„Przerzutki” ciał covidowych. Dlaczego zakłady pogrzebowe narażają pracowników?

Zakłady pogrzebowe narażają pracowników.
Zakłady pogrzebowe narażają pracowników.
- Szef zapytał, czy mogę robić przy ciałach covidowych. Myślałem, że tych ciał nie można wyjmować z worków, ale przełożony powiedział, że każdy mniejszy zakład na życzenie klienta myje, ubiera i maluje, a nasz dostaje dodatkowe ciała z tzw. przerzutek – mówi Roman, który przez trzy miesiące szykował do pochówku zmarłych zarażonych koronawirusem.

Kryzys w branży

Mateusz Szulc, właściciel Warszawskich Domów Pogrzebowych, nie ma wątpliwości, że pandemia spowodowała kryzys w branży.

- Każdy myśli, że zakłady zarabiają na pandemii, ale to nieprawda- mówi. - Zarobek zakładów rośnie przy organizacji dużych, tradycyjnych pogrzebów, gdy klienci wykupują wieńce lub zamawiają oprawę muzyczną. To właśnie te dodatkowe usługi są najbardziej opłacalne. W ciągu ostatniego półtora roku odnotowaliśmy wzrost zgonów w kraju, ale wystawne pogrzeby zastąpiły kameralne, nierentowne ceremonie. W konsekwencji pracy jest więcej, a zarobków mniej. Duże zakłady jakoś to udźwignął, ale te mniejsze mogą mieć poważne problemy, a w konsekwencji przyjmować zlecenia, które narażają ich pracowników na niebezpieczeństwo.

Podobnie jak Adam Ragiel, Mateusz Szulc uważa, że część zakładów woli przytrzymać klienta za wszelką cenę, niż zaproponować rozwiązanie oferowane przez konkurencję. Jednym z takich rozwiązań i jednocześnie alternatywą dla tradycyjnego pożegnania jest zdaniem Szulca prezentacja multimedialna. Choć rodzina nie widzi ciała w trumnie, podczas pogrzebu wyświetlane są zdjęcia z życia osoby zmarłej, a w głośnikach płynie jej ulubiona muzyka. Taki rodzaj pożegnania także łagodzi ból związany ze stratą.

- Nie twierdzę, że każdego klienta da się przekonać do bezpiecznego pochówku - mówi Szulc. - Niedawno trafił do nas mężczyzna, który upierał się, by ciało jego żony, mimo stwierdzonego koronawirusa, zostało przygotowane do pogrzebu w tradycyjny sposób. To była młoda kobieta, zmarła podczas kwarantanny. Mąż nie widział jej od wielu tygodni i nie mógł pogodzić się z tym, że więcej nie zobaczy. Po mojej kategorycznej odmowie, powiedział, że idzie szukać zakładu, który zgodzi się umyć, ubrać i okazać ciało najbliższym. Nie chcę tego oceniać. Świadomość, że nie zobaczy się bliskiego albo że zostanie on pochowany jeszcze w szpitalnym odzieniu, jest traumatyczna. Jednak rolą pracownika zakładu pogrzebowego jest złagodzenie tej traumy poprzez empatyczne wysłuchanie klienta i zaproponowanie mu tego, co najbardziej odpowiada jego potrzebom. Pandemia nauczyła mnie, by tłumaczyć klientom, że istnieją obostrzenia, których nie przeskoczymy ze względu na nasze wspólne bezpieczeństwo, ale możemy zrobić wszystko, by zapamiętali bliską osobę, taką, jaka była za życia.

Marianna Fijewska


Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości