Dr Sutkowski: Mnie też zaatakowali antyszczepionkowcy!

Protest "stop segregacji sanitarnej" przed Sejmem Fot. PAP/Leszek Szymański
Protest "stop segregacji sanitarnej" przed Sejmem Fot. PAP/Leszek Szymański
W centrum Warszawy zostałem werbalnie zaatakowany przez przeciwników szczepień na koronawirusa – przyznaje w rozmowie z Salonem 24 dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych.

Doszło w ostatnich tygodniach do dość gwałtownych wystąpień środowisk antyszczepionkowych – zaatakowane punkty szczepień, potem Władysław Kosiniak-Kamysz, teraz dziennikarz jednego z portali…

Dr Michał Sutkowski: Ostatnio w centrum Warszawy też zostałem zaatakowany, wprawdzie werbalnie, nie fizycznie i nie tak wulgarnie jak Władysław Kosiniak-Kamysz, ale jednak. To fakt, że pewne agresywne działania stają się faktem. A wynikają z kilku powodów.

Po pierwsze – z niewiedzy. Te środowiska zamiast siły argumentów, decydują się na argumenty siły. Drugim powodem jest to, że część tych ludzi - w dobrej wierze - pełni rolę pożytecznych idiotów. Przypomnę, że tak Lenin określił wspierających rewolucję zachodnich korespondentów. W Rosji szalał już terror, lała się krew, a mieszkający na Placu Czerwonym przedstawiciele zagranicznych gazet zachwycali się rewolucją. I, żeby było jasne, każdy z nas może na jakimś etapie stać się pożytecznym idiotą, w wyniku niewiedzy i zmanipulowania szerzyć nieprawdziwe informacje.

Kolejnym powodem popularności środowisk antyszczepionkowych jest pewne niedookreślenie części polityków, którzy nie zajmują jednoznacznego stanowiska ws. szczepoień. A także brak jasnego przekazu ze strony pewnych liderów opinii czy celebrytów. To przynosi takie skutki, że wielu ludzi przestaje wierzyć faktom naukowym, a zaczyna ufać w fake newsy.

Przeczytaj też:

Antyszczepionkowcy w akcji. Dziennikarz w ciszy przysłuchiwał się bluzgom

Tu jednak padają argumenty, na przykład takie, że na szkodliwych szczepionkach zarabiają krocie koncerny farmaceutyczne, że promując szczepienia wspieramy je.

Tak, pada często taki argument. Ale ja przypomnę, że jak trwoga, to do Boga! I jak człowieka coś bardzo boli, sięga po środki przeciwbólowe, zaś producentem jest właśnie koncern farmaceutyczny. Lek czasem też ma swoje działania niepożądane, czasem nawet poważne. A mimo to pacjent go przyjmuje, bo przecież pozytywne skutki przewyższają i to znacznie negatywne działania. 

Czyli krytykujemy koncerny wyłącznie w sprawie szczepionek, a w sprawie leków już nie? Owszem, koncerny zarabiają krocie - lecz może w takiej sytuacji powinny? A jeśli komuś nie podoba się sposób dostępności szczepień, być może należy wprowadzić je płatne.

Zyski koncernów to jedno, osobną kwestią jest wolność. Środowiska antyszczepionkowe podkreślają, że walczą z przymusem szczepionkowym, sanitaryzmem.

Jest to bardzo dziwnie rozumiana wolność: raczej anarchia. Bo przecież atakowane są punkty, w których ludzie dobrowolnie się szczepią. Atakowani są personalnie lekarze. Mnie atakowano słownie, ale byłem określany jako Mengele. A – tu się w pełni z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem zgodzę – nie ma dla polskiego lekarza większej obelgi, niż porównanie z Mengele. Zawsze antyszczepionkowcom powtarzam: szanuję was, nie szanuję waszych poglądów. Uważam je po prostu za głupie. Ale to, że ktoś głosi głupie poglądy, nie znaczy wcale, że sam jest głupi. I potrafię to jakoś rozróżnić. Niestety, po drugiej stronie nie ma argumentów, jest agresja, czasem przemoc, wyzwiska.

Są ludzie wykształceni, seniorzy, którzy kategorycznie odmawiają szczepionki.

I to jest problem. Starszy człowiek w czasie czwartej fali może niestety przejść zakażenie bardzo ciężko. I tak, ci ludzie często są również zmanipulowani. Ba, dotyczy to nawet, w niewielkim stopniu, ale jednak, środowiska medycznego. Bo choć około 97 proc. lekarzy mocno popiera szczepienia, jest te kilka proc. osób, które dały się zmanipulować antyszczepionkowcom.

Są to zazwyczaj lekarze, którzy nie zajmują się w codziennej pracy szczepieniami – niektórzy ortopedzi, czy psychiatrzy. A ostracyzm środowiska czasem ich jeszcze utwierdza w ich błędnych przekonaniach. Akurat szczepię 30 lat, zaś na gipsie się nie znam. Podkreślam, że ta liczba antyszczepionkowców wśród lekarzy jest bardzo mała.

Ale właśnie – wspomina Pan o ostracyzmie. Jeśli chodzi o tych medyków, którzy popierają i promują szczepienia, czasem widać pewną ich wyższość w stosunku do ludzi mających wątpliwości. Czy nie jest tak, że w ten sposób właśnie utwierdzają antyszczepionkowców w ich opiniach?

Oczywiście, że może tak być! Możliwe też, że często błędnie pewne sprawy ludziom komunikujemy. Część z nas umie tłumaczyć kwestie medyczne, inni - nie. A tymczasem nie powinno się stawiać tak oto sprawy: "zaszczep się bo już", ale nie może być to też zbyt zawile tłumaczone. Ważna uwaga: jako społeczeństwo nie posiadamy odpowiedniej wiedzy medycznej, co nie jest niczyją winą. Na lekcjach biologii kazano nam przecież przyswajać bardzo obszerny materiał o na przykład amebach. A gdy doszliśmy do nauki o zdrowiu człowieka, to nastał już czerwiec i pozwalano nam iść z piłką na boisko. Ewidentne braki w edukacji wychodzą właśnie teraz. 

Lubię to! Skomentuj97 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości