Jurasz: Aresztowanie Kramka na forum międzynarodowym zostanie odebrane fatalnie

Siedziba ABW, Fot. Adrian Grycuk/Wikipedia Autorstwa Adrian Grycuk - Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=58193990
Siedziba ABW, Fot. Adrian Grycuk/Wikipedia Autorstwa Adrian Grycuk - Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=58193990
Sprawa Bartosza Kramka, jako że następuje po sprawie Ludmiły Kozłowskiej, w której rząd RP nie był w stanie przekonać żadnego państwa, wygląda źle. Myślę, że na forum międzynarodowym jego aresztowanie zostanie odebrane fatalnie. Jeśli Kramek i Kozłowska są finansowo "śliscy" to należało ich za to dopaść, tylko, że teraz już nikt w to nie uwierzy – mówi Salonowi 24 Witold Jurasz, dyplomata i publicysta Onet.pl.

Został zatrzymany Bartosz Kramek z fundacji Otwarty Dialog. Strona prorządowa przekonuje, że rację ma prokuratura i służby, że doszło do poważnych nadużyć finansowych. Władze organizacji w ostrym oświadczeniu przekonują, że to kolejna forma szykan ze strony władz Polski. Jak ocenia Pan tę sytuację?

Witold Jurasz: W odróżnieniu od ludzi, którzy nie znając faktów i dokumentów w danej sprawie, twierdzą, że wszystko wiedzą, nie mam jednoznacznej opinii. To po pierwsze. Po drugie, przenikliwość intelektualna tych, którzy bez dogłębnej wiedzy mają jednoznaczną opinię na ten temat, i mam tu na myśli głównie, choć nie tylko, propagandystów obozu rządzącego, zasługuje na nasz podziw. A całkiem na serio – jak wspomniałem, ja dokumentów nie znam. Natomiast jest pewien kontekst tej sprawy, który podpowiada mi pewną dozę ostrożności.

To znaczy?

Zatrzymanie Bartosza Kramka następuje po sprawie pani Ludmiły Kozłowskiej, żony Bartosza Kramka. Władze i aktywiści związani z PiS przekonywali nas, że są w jej sprawie jakieś dowody związków z rosyjskimi służbami. Rzecz w tym, że dowodów tych nie było. Skoro bowiem owe dowody zostały zlekceważone przez państwa takie jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Belgia i kilka innych krajów europejskich, to znaczy, że były nic nie warte. Oczywiście natychmiast pojawiła się narracja, że oto Niemcy „plują nam w twarz”. Rzecz jednak w tym, że skoro nasze rzekomo mocne dowody w sprawie Kozłowskiej zostały uznane za nic nie warte również przez Brytyjczyków, to trzeba uznać, że albo już nawet oni "plują nam w twarz" albo niczego na Kozłowską nie było. Ostatnią rzeczą którą możemy bowiem Brytyjczykom zarzucić jest lekceważenie działań rosyjskich służb.

No tak, jednak polskie władze ostrzegały przed panią Kozłowską, zgłosiły ją jako osobę niepożądaną w strefie Schengen. Takich rzeczy nie robi się raczej bezpodstawnie?

Sądy w Polsce uznały, że bezpodstawnie. Wiemy też, że Ludmiła Kozłowska otrzymała prawo stałego pobytu w Belgii. Tam, gdy dostaje się prawo stałego pobytu, można otrzymać wszelkie oficjalne dokumenty na swój temat. I pani Kozłowska dostała kopię odtajnionego szyfrogramu ambasadora Belgii w Warszawie ze spotkania z ówczesnym wiceministrem Andrzejem Papierzem. Po tym spotkaniu nasz MSZ przekonywał, że przekazał stronie belgijskiej dokumenty. A w szyfrogramie ambasadora Belgii czytamy, że przedstawiciel strony polskiej żadnymi dokumentami nie dysponuje, wie tylko to, co jest w mediach. Podobnie było skądinąd, gdy nasza ambasada w Berlinie prosiła MSZ o informacje w sprawie, które miała przekazać stronie niemieckiej. MSZ poinformował ambasadę, że mają udzielić odpowiedzi na podstawie tego, co jest w Internecie. W ogóle zaś problemy z Kozłowską polegały na tym, że zarzucono jej jakieś działanie prorosyjskie. Tylko tego typu działań nijak nie potrafiono wykazać, bo Kozłowska była anty, a nie prorosyjska. Żeby choć była jakaś narracja rosyjska z jej strony, ale tego nie było. Oczywiście można powiedzieć, że ona była antyrosyjska po to, żeby się zalegendować, no ale to trzeba jednak umieć udowodnić.

Był raport mołdawskiego parlamentu.

Tak, wykorzystano przeciwko Kozłowskiej raport parlamentu Mołdawii. Rzecz w tym, że parlamentu zdominowanego przez prorosyjskie siły, który wymierzony był tak poza tym głównie w obecną prozachodnią prezydent Mołdawii Maię Sandu, którą kilka dni temu przyjmował skądinąd w Warszawie prezydent Andrzej Duda.

Ale poważniejszą sprawą są zarzuty dotyczące współpracy z oligarchą, Muchtarem Abliazowem?

Wśród postsowieckich oligarchów nie ma katolickich konserwatystów, wielbicieli podatków, fanów prawa i porządku. Nie ma świętych. Równocześnie jednak to bardzo różni ludzie, wśród których są tacy, którzy byli w stanie się postawić Putinowi, czy też tak jak Abliazow - Nazarbajewowowi, a byli też tacy, którzy się nie postawili. Generalnie rządzący nie przedstawili przekonujących dowodów rosyjskich powiązań Kozłowskiej, w efekcie cała sprawa jest wielką kompromitacją. Na naszej prawicy nikt jakoś tego nie umie dostrzec. Jest narracja mówiąca, że wszyscy, łącznie z MI-5, się mylą i tylko polski rząd ma dowody. Problem polega na tym, że sprawa Kramka, jako że następuje po sprawie Kozłowskiej, w której rząd RP nie był w stanie przekonać żadnego państwa, wygląda źle. Myślę, że na forum międzynarodowym jego aresztowanie zostanie odebrane fatalnie. Jeśli Kramek i Kozłowska są finansowo "śliscy" to należało ich za to dopaść, tylko, że teraz już nikt w to nie uwierzy.

CZYTAJ TEŻ: Żaryn: Sprawa Kramka ma charakter wyłącznie kryminalny, bez drugiego dna

Rozmawiał Przemysław Harczuk

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo