiewicz, autor książki "Narita wzywa KAL 007"

Czy katastrofa, która wydarzyła się 30 lat temu na Morzu Japońskim nie jest pod wieloma względami podobna do "katastrofy" Tu-154M 101 w Smoleńsku? - pytali blogerzy. W portalu zamach.eu  inż. Krzysztof Cierpisz  zwracał dwukrotnie uwagę na liczne podobieństwa. W "Zawiadomieniu do Prokuratury Generalnej" autor pisał:

"Rosja nie jest wiarygodną stroną w kwestii katastrof lotniczych ani nawet zamachów na cywilne samoloty. Od czasów rewolucji do dziś Rosja jest pralnią światowego terroryzmu, które to akty terroru skierowane w nas bierze ona na siebie. Dzięki temu międzynarodowi sprawcy różnych zbrodni mogą pozostać w ukryciu przed oczami własnych społeczeństw. I tak jest Rosja pralnią katastrof, przyjmującą na siebie odpowiedzialność za wypadki, z którymi nie miała nic wspólnego - na życzenie państw trzecich, co się już zdarzało. Przykładem na to jest zestrzelenie Korean Air Lines Flight 007 w dniu 1 września 1983 roku z ponad dwustu osobami na pokładzie (dużą cześć tych pasażerów stanowili obywatele USA ze znanym i groźnym dla amerykańskiego establishmentu kongresmanem Larry McDonaldem). Rosja przyjęła na siebie odpowiedzialność za zestrzelenie tego samolotu i przedstawiła dowód w postaci nagrania meldunku pilota myśliwca, który przez radio w kokpicie zeznał, że odpalił rakietę powietrze – powietrze i trafił obiekt.

Ale ani wraku, ani ofiar nikt nigdy nie odnalazł. Jest najbardziej prawdopodobne to, że za zaginięcie samolotu odpowiada rząd USA, który początkowo chciał tym faktem obciążyć kontrolerów lotniczych w Japonii, których oskarżano o błędy w kierowaniu samolotem. Stanowcze odrzucenie zarzutów przez Japończyków z równoczesną groźbą pod adresem USA, że ośrodki nasłuchowe japońskie mogą upublicznić wszystkie rejestry odnośnie tego lotu sprawiło, że USA zwróciło się do ZSRR z prośbą o wzięcie na siebie odpowiedzialności za zestrzelenie i tak się też stało. „Trafiony” rakietą samolot pasażerski dał jednak radę uciec z terytorium ZSRR (350 km do granicy wód międzynarodowych), tylko po to, aby potem wpaść do wody, a tam już ślad po nim zaginął.

Na tamtym miejscu katastrofy wydobyto z morza jakieś przedmioty pochodzące rzekomo z pozostałości po bagażach pasażerów, ale nie były to części wraku. Nie znaleziono ani jednego ciała w wodzie, a wiadomym jest to, że w ciągu pól godziny takiego awaryjnego lotu pasażerowie mieli czas na to, aby założyć kamizelki ratunkowe, które utrzymywałyby żywych lub martwych na powierzchni wody.

Farsa tamtej wersji była tak oczywista, że po upadku ZSRR rodziny zaginionych występowały do rządu USA o domaganie się zwrotu uwięzionych przez ZSRR pasażerów, których po wymuszonym lądowaniu na terytorium ZSRR miano zamknąć w tajnym obozie. Ze strony radzieckiej winę za zestrzelenie wyznał marszałek Ogarkow, a mimo tego przyznania się do winy USA nigdy nie wystąpiły o odszkodowanie – co daje formalne świadectwo kłamstwu.

Smoleńsk bardzo przypomina Sachalin w części umowy-zlecenia inscenizacji katastrofy, z przyjęciem odpowiedzialności za jej wystąpienie przez Rosję, jako miejsca zdarzenia, a więc z korzystnym dla sprawców obszarze jurysdykcji znajdującym się poza obszarem jurysdykcji własnej zamachowców rzeczywistych, co przypomina warunki azylu".

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale