Robert Karaś z pękniętym piszczelem trenuje do walki. Kulisy 10-krotnego Ironmana

Marcin Dobski Marcin Dobski Lekkoatletyka Obserwuj temat Obserwuj notkę 12
Pod koniec maja Robert Karaś pokonał 10-krotnego Ironmana w 164 godziny, pobijając rekord o 18 godzin. Już zapowiada, że kolejnym wyzwaniem będzie 20-krotny Ironman. Choć ma pęknięty piszczel, od kilku dni trenuje już do walki we freak fightowej organizacji. Na leżąco.

Podczas konferencji na PGE Narodowym opowiedział o kulisach i poświęceniu, a także o własnych błędach. Wśród dziennikarzy był nazywany "kosmitą" i "cyborgiem", co ma związek z jego wyjątkową wytrzymałością. W ostatnich tygodniach o Karasiu znów było bardzo głośno. Polak wziął udział w Brasil Ultra Tri: to 38 kilometrów pływania, 1800 kilometrów jazdy na rowerze i 422 kilometry biegu. Tydzień później Karaś zameldował się na mecie.


Błędy Karasia

– Ogólnie sam dystans nie jest dla mnie przerażający, przygotowywałem się do tego codziennie. Nie miałem zakwasów nawet dzień po zawodach. Trzeba było nawet hamować tempo. To bardziej kontuzje przeszkodziły w realizacji planu – powiedział Karaś.

Karaś - podczas konferencji, w której wziął udział też włodarz Fame MMA Krzysztof Rozpara - mówił o tym, że źle zabezpieczył się na wyścig. – Nie posmarowałem stóp kremem, pobiegłem w butach, które przeznaczone są tylko do maratonu, ale myślałem, że jakoś sobie poradzę. Przeciążeniowe złamanie piszczeli może wystąpiło dlatego, że pojawiły się odciski i źle stawiałem stopy. Gdyby tego nie było, to przekroczyłbym metę z uśmiechem na ustach – twierdził.

Zawodnik, który walczy też we freak fightach, mówił o swoich kontuzjach, które pojawiły się w trakcie bicia rekordu. – Stopy nie były największym problemem. Najbardziej doskwierało mi przeciążeniowe złamanie piszczela. To przeszkadza nawet w lekkim treningu. Na stopach mam mocne otarcia, ale na szczęście mamy lato, więc jakoś sobie poradzę (Karaś był w sandałach-red.). Za 4-5 tygodni powinno być lepiej. Co do zdrowia psychicznego to pojawiło się już szczęście, bo początkowo to była tragedia.

Chciał przerwać wyścig

Wyścig Karasia podzielił społeczeństwo. Jedni mu gratulowali i podziwiali za ogromny wysiłek, ale znaleźli się też tacy obserwatorzy, którzy uważają, że robi to wszystko dla uwagi. – Wiadomo, że jedni mi kibicują, a inni liczą na to, żeby mi się nie udało. Dla ludzi, którzy twierdzą, że to jest niezdrowe, powiem tylko, że od dawna jestem w sporcie i oprócz mikrourazów nic mi nie dolega. U lekarza jak badałem kolana, to nie było widać nawet, żebym trenował – mówił Karaś.

Rekordzista w 10-krotnym Ironmanie opowiedział także o kryzysie podczas zmagań w Brazylii. Przyznał, że miał dwa momenty, w których rozważał przerwanie wyścigu. – Pierwszy był związany z moszną. Zachorowałem na bielactwo i to miejsce zrobiło się bardzo wrażliwe, zwłaszcza jak jechałem 1,8 tys. km na małym siodełku. Jak zacząłem potem biec, to była masakra – opowiedział Karaś. – Na szczęście lekarz z Argentyny powiedział, żebym obłożył to wszystko lodem i po czterech godzinach kontynuowałem wyścig. W Szwajcarii też można było ukończyć wyścig, ale niepotrzebnie wezwaliśmy karetkę.

Drugim momentem była kontuzja piszczela. – Myślałem, że to problem mięśniowy, ale powiedziano mi, że piszczel pęka. Czułem w głowie, że nie chce się tak niszczyć. Miałem też palce u stóp zdarte do mięsa, a do mety było jeszcze prawie 400 km – zdradził Karaś. 


Halucynacje

Polak opowiedział także o halucynacjach, które pojawiały się u niego w trakcie wyścigu. – Zaczęło się w 16. godzinie zmagań. Każda kropla na okularach zamieniała się w małego potworka, więc je wyrzuciłem. Musiałem potem wlewać wodę z lodem do oczu, ale w końcu przespałem się przez 45 minut i było już lepiej.

20-krotny Ironman

Karaś wyjawił swój nowy pomysł - chciał wziąć udział w 20-krotnym Ironmanie, ale plany pokrzyżowały urazy. – Oficjalnie najdłuższym organizowanym wyścigiem jest 20-krotny Ironman. Dystans mnie nie przeraża, jestem w stanie to ogarnąć fizycznie i psychicznie. Myślałem o tym nawet w kontekście najbliższego sierpnia, ale kontuzjowana noga mi na to nie pozwoli

Karaś – polski triathlonista. Mistrz i rekordzista świata w Ultra Triathlonie na dystansie dziesięciokrotnego Ironmana (2023) potrójnego Ironmana (2018) i podwójnego Ironmana (2017, 2019). 

 

Zobacz rozmowę Sławomira Jastrzębowskiego z ulrtatriathlonistą Adrianem Kosterą w Salonie24


Walka na Fame MMA

Ogromny wysiłek i kontuzje nie przeszkadzają Karasiowi w trenowaniu do kolejnej walki we freak fightowej organizacji Fame MMA. Zebranym na konferencji zdradził, że od kilku dni już trenuje, robiąc tzw. tarcze (boksując) na leżąco. Karaś wystąpi najprawdopodobniej podczas 20. gali Fame MMA, która odbędzie się w listopadzie w Gliwicach. Nie wiadomo jeszcze kto będzie jego rywalem.

Pierwsza walka triathlonisty odbyła się w lutym w krakowskiej Tauron Arenie. Wtedy Karaś zmierzył się z raperem Filipkiem, którego pokonał jednogłośną decyzją sędziów po trzy rundowej walce w formule K1. Po walce triathlonista ujawnił, że podczas walki kilkukrotnie wypadło mu kolano. 


Fot. Facebook/@Robert Karaś

Marcin Dobski


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj12 Obserwuj notkę
Marcin Dobski
Dziennikarz Salon24 Marcin Dobski
Nowości od autora

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Sport