Dyplomata: Przez incydent z ambasadorem Polska może być wykluczona z ważnych rozmów

Czy Władimir Putin wykorzysta incydent z 9 maja by nie dopuścić Polski do rozmów pokojowych Fot. Pixabay
Czy Władimir Putin wykorzysta incydent z 9 maja by nie dopuścić Polski do rozmów pokojowych Fot. Pixabay
Prędzej czy później zapewne odbędą się jakieś rozmowy pokojowe. W interesie Polski jest w takich negocjacjach uczestniczyć. Poprzez incydent z 9 maja Rosjanie zyskają argument za tym, by Polaków z takich rozmów wykluczyć – mówi Salonowi 24 Witold Jurasz, dyplomata, publicysta portalu Onet.pl.

Jak ocenia Pan incydent w Warszawie 9 maja? Bezpośrednio po zdarzeniu pisał Pan, że na zasadzie wzajemności Rosjanie mogą zaatakować polskich dyplomatów w Moskwie. Skąd ta obawa?

Witold Jurasz: Po pierwsze, to zagrożenie dotyczy nie „dyplomatów”, ale konkretnego dyplomaty, ambasadora RP w Moskwie. Uważałem i uważam, że groźba taka istnieje, bo Rosjanie zawsze stosują retorsje i to nieraz „z nawiązką”. Gdy w Polsce chuligani poturbowali dzieci rosyjskich dyplomatów, w odpowiedzi Rosjanie pobili dwóch dyplomatów i korespondenta "Rzeczpospolitej" w Moskwie Pawła Reszkę. Różnica polegała na tym, że u nas na te dzieciaki napadło kilku żuli, a u nich państwo wysłało służby, żeby pobić ludzi. No i jeszcze jedno – dzieci rosyjskich dyplomatów owszem zostały kilka razy uderzone. Nasi ludzie w Moskwie po pobiciach wylądowali w szpitalu. Mówiąc krótko, bezpieczeństwo ambasadora Polski z Moskwie zostało, w chwili gdy państwo polskie nie zapewniło bezpieczeństwa ambasadorowi Rosji w Warszawie, narażone. Ale są też powody polityczne, z racji których źle się stało, że taki incydent miał miejsce.

Przeczytaj też:

Turystyczny raj zmieni się w piekło? Mieszkańcy: komórkowy maszt zniszczy nadmorski kurort

Rosjanie mają interes, żeby lansować się jako ofiary, ale raczej ich propaganda dziś nie trafia na podatny grunt. Jakie oprócz propagandowych zysków Rosji mogą być dyplomatyczne skutki tego incydentu?

Przede wszystkim Rosjanie mogą zamknąć ambasadę. Wprawdzie wielkiej korzyści z istnienia ich ambasady nie mamy, ale funkcjonowanie naszej ambasady w Moskwie może mieć ogromne znaczenie, w razie np. zaostrzenia sytuacji. Wojna niby toczy się daleko, ale pamiętajmy, że my z Rosją jednak graniczymy i zawsze istnieje ryzyko jakiegoś incydentu na granicy z Obwodem Kaliningradzkim.

Po drugie, prędzej czy później zapewne odbędą się jakieś rozmowy pokojowe. W interesie Polski jest w takich negocjacjach uczestniczyć. Poprzez incydent z 9 maja Rosjanie zyskają argument za tym, by Polaków z takich rozmów wykluczyć. Jeśli nie będziemy mieć ambasady, to Rosjanie na pewno użyją argumentu: „z jakiej racji Polacy mają uczestniczyć w rozmowach, skoro nie mają nawet ambasady?”. Wreszcie chodzi o image państwa. Dyplomatów po prostu się nie rusza. Nawet III Rzesza pilnowała tej zasady. Państwa, które złamały zasady stanowią wyjątek – Sowieci w 1939 roku, Iran po rewolucji Chomeiniego, gdy wzięto amerykańskich dyplomatów jako zakładników. Ale to naprawdę wyjątki. I przestrzeganie tych zasad nie wynika z dbania o cudzy interes, ale o interes własny. Polscy dyplomaci powinni czuć się bezpieczni. Jeśli władze po ataku na ambasadora mówią, że mu się „należało”, a do tego sprowadza się wypowiedź rzecznika rządu, to jest to wyraźny sygnał do dyplomatów: na nas nie liczcie.

Jest też jednak argument, że ambasador z uwagi na swoje zachowanie, wypowiedzi, powinien być dawno wydalony z Polski?

Tak, padł taki argument i można o nim dyskutować. Ale wydalenie ambasadora nie zmieniłoby nic, bo wtedy kwiaty składałby chargé d’affaires ambasady. I też należałoby mu zapewnić pełną ochronę.

Dobrze, to kolejny argument – ataku nie dokonali przecież Polacy, ale ukraińska dziennikarka. Kto jak kto, ale Ukraińcy mają prawo emocjonalnie podchodzić do działań Rosji. Siergiej Andriejew reprezentuje kraj, który dokonuje masowych zbrodni w Ukrainie, także na ludności cywilnej. Jego wypowiedzi są obrzydliwe. Trudno potępiać tę kobietę?

Emocje są jak najbardziej zrozumiałe. Mało tego, gdybym był sędzią i miałbym osądzać wyczyn tej pani, to za wszelką cenę szukałbym okoliczności łagodzących i starałbym się jej nie skazywać. Ale czym innym jest zachowanie zdesperowanych, zrozpaczonych ludzi, a czym innym działania państwa. Tu nie może być miejsca na emocje. Nie mam pretensji do obywatelki Ukrainy, że zaatakowała ambasadora Rosji. Mam pretensje do polskich służb, że na to pozwoliły. I przedstawicieli władz, które później incydent ten bagatelizowały.

Przeczytaj też:

Awantura o kasę w Konfederacji. Jedna decyzja wywróciła obecny układ sił do góry nogami

Zabójstwo na Nowym Świecie. Zbigniew Ziobro wydał oświadczenie, stanowcza decyzja

Ważny niemiecki polityk od lat porównuje Putina do Hitlera. Merkel się to nie podobało


Lubię to! Skomentuj89 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo