Libkom odfrunął globus

fot. Flickr
fot. Flickr
Po koronie pół świata myśli o ekonomii po nowemu. Tylko nasi antyPiSowcy utknęli gdzieś w latach 90tych. I nie wiedzą, że globus im odfrunął.

Stereotyp głosi, że rządząca w Polsce prawica urwała się z choinki i prowadzi politykę rodem z XIX stulecia. A Europa - i w ogóle cały Zachód - patrzą na to z zażenowaniem i nie wiedzą, gdzie oczy podziać. No cóż. Prawda jest taka, że gdy idzie o gospodarkę i ekonomię to mamy (i to od dłuższego już czasu)… dokładne odwrotną sytuację. PiS, który nie waha się napędzać koniunktury wydatkami publicznymi (500+), dopuszcza pewien poziom inflacji powyżej celu jako konieczny efekt uboczny wzrostu płac i nie waha się polegać na pomocy banku centralnego w radzeniu sobie z długiem publicznym, to dziś jest… absolutny zachodni mainstream. Tylko nasi antyPiSowcy (i to zarówno libki jak i lewica) żyją na jakiejś innej planecie. Na której nie wydarzyło się nic. Nie było kryzysu 2008 roku, koronawirusa, buntu społeczeństw przeciw wolnorynkowemu dogmatyzmowi.

Chcecie dowodów? To posłuchajcie tego, co mają do powiedzenia eksperci ekonomiczni Platformy Obywatelskiej. Albo ci wszyscy byli ministrowie, premierzy i ex-szefowie banku centralnego. Wciąż nie rozumiejący, że neoliberalizm się skończył i nie da się już przemawiać z pozycji „odsuńcie się, jestem ekonomistą”. Bo cóż takiego chcą nam powiedzieć? Że inflacja 6-7 procent jest „galopująca”. I że trzeba ją za wszelką cenę zbijać nie oglądając się na koszty, takie jak ograniczenia w dostępie do kredytu, wzrost bezrobocia czy zabicie ożywienia ekonomicznego? Albo te do bólu przewidywalne przewidywalne ataki na bank centralny za to, że… za wolno podnosi stopy procentowe. Lub, że jest „upolityczniony”, bo ośmiela się pomagać rządowi w radzeniu sobie z pocovidowym długiem publicznym. Może to było dobre dwie-trzy dekady temu. Ale dziś? Serio? Z czym do ludzi?

A najciekawsze jest to, że wszystkie te środowiska uwielbiają się stroić w szatki światowców. Twierdzą, że władają językami. Tylko, że wiecie co? Ta ich światowość jest chyba tak powierzchowna, że w praktyce z niej nie korzystają. Bo nie bardzo widać, żeby ogarniali to, co się dziele w ostatnich latach na świecie.

A dzieje się sporo.

Czytaj inne teksty Rafała Wosia:

Za lockdowny i walkę z koronarecesją zapłacimy długiem publicznym

Taki „Wall Street Journal”. Czyli głos z samego serca amerykańskiego kapitalizmu. Nawet ich własny komentator James Mackintosh przyznał jakiś tydzień temu, że tzw. „nowoczesne podejście do pieniądza pozostanie z nami na długo”. Bo zadomowiło się już w głowach polityków, przedsiębiorców, komentatorów i innych uczestników rynku. W bardziej branżowych dyskusjach mówi się o tym od dawna. Inwestorzy budują nowe mechanizmy, które mają ich na te nowe czasy przygotować i na nich korzystać. Nawet Europa - w tym Europejski Bank Centralny - który przez całą minioną dekadę był strażnikiem konserwatywnego neoliberalnego dziedzictwa, w szybkim tempie nadrabia zaległości wobec Ameryki. Były superpotężny minister finansów Niemiec Wolfgang Schäuble jest od paru lat na politycznej emeryturze. Jego mocodawczyni Angela Merkel w zasadzie też. Nowe już nadeszło. Albo właśnie wchodzi.

A przecież to nie tylko gadanie, roszady personalne i pisanina publicystów. To także (a może przede wszystkim) realne pieniądze.

Taki Europejski Bank Centralny od wybuchu covid-19 skupił dług krajów strefy euro (w ramach tzw. Programu PEPP) na sumę 2 bln euro. Bardzo długo (w zasadzie od kryzysu 2008 roku) bronił się przed tym rękami i nogami. Twierdził, że mu tego traktaty zabraniają. Ale w końcu się złamał. I bardzo dobrze. Bo gdyby nie ten skup długu, to byśmy mieli w słabszych krajach strefy euro (Włochy, Grecja, Hiszpania) kryzys epickich rozmiarów. Co najmniej, jak dekadę temu. A może i większy.

Amerykański Fed robi to samo (ze swoim własnym długiem) od kryzysu 2008 roku stosując tzw. luzowanie ilościowe. Na dodatek od początku koronakryzysu rząd Stanów Zjednoczonych wydał jakieś 5-6 bln dolarów na rozmaite programy ratowania ludności przed skutkami spowolnienia gospodarczego oraz kolejnych lockdownów. Od „czeków na przetrwanie” dla ludności. Po „amerykańskie 500+” czyli pomoc dla rodzin z dziećmi. I są to zabiegi ponadpartyjnie. Zaczął je Donald Trump. A Joe Biden go jeszcze przebija.

Obserwując to, co się dzieje na całym Zachodzie można w zasadzie powiedzieć, że decyzja zapadła już w marcu-kwietniu 2020 roku. Polega z grubsza na tym: za lockdowny i walkę z koronarecesją zapłacimy długiem publicznym. Ten dług został (lub jeszcze zostanie) wykupiony przez banki centralne. A następnie umieszczony w bilansach tych banków na tzw. święte nigdy. Czyli zutylizowany.

Zwolennikom neoliberalnego myślenia o gospodarce nie mieści się to w głowach. Mowa tu o myśleniu opartego o bajeczki, że państwo to takie gospodarstwo domowe tylko trochę większe. I nie może wydawać więcej niż zarabia, bo zbankrutuje. To myślenie odchodzi jednak do lamusa. Zaczyna dominować przekonanie, że państwa i banki centralne muszą wkroczyć do gry. Muszą, ponieważ jeśli tego nie zrobią, to będą bankrutować ich obywatele. Miliony obywateli. Będziemy mieli 30-procentowe bezrobocie. I to w środku niewyleczonego koronakryzysu i antyszczepionkowego chaosu. Ale są dobre wieści. Bo na szczęście państwo zbankrutować nie może. Pod warunkiem oczywiście, że nie wyrzekło się prawa do emisji własnego pieniądza. Zrozumienie co tu się dzieje wymaga nowego podejścia. Tą drogą idzie bowiem większość naszych sojuszników. Robi to Ameryka. Od teraz także Europa.

Lubię to! Skomentuj147 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka