Jeden żart z religii i pójdziesz siedzieć. Cymański: Chodzi o ochronę, nie inkwizycję

Ustawa ma lepiej chronić uczucia religijne Fot. Pixabay
Ustawa ma lepiej chronić uczucia religijne Fot. Pixabay
Nie będzie tak, że każdy kto skrytykuje księdza, napisze ironiczny tekst, czy satyrę, zostanie ukarany. Sankcje będą za konkretne przestępstwa – mówi Salonowi 24 Tadeusz Cymański, poseł Solidarnej Polski.

Solidarna Polska popiera projekt zmian prawnych, które umożliwiają bardzo surowe traktowanie zakłócania mszy i praktyk religijnych. Z czego wynika ten pomysł?

Tadeusz Cymański: Ze społecznego zapotrzebowania, jest odpowiedzią na szereg wniosków, próśb. Chodzi o zabezpieczenie wolności religijnej. Wiele osób, a szczególnie ludzi wierzących uważa, ze prawo nie chroni w wystarczający sposób ich swobody praktyk religijnych.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Polityk lewicy: Jestem wierzący, ale kary za krytykowanie religii zniechęcą do Kościoła

Jak to nie chroni, skoro są konkretne zapisy, które tę wolność chronią, są kary za obrazę uczuć religijnych?

Prawo jest, ale konkretne zapisy są nieostre, a interpretacje przez sąd często sprawiają, że sprawcy rozmaitych czynów pozostają bezkarni. Kpią, naruszają sferę religijną, potem śmieją się wierzącym w twarz. Co istotne, to nie jest projekt polityczny Solidarnej Polski, jak niektórzy przeciwnicy go przedstawiają. To projekt obywatelski, Solidarna Polska jedynie włączyła się w jego realizację.

Tyle, że uczucia religijne są sprawą subiektywną. Dla jednej osoby obrazą będzie zakłócenie mszy, dla innej profanacja sakramentu bądź podarcie Biblii. Jeszcze dla kogoś demonstracja pod kościołem. Skoro tak, czy jest sens wprowadzać sankcje karne?

Uczucia religijne są kryterium nie subiektywnym, ale bardzo subiektywnym. Ale proponowana ustawa wcale nie wprowadza państwa wyznaniowego, czy chłosty, a takie ironiczne komentarze ze strony przeciwników ustawy się pojawiły. Nie będzie tak, że każdy kto skrytykuje księdza, napisze ironiczny tekst, czy satyrę, zostanie ukarany. Sankcje będą za konkretne przestępstwa, na przykład zakłócenie mszy, zaatakowanie wiernych. To także działanie w dwie strony – ludzie wyprowadzeni z równowagi podczas mszy świętej mogą zareagować bardzo różnie. Dojść może do agresywnych zachowań wobec tych, którzy dopuścili się profanacji. Ta ustawa ma z jednej strony odstraszać przed profanacją, z drugiej nie dopuścić do eskalacji napięcia. Pamiętamy co działo się we Francji, czy innych krajach zachodnich, gdzie pojawiały się karykatury Mahometa. Tu też reakcja jest trudna do przewidzenia. Więc lepiej nie dopuścić do profanacji w ogóle.

Uczucia są subiektywne, a znaki towarowe wielkich koncernów już nie. Wprawdzie za ich ośmieszenie nie ma więzienia, to jednak ktoś, kto by sprofanował znak popularnego napoju gazowanego zapłaciłby ogromne odszkodowanie. Również z kręgów kościelnych były głosy, że należałoby właśnie pójść w tę stronę. Czyli wybrać odpowiednie symbole, opatentować, potem za ich profanowanie sprawca płaciłby ogromne odszkodowanie. Czy takie rozwiązanie nie byłoby lepsze od sankcji karnej?

Kościół, wiara, to nie samochód, sprzęt AGD, czy napój z bąbelkami. To najświętsze sprawy dla wielu ludzi. Uważam, że ta proponowana ustawa wcale nie jest radykalna. Natomiast uściśla pewne rzeczy. Trwa zbieranie podpisów, jeśli się uda, trafi do Sejmu. Nie chodzi o żadną inkwizycję, ale ochronę wierzących.

Przeczytaj też:

"Całkowite wstrzymanie dostaw gazu jest możliwe. Kryzys Niemiec kryzysem Polski"

B. wicepremier ma złe wieści dla Polaków. Decyzja UE niesie za sobą konsekwencje


Lubię to! Skomentuj75 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo