„Zohydzanie świąt Bożego Narodzenia to próba wydzierania Boga z duszy narodu”

Fot. arch.
Fot. arch.
Czas świąt Bożego Narodzenia wciąż – i na szczęście – pozostaje w naszej świadomości jako czas radosnych, rodzinnych świąt. Te święta jak chyba żadne inne pokazują dobitnie, jak bardzo kod religijny wpisał się w kod kulturowy naszego narodu. Całe piękno przeżywania tych świąt, radość z przeżycia wspólnoty, zdolność przebaczenia, otwartość i gościnność, bycie darem dla drugiego – to wszystko wyrasta z chrześcijaństwa. Dokładniej – z tego fenomenu, w którym Bóg staje się człowiekiem, przychodzi na świat i obdarowuje nas sobą. Rodzi się jako krucha bezbronna Miłość, która zmieni na zawsze rzeczywistość świata – mówi Salonowi 24 ksiądz prof. Paweł Bortkiewicz.

„Jak przeżyć święta, by nie były totalnym koszmarem. Jak ochronić się przed rodziną”. „Oni nie jadą na święta. Chcą być sami, z partnerem/partnerką”. Okropny czas świąt jest w ostatnich tygodniach tematem części liberalnych mediów. Czy to próba zmiany nastawienia ludzi do Bożego Narodzenia, czy może przeciwnie – u części Polaków ten czas jest nielubiany, stąd wręcz agresja wobec tradycji przodków?

Ks. Prof. Paweł Bortkiewicz: Myślę, więcej – jestem przekonany, że czas świąt Bożego Narodzenia wciąż – i na szczęście – pozostaje w naszej świadomości jako czas radosnych, rodzinnych świąt. Te święta jak chyba żadne inne pokazują dobitnie, jak bardzo kod religijny wpisał się w kod kulturowy naszego narodu. Całe piękno przeżywania tych świąt, radość z przeżycia wspólnoty, zdolność przebaczenia, otwartość i gościnność, bycie darem dla drugiego – to wszystko wyrasta z chrześcijaństwa. Dokładniej – z tego fenomenu, w którym Bóg staje się człowiekiem, przychodzi na świat i obdarowuje nas sobą. Rodzi się jako krucha bezbronna Miłość, która zmieni na zawsze rzeczywistość świata. Próba przekłamania tych świąt jest próbą wydzierania Boga z żywej duszy narodu. Nie sposób – w moim przekonaniu – odczytać tego zohydzania świąt inaczej.

Czytaj więcej: Właśnie opublikowali nowe badania. Niespodziewane informacje o Omikronie

A może czasem działa to w drugą stronę – niektórzy młodsi ludzie skarżą się, że podczas rodzinnych imprez bliscy – w dobrej wierze – pytają o dzieci, o powiększenie rodziny, tymczasem młode małżeństwo akurat dziecko straciło, o czym nie wszyscy wiedzą, a do tego okazało się, że nie może mieć więcej dzieci. Czy w tego typu rozmowach rodzinnych, z ludźmi nam bliskimi, ale jednak rzadko widywanymi nie należy zachować więcej delikatności, i czasem lepiej powiedzieć mniej, niż o kilka słów za dużo?

Warto może zauważyć, że problemy, o których mówi Pan redaktor, wskazują na aktualną dramaturgię polskich rodzin. Jeżeli te pytania padają i demaskują bolesną rzeczywistość, odsłaniają cierpienie to w pewnym sensie zasługuje to na zauważenie. Może na co dzień próbujemy żyć iluzją samego sukcesu, a takie rozmowy odsłaniają realizm życia… Nie oznacza to jednak, że nie trzeba w takich rozmowach okazać zrozumienia i delikatności. Właśnie dlatego, że możemy sobie uświadamiać złożoność konkretnych sytuacji, powinniśmy okazywać wiele delikatności. Te święta mają nas zbliżać i łączyć, odkrywać nadzieją, tworzyć solidarność i więź. Jeżeli nawet chciałbym w imię pomocy moim bliskim zgłębiać trudne sytuacje życiowe, dopytując w kwestiach drażliwych i sugerując, że czynię to w imię prawdy, to trzeba pamiętać bezwzględnie o zasadzie, że prawdę należy odkrywać w miłości.

Tu rozmawiamy o rodzinach normalnych, w których coś nie funkcjonuje. Tymczasem jednak we wspomnianych artykułach wspomina się też o domach, w których czeka się nie tyle na opłatek i przeczytanie Biblii, ale na otwarcie butelki z procentowym napojem. Są domy, gdzie panie (najczęściej, choć problem nie zawsze dotyczy mężczyzn) po cichu butelki chowają, bądź wylewają ich zawartość, aby święta ratować, a i tak w końcu ten alkohol się pojawia. Na ile doświadczenia takich rodzin mogą wpłynąć na odbiór świąt przez młodsze pokolenie?

Swoją drogą, taka rzeczywistość odsłania nam bardzo wymownie to, co może się dokonać, w sytuacji, w której zamienimy święta Bożego Narodzenia na „zimowe wakacje”. Odarcie z rzeczywistości sacrum to nie tylko banalizacja, ale to jego degeneracja. Niestety, można się zgodzić i zapewne trzeba z tym, że taka banalizacja może oddziaływać i oddziałuje na młode pokolenie. Ale obwiniałbym za ten stan rzeczy może w jeszcze większym stopniu tych, którzy zachowując tradycyjną formę odzierają ją z treści. To znaczy potrafią przełamać się opłatkiem, a zarazem nie potrafią wyjaśnić sensu tego gestu, potrafią śpiewać kolędy ulegając nastrojowi, ale nie dostrzegając wagi i powagi słów, ważniejszych niż nastrój. A ostatecznie czynią obiektem swojego kultu kolejne filmy w telewizorze, a nie mają woli adoracji Narodzonego Boga. Te święta mają sens wtedy, gdy wykorzystujemy formy rytualne, obrzędowe do przeżycia tajemnicy Miłości, która zstępuje na ziemię, staje się uczestnikiem naszego życia po to, by nadać naszemu życiu nową jakość – jakość życia dzieci Bożych.


Wróćmy do tematu odbioru Bożego Narodzenia w przestrzeni publicznej. Coraz trudniej (choć w Polsce to jeszcze możliwe) kupić kartki z motywem religijnym. Boże Narodzenie jest wypierane przez „zimowe wolne dni” itd. Ostatnio głośno zrobiło się o plakacie z życzeniami od władz Warszawy. Bez motywu religijnego, za to niektórzy doszukują się nawet wulgarnych haseł politycznych. Ale i bez tego mamy opłatki bez kapłanów, święta bez Bożego Narodzenia. Skąd wzięła się moda na ten trend i czy zdaniem Księdza Profesora utrzyma się ona, czy jest szansa na odwrócenie tego?

Lubię to! Skomentuj58 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo