Koczujący przy granicy chorują. Białoruś potwierdza: są po naszej stronie

Koczujący przy granicy chorują. Białoruś potwierdza: są po naszej stronie. Fot. PAP
Koczujący przy granicy chorują. Białoruś potwierdza: są po naszej stronie. Fot. PAP
Usnarz Górny - migranci koczujący przy granicy z Białorusią, zgłaszają polskim wolontariuszom problemy zdrowotne. 50-letnia matka dwóch nastoletnich dziewczyn ma być w stanie zagrożenia życia. Straż Graniczna powołuje się na dokument, w którym Białoruś przyznaje, że uchodźcy znajdują się na jej terytorium.

Koczujący przy granicy Polski z Białorusią kontaktowali się przez megafon, lornetki i kartony z przedstawicielami Fundacji Ocalenie. Jak przekazali wolontariusze, niemal wszyscy migranci narzekają na przeziębienie, ale i poważniejsze schorzenia.

Koczujący przy granicy chorują. Białoruś potwierdza: są po naszej stronie

W stanie zagrożenia życia ma być 50-letnia kobieta, która w okolice wsi Usnarz Górny dotarła z dwiema córkami. Imigranci twierdzą też, że nie otrzymali od strony białoruskiej leków. Poinformowali też, że od wtorku nie dostają jedzenia. Według danych fundacji, grupa koczujących liczy 32 osoby.

- Białoruska służba w piśmie do nas potwierdza, że koczujący cudzoziemcy są na Białorusi; napisała, że podejmuje działania, aby nie dopuścić do nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusi do Polski przez tę grupę - powiedziała w środę PAP rzeczniczka Straży Granicznej.

Franciszek Sterczewski biegał między pogranicznikami. Rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska komentuje

Ppor. Anna Michalska odniosła się też do zachowania posła Koalicji Obywatelskiej. Franciszek Sterczewski we wtorek próbował biegiem wyminąć kordon Straży Granicznej i przekazać koczującym torbę z jedzeniem.

- Tego typu działania na pewno nie ułatwiają nam naszej pracy. Szanujemy parlamentarzystów i prosimy, aby oni szanowali też naszą pracę i służbę. Widzieliśmy, że to zamieszanie wywołało duże zainteresowanie u służb białoruskich. Chyba też nam nie o takie zainteresowanie chodziło - powiedziała rzeczniczka Straży Granicznej.

Usnarz Górny. Straż graniczna, wojsko, policja, dziennikarze, wolontariusze. I koczujący Irakijczycy i Afgańczycy

Wolontariuszy i dziennikarzy polskich i zagranicznych mediów od migrantów dzieli kilkaset metrów. Pośrodku stoi kordon złożony z funkcjonariuszy Straży Granicznej i żołnierzy. Na miejscu pojawiły się też działaczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, w tym Marta Lempart. Do pilnowania porządku na posesjach leżących przy granicy oddelegowano też oddziały policji.

Jak informuje PAP, na miejscu pojawiają się też zwykli ludzie. Jeden z mężczyzn przyjechał tam z dziećmi, w trakcie wycieczki do Bohonik i Kruszynian, czyli miejsc związanych z polskimi Tatarami i islamem. Mówił, że chciał pokazać dzieciom, "jak rośnie mur między ludźmi".

MD

Lubię to! Skomentuj103 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka