Andrzej Poczobut kolejne święta spędza w więzieniu. Dziennikarz odcięty od świata

źródło: Flickr / Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland
źródło: Flickr / Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland
Andrzej Poczobut, dziennikarz i aktywista Związku Polaków na Białorusi, kolejne święta spędza w więzieniu. Więzień polityczny przebywa w areszcie od ponad roku, a postępowanie karne w jego sprawie jest owiane tajemnicą. W sobotę w celi Poczobut obchodził 49. urodziny.

— Andrzej jest w więzieniu już od ponad roku. Przebywa w ciężkich warunkach fizycznych i psychicznych. Z naszych informacji wynika, że żyje w blokadzie informacyjnej, ograniczana jest nawet jego korespondencja — powiedział w rozmowie z dziennikarzami Barys Harecki ze zlikwidowanego przez władze niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Poczobut odcięty od świata

Poczobut nie ma kontaktu z najbliższymi. Od momentu aresztowania w marcu ubiegłego roku nie rozmawiał z żoną ani raz telefonicznie. Dziennikarz nie może skontaktować się z nikim, choćby z okazji świąt, urodzin, czy jakiejkolwiek innej okazji.

Śledczy „nie widzą uzasadnienia”, by umożliwić widzenia, o które wielokrotnie wnioskowała żona Oksana Poczobut. Korzystanie z telefonu komórkowego jest zakazane, natomiast rozmowy z wykorzystaniem więziennego aparatu stacjonarnego możliwe są jedynie dla białoruskich więźniów dopiero po zapadnięciu wyroku.

Do aresztu można jedynie wysyłać listy, kartki i telegramy, jednak nie zawsze one docierają do adresatów, gdyż więzienni nadzorcy mogą blokować nawet ten rodzaj kontaktu pod dowolnym pretekstem.

Sprawa owiana tajemnicą

O zdarzeniach, które mają miejsce za ścianami aresztu w Żodzinie dowiedzieć się można jedynie od adwokatów, którzy mówią bardzo niewiele oraz z listów, które są cenzurowane.

Jest także możliwość dowiedzenia się czegokolwiek od więźniów, którzy już wyszli na wolność, a za kratami mieli kontakt z więźniem. Takie informacje od byłego aresztanta, który miał siedzieć w tej samej celi, co Poczobut, opublikowała niedawno „Rzeczpospolita”.

Według niego aktywista ZPB i dziennikarz polskich mediów, w tym „Gazety Wyborczej” i TVP Polonia, był w ubiegłym roku przez pewien czas przetrzymywany w „korytarzu śmierci”, w najmroczniejszej części mińskiego aresztu, gdzie przetrzymywani są skazani na karę śmierci. To, jak oceniają osoby znające praktyki białoruskiego systemu, mogło służyć tylko jednemu – wywarciu presji psychicznej i zmuszeniu do zgodzenia się na warunki władz.

— Jakie one są, dokładnie nie wiemy, bo Andrzej żyje w celowo utworzonej przez władze blokadzie informacyjnej. Prawdopodobnie, jak w przypadku trójki zwolnionych jeszcze w ubiegłym roku działaczek mniejszości polskiej, usłyszał warunek: zwolnienie za wyjazd z kraju. Z pewnością naciskano na niego, by przyznał się do winy, prosił o ułaskawienie. To w jego przypadku nie wchodzi w grę — mówi Harecki.

— On od początku dał jasno do zrozumienia, że nie wyjedzie z kraju na warunkach władz. I że będzie bronić swojej niewinności — dodał.

Klasyczna sprawa polityczna

Sprawę aktywistów ZPB, rozpoczętej się w marcu 2021 roku, Harecki określa jako „klasyczną, czystej wody sprawę polityczną”.

— To jest oczywiste – zaczęła się na fali zaostrzenia w relacjach z Polską i służy z jednej strony jako karta przetargowa, a z drugiej – jako narzędzie do zniszczenia i zdemoralizowania organizacji polskiej mniejszości, której władze nie mogły kontrolować — podkreślił Harecki.

— Myślę, że władza miała na celu zdemoralizowanie środowiska przez to, że jego liderzy przyznają się do winy, pokajają się, wyjadą. Pokazać słabość, wykorzystać to do uzasadnienia absurdalnych zarzutów, by tę organizację przedstawić w negatywnym świetle, skompromitować — tłumaczył.

Surrealistyczne, jednak ciężkie zarzuty

Władze Białorusi postawiły Poczobutowi, a także innym działaczom ZPB surrealistyczne zarzuty, lecz wagi ciężkiej. — Wzniecanie wrogości przez grupę osób jest zagrożone długim wyrokiem. Jeśli w ogóle dojdzie do procesu, z całą pewnością nie będzie on jawny. Zapomnijmy o tym — oznajmił Harecki. W jego opinii, długotrwały brak jakiegokolwiek postępu w tzw. „postępowaniu” świadczy o tym, że władze liczą na dalszą możliwość wykorzystania Poczobuta jako karty przetargowej w kontaktach z Polską.

23 marca 2021 roku w Grodnie została zatrzymana szefowa ZPB Andżelika Borys, najpierw za organizację imprezy kulturalnej, którą władze uznały za „nielegalną”. Poczobuta, wraz z działaczkami Ireną Biernacką i Marią Tiszkowską zatrzymano dwa dni później. Nieco wcześniej w Brześciu do aresztu trafiła Anna Paniszewa, tamtejsza aktywistka mniejszości.

Oskarżeni o "rehabilitację nazizmu"

Wszczęte zostało postępowanie karne. Aktywistów oskarżono o "rehabilitację nazizmu" oraz zarzucono im wychwalanie zbrodniarzy wojennych. Z artykułu 130. paragraf 3. białoruskiego kodeksu karnego wszystkim groziła kara do 12 lat więzienia.

Po krótkim pobycie w mińskim areszcie, cała piątka aktywistów przeniesiona została do aresztu w Żodzinie. W maju 2021 roku Biernackiej, Tiszkowskiej i Paniszewej pozwolono wyjechać do Polski, jednak bez możliwości powrotu. Białoruskie władze zapewniały, że żadnego przymusu nie było, jednak same działaczki przyznały, że nie pozostawiono im wyboru – wolność mogła być tylko poza granicami Białorusi. Poczobut nie zgodził się na to rozwiązanie.

Szefowa ZPB wypuszczona z aresztu

Kilka tygodni temu Andżelikę Borys wypuszczono z aresztu. Długotrwały pobyt w trudnych więziennych warunkach odbił się na zdrowiu. Według dostępnych informacji, zmieniony został jej „środek zapobiegawczy”.

Wbrew informacjom podawanym przez media, nie jest to areszt domowy. Nie wiadomo, jaka dokładnie jest sytuacja prawna Borys.

Działaczka pozostaje na Białorusi, bez kontaktu z mediami. Polskie MSZ zapewnia, że jest z nią w kontakcie i udziela niezbędnego wsparcia.

Więźniowie polityczni na Białorusi

Białoruskie środowiska obrońców praw człowieka, władze Polski i społeczność międzynarodowa kategorycznie uznały sprawę karną wobec przedstawicieli polskiej mniejszości za „motywowaną politycznie” i pokazową represję, wpisującą się w falę ataków na społeczeństwo obywatelskie na Białorusi i wolność słowa. Na Białorusi jest obecnie 1133 osób, uznanych za więźniów politycznych przez organizacje praw człowieka. W rzeczywistości jest ich znacznie więcej. Za kratami pozostaje 26 dziennikarzy.


RB


Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka