147 obserwujących
7445 notek
19499k odsłon
2722 odsłony

Porwanie 10-letniego Ibrahima. Matka złamała prawo, zabierając dziecko do Polski?

Policja, zdjęcie ilustracyjne. Fot. policja.pl
Policja, zdjęcie ilustracyjne. Fot. policja.pl
Wykop Skomentuj62

O godz. 6.45 ruszyła procedura Child Alert dotycząca porwania w Gdyni 10-letniego Ibrahima przez ojca Marokańczyka. Pojawiły się nowe fakty w sprawie uprowadzenia chłopca. Polsat News podał, że "z informacji prokuratury w Antwerpii wynika, że to matka Ibrahima złamała prawo, wywożąc go do Polski". W sprawę zaangażowało się Ministerstwo Sprawiedliwości.

Ibrahim został porwany w Gdyni, przy ul. Ledóchowskiego w niedzielę ok. godz. 21. Rodzina powiadomiła policję krótko po zdarzeniu. W poniedziałek o godz. 6.45 ruszyła procedura Child Alert. O sprawie zostały powiadomione organa ścigania w Belgii, gdzie wcześniej mieszkała Polka, Marokańczyk i ich dziecko.

Chłopiec ma 150 cm wzrostu, brązowe włosy i oczy. W trakcie uprowadzenia miał na sobie pomarańczową kurtkę, a pod spodem bluzę z Kaczorem Donaldem. Ubrany był w jeansy i czarne buty.


Rodzice Ibrahima poznali się w Belgii. Tam mieszkali do 2015 r. Zdaniem rodziny pani Karoliny 5 lat temu konkubinat został rozwiązany, a jej były partner nie ma obecnie żadnych relacji z synem.Chłopiec ma jedynie obywatelstwo polskie, a tylko matka jest jego prawnym opiekunem.

Były partner na początku miał kontakty z dzieckiem. Zabierał Ibrahimna na weekendy, potem, jak twierdzi matka, ta relacja ustała. W 2018 r., kobieta wróciła z synem do Polski. Ojciec Marokańczyk miał już raz podejmować próbę uprowadzenia dziecka, 4 marca 2019 r. Wówczas chciał zabrać syna spod szkoły w Gdyni. Nie udało się, bo chłopca obronili kierowca busa i nauczycielka. W tej sprawie prokuratura w Gdyni prowadziła śledztwo, ale zostało zawieszone, bo śledczy nie potrafili ustalić, gdzie przebywa Azeddine Oudriss.

Do września 2019 r. nie mógł on - jak mówiła kobieta - opuszczać Belgii, ale przyjechał do Polski. - W Polsce przebywał bezprawnie. Miał problem z kartą rezydenta. Miał tylko paszport marokański i na karku wyrok za przemyt narkotyków. W lutym 2019 r. przyszedł na komisariat na Oksywiu bez wizy. Policjanci sprawdzili paszport i powinien być deportowany. Nie wiem, dlaczego nie został deportowany - oświadczyła pani Karolina.

Polsat News podał, że "z informacji prokuratury w Antwerpii wynika, że to matka Ibrahima złamała prawo, wywożąc go do Polski. Belgijski sąd rodzinny w październiku 2018 r. wydał wyrok, na mocy którego dziecko miało zostać w Belgii z ojcem, a nie z matką w Polsce". Kobieta zaprzecza tym informacjom. - Skoro ojciec miał informację, że złamałam prawo, to czemu mnie pobił i siłą odebrał dziecko? Przecież to nielogiczne - dodała.

Do tych informacji odniósł się wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. - W świetle przekazanych przez Polsat News informacji, jestem gotowy wystąpić do belgijskiego ministra sprawiedliwości o informacje, co w tej sprawie działo się w tym kraju - powiedział.

Wiceminister dodał, że gdy rano Ministerstwo Sprawiedliwości dowiedziało się, że został uruchomiony Child Alert sprawdzono wszystkie systemy resortu, czy ta sprawa kiedykolwiek była w ministerstwie. - Według informacji, które uzyskałem z dwóch departamentów, mamy niemal 100 proc. pewność, że nigdy się taką sprawą nie zajmowaliśmy, matka nigdy nie zwracała się do nas o pomoc. Ani w sprawach krajowych, ani w sprawach międzynarodowych - podkreślił.

Dodał, że dziwi go stanowisko prokuratury belgijskiej. - Coś byśmy wiedzieli wcześniej być może o tym, że jakieś postępowanie zostało wszczęte w związku z tym, że dziecko miało nie opuszczać Belgii, a ją opuściło. Nie wiem, co jest prawdą - stwierdził.

Matka chłopca ma pretensje do trójmiejskiej policji, że zbagatelizowała jej zawiadomienie o uprowadzeniu dziecka. - Jedna decyzja kogokolwiek z policji i nie byłoby takiej sytuacji, że syn opuścił Polskę. Zostałyby uszczelnione granice i zatrzymaliby go na terenie Polski - uważa matka Ibrahima. Dziecko aktualnie przebywa w Belgii z ojcem, kobieta rozmawiała z chłopcem telefonicznie

- On dzwonił do mnie z numeru prywatnego, rozmawiał ze mną koło 4 minuty. Dał mi mojego syna do telefonu; powiedział, że chce, żeby Ibrahim ze mną porozmawiał. Moje dziecko było bardzo spokojne, więc podejrzewam, że było po silnych lekach uspokajających. Musieliśmy ze sobą rozmawiać w języku niderlandzkim, bo on nie miał żadnego tłumacza. Taki był warunek rozmowy. Moje dziecko powiedziało, że jest wszystko dobrze, że papa dał mu jeść. Pytał się, czy po niego przyjadę - mówiła w Komendzie Miejskiej Policji w Gdyni pani Karolina.

Matka dziecka podkreśliła, że nie mogła pytać, gdzie przebywa jej syn, bo jej były partner cały czas kontrolował rozmowę z dzieckiem, która mogła odbywać się w głośnomówiącym trybie telefonu. - Mój były partner nie zna polskiego i chciał tak rozmawiać, żeby mógł wszystko rozumieć. Nie chciał powiedzieć, gdzie jest, bo to nie mój interes. Stwierdził jednak, że jeszcze ze mną się skontaktuje - powiedziała pani Karolina. Dziadek chłopca mówi, że dziecko przebywa z ojcem w Antwerpii i było tam widziane na spacerze, zatem ojciec niespecjalnie się kryje.

Wykop Skomentuj62
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo