Były opozycjonista: 4 czerwca to wielkie zwycięstwo, maksimum co można było osiągnąć

Jerzy Borowczak Fot. Platforma Obywatelska RP
Jerzy Borowczak Fot. Platforma Obywatelska RP
Ci, którzy krytykują okrągły stół i wybory 4 czerwca mają zafałszowany obraz rzeczywistości. W 1989 roku udało się osiągnąć nawet więcej, niż zakładano – mówi Salonowi 24 Jerzy Borowczak, poseł Koalicji Obywatelskiej, działacz "Solidarności" z lat 80-ych i jeden z liderów strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku.

4 czerwca 1989 roku. Zdaniem jednych – wielki sukces, zwycięstwo, początek końca komuny. Dzień, który powinien być narodowym świętem. Zdaniem innych – żaden sukces, jedynie dogadanie się części Solidarności z komunistami, wybór Sejmu kontraktowego, w którym większość i tak mieli przedstawiciele ówczesnej władzy. Jak Pan, z perspektywy czasu ocenia to, co wydarzyło się dokładnie 32 lata temu?

Jerzy Borowczak: Nie mam wątpliwości, że było to wielkie zwycięstwo, wspaniały zryw Polaków, którzy jednoznacznie odrzucili partię władzy. W Senacie opozycja zdobyła 99 miejsc na 100 możliwych. W wyborach do Sejmu trzeba było zmienić ordynację i wprowadzić drugą turę po to, by dotrzymać umów okrągłego stołu.

Ale wielu byłych opozycjonistów i komentatorów uważa, że 4 czerwca faktycznie mieliśmy do czynienia z pięknym zrywem Polaków, którzy pokazali czerwoną kartkę władzy, ale też samo dogadanie się Solidarności z komunistami było delikatnie mówiąc błędem, bo dawało nie pełnię wolności, ale jedynie jej część. Dowodem jest także właśnie ta zmiana ordynacji w trakcie głosowania. Czy z perspektywy trzech dekad nie uważa Pan, że należało te przemiany przyśpieszyć, że była szansa na uzyskanie pełnej wolności i demokracji już w czerwcu 1989 roku?

Absolutnie nie. Ci, którzy krytykują, mają zafałszowany obraz tamtych wydarzeń. W sierpniu 1980 roku ruch strajkowy był autentycznie masowy. Jednak w strajkach 1988 roku na 17 tysięcy pracowników stoczni na Wybrzeżu w strajku wzięło udział raptem 300 osób. W roku 1980 z Warszawy przyjechało do stoczni około 200 doradców. W roku 1988 byli tylko bracia Kaczyńscy oraz artyści – Piotr Szczepanik i Leszek Wójtowicz z Piwnicy Pod Baranami.

Ale wynik wyborów z 4 czerwca 1989 roku pokazuje, że zmęczenie władzą komunistów było ogromne?

Zmęczenie – tak, ale wcale nie było zbyt wielu chętnych do udziału w masowych protestach, czy zapisywania się do Solidarności. Okrągły Stół był koniecznością a po 4 czerwca udało się nawet osiągnąć więcej niż zakładano. Bo wybory okazały się sukcesem, ale i po nich większość jeszcze mieli komuniści. Dopiero chłopski spryt Lecha Wałęsy, który to wymyślił i, przyznaję, sprawność negocjacyjna braci Kaczyńskich, doprowadziły do tego, że dwie partie satelickie – Zjednoczone Stronnictwo Ludowe i Stronnictwo Demokratyczne - zdecydowały się zerwać współpracę z PZPR i wspólnie ze stroną solidarnościową utworzyć zaplecze dla rządu Tadeusza Mazowieckiego. To był pierwszy solidarnościowy rząd, choć o początku pełnej demokracji możemy mówić dopiero półtora roku później, po wyborach prezydenckich wygranych przez Lecha Wałęsę.

Rozmawiał Przemysław Harczuk 

Fot. Platforma Obywatelska RP Autorstwa Platforma Obywatelska RP - 25.08.2011 Gdańsk, Jerzy Borowczak podczas rozmowy z wyborcami. Wolontariusze zbierają podpisy., CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=40220411

Lubię to! Skomentuj25 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura