Relacje Polski i Ukrainy są na razie dobre. Prawdziwy test przyjaźni dopiero przed nami

Grzegorz Długi z b. ministrem Spraw Zagranicznych Witoldem Waszczykowskim, Fot. arch.
Grzegorz Długi z b. ministrem Spraw Zagranicznych Witoldem Waszczykowskim, Fot. arch.
To, że w naszym interesie jest współpraca z Ukrainą, a największym zagrożeniem jest Rosja, nie ulega wątpliwości. Jednak właśnie teraz, gdy relacje z Ukrainą są dobre, należy siąść i porozmawiać o tematach trudnych. Niezałatwione sprawy będą wykorzystywane przez ekstremistów. Szansa na ułożenie sobie relacji może odejść bezpowrotnie. Rosja, podsycając nastroje będzie pociągała za sznurki – mówi Salonowi 24 Grzegorz Długi, prawnik, dyplomata, były konsul RP w Chicago i Waszyngtonie.

W Ukrainie powstała specjalna ustawa dla Polaków. Jednocześnie wciąż nie padły jednoznaczne przeprosiny ze strony władz ukraińskich za Wołyń. Jak oceniłby Pan obecne relacje naszych krajów, które bez wątpienia stały się bliższe po wybuchu wojny?

Grzegorz Długi: Obawiam się, że relacje polsko-ukraińskie mogą przejść drogę podobną do relacji polsko-niemieckich. Republika Federalna Niemiec była przez lata adwokatem Polski w staraniach o wejście do NATO i Unii Europejskiej. Niemcy zdecydowanie nas wspomagali, a Polacy to doceniali. Wydawało się, że nastąpiło trwałe ocieplenie wzajemnego wizerunku i będzie coraz lepiej. Minęło parę lat i proszę - relacje są bardzo złe i to nie tylko na szczeblu rządowym ale także wśród środowisk opiniotwórczych. Wystarczy poczytać co piszą o Polsce w niemieckiej prasie i co mówią polscy politycy i internauci. Dotyczy to zarówno kwestii bieżących, geopolitycznych, jak i historycznych.

PRZECZYTAJ TEŻ:

W rocznicę zbrodni wołyńskiej prezydent Ukrainy wykonał ważny gest dla Polski

Ale jak to się ma do relacji z Ukrainą?

Dziś to Polska jest głównym adwokatem Ukrainy. Wspieramy Ukrainę, reprezentujemy jej interesy, staramy się pomóc jak można i jest to szczere, bezwarunkowe poparcie wszystkich środowisk - chyba jedyna rzecz, która obecnie łaczy Polaków. Myślę jednak, że gdy wojna się skończy, wszelkie zaszłości, nierozwiązane problemy i zduszone emocje wybuchną ze zdwojoną siłą. Oczywiście największym emocjonalnie problemem – choć nie jedynym – są kwestie historyczne. Dla Polaków zbrodnia wołyńska jest tematem jasnym co do faktów i oceny moralnej. Mieszkańcy Ukrainy widzą to jednak inaczej. Dla Ukraińców, tych światłych i życzliwych wobec Polski, fakty są znane tylko częściowo i uważają, że była wojna, ofiary były po obu stronach a to w końcu były ukraińskie ziemie. Dla większości zwykłych Ukraińców sprawa w ogóle nie jest znana, a dla tych mieszkających na zachodniej Ukrainie to nie ma mowy o żadnych zbrodniach ukraińskich ewentualnie wszystkiemu co złe winni są Polacy, którzy prześladowali Ukraińców. W taką narrację wpisują się słowa ambasadora Ukrainy w Niemczech, pana Melnyka. Ale kwestie Wołynia to nie wszystko. Od dłuższego czasu Ukraina postawiła raczej na Niemcy i relacje z Polską przestały być bardzo ważne. Pojawiało się coraz więcej nieprzyjaznych decyzji i gestów. Nie chodzi tylko o zakaz ekshumacji polskich ofiar, ale decyzje gospodarcze jak zakazy importu niektórych towarów z Polski, tworzenie barier. W momencie, gdy armia rosyjska szykowała się do inwazji, ich czołgi w zasadzie wjeżdżały na Ukrainę, Ukraińcy jeszcze blokowali tranzyt do Polski chińskich pociągów, chcąc naciskać na Polskę w innych sprawach. Bardzo obawiam się tego, że gdy wojna się skończy, tych problemów będzie znacznie więcej, a do tego dojdą faktyczne różnice czy konflikty interesów gospodarczych, gdy Ukraina wejdzie w europejską strefę gospodarczą. Przykładowo - Polska jest dziś montownią dla producentów z Unii Europejskiej. Ukraina ma jeszcze tańszych niż Polska pracowników i jest oczywistym, że tam przeniosą sie montownie a Polacy pozostaną z pustymi halami. Albo jakie będą reakcje polskich rolników gdy otwarty zostanie rynek dla ogromnej produkcji rolnej żyznej Ukrainy. To wszystko są na razie zawieszone konflikty ale kiedyś wybuchną. Nie wspominam o przyszłych napięciach jakie wytworzą się w związku z nową, milionową mniejszościa ukraińską.

No tak, ale na razie to Ukraina walczy o byt. Rosyjska armia bestialsko morduje cywilów. A do tego relacje w obliczu wojny jednak wyglądają na przyjacielskie?

Teraz są one bardzo dobre. Polacy "z serca" pomagają jak mogą. Przekazują nie bacząc na koszty broń, zopatrzenie, energię itd. Przyjęli wielu Ukraińców pod dach. Z kolei w Ukrainie wykonano gesty, drobne ale widziane przez Polaków jak choćby odsłonięcie tych lwów na Cmentarzu Orląt czy też nieustanne chwalenie Polski. Uważam jednak, że polski rząd (a także ukraiński) nie dostrzega, że teraz jest właśnie czas aby załatwić kwestie trudne. Właśnie teraz jest okazja aby zbudować przyszłe relacje gdyż po obu stronach środowiska skrajne są w defensywie i będzie im trudno nakręcać wrogie nastroje. To trzeba wykorzystać by budować wzajemne relacje, oparte na prawdzie. Zbudować wspólną narrację w sprawie Wołynia. Ja rozumiem, że ona powinna uwzględniać też ukraiński punkt widzenia. Ale nie może polegać na odrzuceniu prawdy o zbrodni. Muszą być ustalone wspólne zasady współpracy także w kwestiach gospodarczych, politycznych.

Niektórzy mówią – trudno odmówić im racji – że w interesie geopolitycznym Polski jest wsparcie Ukrainy. W interesie Ukrainy jest wsparcie Polski. Ale też w sytuacji, gdy Ukraińcy bronią się przed zbrodniczym najazdem, należy poczekać, wstrzymać się z podejmowaniem tematów trudnych. A na wzajemne rachunki krzywd przyjdzie pora, gdy ucichną działania wojenne?

To, że w naszym geopolitycznym interesie jest współpraca z Ukrainą, a największym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa jest Rosja, nie ulega wątpliwości. Jednak właśnie teraz, gdy te relacje są dobre, należy siąść i porozmawiać o tematach trudnych. Także dlatego, że teraz jest klimat sprzyjający otwartej, przyjacielskiej rozmowie. I my rozumiemy Ukraińców, i Ukraińcy łatwiej zrozumieją nas. Gdy wojna się skończy, klimat się zmieni i nie będzie motywacji by mimo wszystko dojść do porozumienia. Niezałatwione sprawy będą wykorzystywane przez ekstremistów i szybko staną się okazją i motywacją by podkręcać te autentyczne różnice interesów. Teraz jest silna motywacja by się we wszystkim dogadać, ta szansa na ułożenie sobie relacji może odejść bezpowrotnie. Jeżeli rządy tego nie wykorzystają to kiedyś będziemy mieli nieprzychylne sąsiedztwo a Rosja, podsycając nastroje bedzie pociągała za sznurki. Polski rząd powinien wiedzieć, że jak się coś robi bezwarunkowo, bez ceny, to szybko przestaje to być cenione, zaczyna być odbierane przez drugą stronę jako "to się nam należy". W polityce to zawsze żle się kończy.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Wyrzutnie HIMARS nie pudłują, Ukraińcy skutecznie niszczą Rosjan. "Są bliscy paniki"

Jak ksiądz-przestępca seksualny został sekretarzem kardynała? „Polecił go ks. Dziwisz”

Premier: To będzie trudna jesień i zima. Rodacy, postarajcie się ocieplić domy


Lubię to! Skomentuj143 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka