Gowin może pokrzyżować szyki Kaczyńskiemu w kluczowych głosowaniach

Jarosław Gowin. fot. PAP/Piotr Nowak
Jarosław Gowin. fot. PAP/Piotr Nowak
Bez głosów Porozumienia Jarosława Gowina PiS nie będzie mogło powołać swojego człowieka na prezesa NBP, a także członków Rady Mediów Narodowych i KRRiT.

Wojna podjazdowa między PiS a Porozumieniem trwa już od kilku miesięcy. Gdy wydawało się, że relacje się poprawiły, mamy do czynienia z kolejną woltą wicepremiera Jarosława Gowina. Jeszcze niedawno wszyscy koalicjanci przedstawili wspólnie Polski Ład, program społeczno-gospodarczy, ale szybko okazało się, że zapowiadane zmiany w systemie podatkowym najbardziej dotkną wyborców Porozumienia, czyli przedsiębiorców.

To spotkało się z brakiem zgody ze strony polityków ugrupowania Gowina, choć wcześniej w blasku fleszy podpisał on Polski Ład.

- Potrzebujemy kandydata ponad podziałami partyjnymi i prof. Wiącek jest taką osobą - mówił kilka dni temu w Polsat News wicepremier Gowin. To była odpowiedź na pytanie, dlaczego on i kilku posłów Porozumienia podpisało poparcie dla kandydata na Rzecznika Praw Obywatelskich, którego zgłosiła opozycja.

Prezes Porozumienia Gowin oraz posłowie tej partii: Marcin Ociepa, Andrzej Gut-Mostowy i Wojciech Murdzek, a także poseł PiS Zbigniew Girzyński podpisali się pod kandydaturą prof. Marcina Wiącka. Tego kandydata poparli też parlamentarzyści PSL, Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i Polski 2050.

Taki ruch ze strony Gowina i jego ludzi jednoznacznie jest odbierany jako riposta na utrącenie przez PiS kandydatury Marka Konopczyńskiego, który zrezygnował z ubiegania się o funkcję RPO, gdyż nie mógł liczyć na poparcie partii prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Czytaj też:

To kolejna odsłona politycznych ciosów wymierzanych sobie przez Porozumienie i PiS, ale to nie jedyny kłopot. Bez Gowina PiS nie wybierze prezesa Narodowego Banku Polskiego i nowych członków Rady Mediów Narodowych, a także Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Powyższe stanowiska PiS obsadzał swoimi zaufanymi ludźmi niedługo po przejęciu władzy z rąk PO. Wtedy w koalicji panował powyborczy entuzjazm, a także zgodność, której już od dawna nie ma w obozie Zjednoczonej Prawicy.

W przyszłym roku kończy się sześcioletnia kadencja prezesa NBP, Adama Glapińskiego, który w połowie 2016 r. został powołany przez Sejm na wniosek prezydenta Andrzeja Dudy. Ta sama osoba nie może być dłużej niż dwie kadencje prezesem Narodowego Banku Polskiego, ale upływająca jest dopiero pierwszą dla współzałożyciela Porozumienia Centrum. Prezes NBP przewodniczy Radzie Polityki Pieniężnej, reprezentuje interesy Polski w międzynarodowych instytucjach bankowych, a także finansowych. Jest to więc ważne strategiczne stanowisko. Nie jest to niemożliwe, ale bez głosów gowinowców druga kadencja Glapińskiego staje pod znakiem zapytania.

Podobny problem pojawi się przy okazji wyboru nowych członków Rady Mediów Narodowych w przyszłym roku. Przypomnijmy, że obecnie w jej skład wchodzą Krzysztof Czabański, Elżbieta Kruk i Joanna Lichocka z PiS, a także Juliusz Braun (zgłoszony przez PO) i Robert Kwiatkowski (SLD).

Ustawa o RMN głosi, że w skład Rady wchodzi pięciu członków, z których trzech wybiera Sejm, a dwóch powołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Wybierani przez Sejm, to ludzie związani z PiS, którzy w spornych kwestiach dają w Radzie większość. Jest to jedno z kluczowych narzędzi, dzięki którym PiS utrzymuje się przy władzy. Przynajmniej tak można sądzić słuchając opozycji. Rada bowiem decyduje o wyborach rad nadzorczych w mediach publicznych, z prezesem TVP na czele.

Jeśli do końca kadencji członków RMN Prawo i Sprawiedliwość nie uzbiera odpowiedniej większości w Sejmie, to wątpliwe, że największego koalicjanta wesprą w wyborze nowych władz Rady gowinowcy. Otoczenie wicepremiera Gowina, a także on sam, od dawna nie gości w Telewizji Publicznej.

Następne komplikacje mogą czekać PiS, gdy trzeba będzie wybrać w 2022 r. nowych członków KRRiT. Obecny, pięcioosobowy skład powoływał Sejm (dwie osoby), Senat (jedna), a kolejne dwie nominował prezydent. Obecnie przewodniczącym Rady jest Witold Kołodziejski (w latach 2015-2016 sekretarz stanu w resorcie cyfryzacji), a zastępuje go Teresa Bochwic. Troje pozostałych członków to Elżbieta Więcławska-Sauk, Janusz Kawecki, Andrzej Sabatowski.

KRRiT to też ważne narzędzie, również politycznego nacisku na nieprzychylne media. Do zadań Rady należy bowiem m.in. podejmowanie, w zakresie przewidzianym ustawą, rozstrzygnięć w sprawach koncesji na rozpowszechnianie i rozprowadzanie programów. A także kontrolowanie działalności nadawców. Pamiętna jest sytuacja z 2017 r., gdy KRRiT nałożyła na TVN blisko 1,5 mln zł kary za sposób relacjonowania kryzysu sejmowego z 2016 r. W zamyśle organu było to „propagowanie działań sprzecznych z prawem oraz sprzyjających zachowaniom zagrażających bezpieczeństwu”. Ostatecznie ta decyzja została uchylona w styczniu 2018 r.

Marcin Dobski

Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka