„Pomysł wysłania 100 tysięcy głodnych ludzi na śmierć pokazuje mentalność Kima i Putina”

Prezydent Rosji Władimir Putin i przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un. Fot. PAP/Abaca
Prezydent Rosji Władimir Putin i przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un. Fot. PAP/Abaca
Północnokoreańscy żołnierze nie przedstawiają większej wartości bojowej. Po pierwsze są dość kiepsko wyszkoleni i wyposażeni. Ale też przede wszystkim są to ludzie po prostu głodni. Od wielu miesięcy. Także i ich sprawność fizyczna, zdolność do walki, gdyby trafili na front ukraiński, byłaby znacznie niższa. Ale to też pokazuje jaka jest mentalność Kim Dzong Una i Putina, którzy wpadli na pomysł by wysłać 100 tysięcy wygłodniałych żołnierzy na pole bitwy – mówi Salonowi 24 gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych.

Od dawna słyszymy o planowanej kontrofensywie ukraińskiej, ale ona nie następuje. Dlaczego armia ukraińska zwleka?

Gen. Waldemar Skrzypczak: Nie zwleka. Ta ofensywa jest, choć nie taka, jaką sobie wielu obserwatorów wyobraża. Aby to zrozumieć, odwołajmy się do historii. Były w niej kontrofensywy duże, gdy następowało gwałtowne przełamanie linii wroga. A potem przesuwanie frontu o 20, 30 kilometrów na dobę. Czasem więcej. Bywały i ofensywy o znacznie bardziej ograniczonym charakterze. Przykładem jest I wojna światowa, gdzie na przykład w Bitwie Nad Marną wojska przesuwały się o kilkaset metrów.

Przeczytaj też:

„Narzekacie na inflację. My ją mamy od 30 lat”. Uchodźca z Białorusi o „raju Łukaszenki”

Mięso armatnie za zboże? Przerażająca umowa między Rosją a Koreą Północną

Jak wygląda sytuacja na Ukrainie?

Tam mamy do czynienia z czymś, co nazwałbym kontrofensywą pełzającą. Jeśli ktoś liczy na zmasowany atak Ukraińców, przełamanie frontu i na to, że Ukraińcy ruszą na Moskwę, to oczywiście się przeliczy. Ukraińska armia nie jest w stanie wykonać takiego manewru, przy czym rzecz jasna o marszu na Moskwę mówię w przenośni, chodzi o w ogóle zmasowaną kontrofensywę. Na taką Ukrainy nie stać. Trwa natomiast ograniczona kontrofensywa, polegająca na punktowym uderzaniu w konkretne pozycje wroga. Armia na froncie południowym, na północ od Chersonia i na północ od linii Dniepru posuwa się 2-3 kilometry na dobę.

Siły ukraińskie nie dysponują potencjałem takim, by dokonywać zmasowanych ataków czołgowych i rakietowych. Są natomiast w stanie uderzać tam, gdzie to uderzenie będzie skuteczne i zaboli Rosjan. Dowodem jest fakt, że Rosjanie bardzo się tych manewrów ukraińskich boją. Ściągają odwody. Zatrważa ich to, jak wojna rozwija się na kierunku południowym. Gdyby byli pewni, że uda im się odeprzeć atak ukraiński, to by tych posiłków nie przysłali.

Cel armii ukraińskiej jest taki, żeby wszystkie wojska rosyjskie na północ od Dniepru otoczyć i wyeliminować z walki. Wysadzają mosty na Dnieprze, uniemożliwiając dostawy broni i żywności. Jeśli tych dostaw nie będzie a wojsko rosyjskie zostanie otoczone, będą się toczyć walki do ostatniego naboju. Jednak w końcu armii rosyjskiej nie zostanie nic innego, jak porzucenie broni i zaprzestanie walki. Tu mówimy o froncie południowym.

Na froncie wschodnim toczą się zaciekłe walki o Donbas. Z jednej strony jest ostrzał ze strony rosyjskiej, z drugiej zdecydowana obrona Ukraińców. Na zmasowany atak rakietowy ze strony Rosji jest ostra odpowiedź artylerii ukraińskiej. To sprawia, że ten front nie przesuwa się, zdecydowany opór mocno utrudnia działania armii rosyjskiej.

Wreszcie front północny, na północ od Charkowa. Tam Rosjanie widząc co dzieje się na południu, starają się odwrócić uwagę strony ukraińskiej. Gromadzą wojska na północ od Charkowa, chcąc robić wrażenie, że planują kolejne wielkie uderzenie od tej strony.W istocie te uderzenia są dość niewielkie, i raczej większych nie przewiduję, bo Rosjanie nie mają w tym miejscu większych sił. Ale mają jeden cel – odciągnięcie pewnej części sił ukraińskich, które mogłyby być użyte na południu.

Opinię publiczną na całym świecie zszokował deal, jaki Władimirowi Putinowi zaproponował dyktator Korei Północnej, Kim Dzong Un. W zamian za zboże Rosjanie mieliby od komunistycznej KRLD otrzymać sto tysięcy żołnierzy do walki z Ukraińcami. Czy byłoby to realne wzmocnienie sił rosyjskich, czy ludzie ci staliby się mięsem armatnim?

Ci żołnierze nie przedstawialiby większej wartości bojowej. Po pierwsze są dość kiepsko wyszkoleni i wyposażeni. Ale też przede wszystkim są to ludzie po prostu głodni. Od wielu miesięcy. Także i ich sprawność fizyczna, zdolność do walki byłaby znacznie niższa. Ale to też pokazuje jedną rzecz – jaka jest mentalność dyktatorów – Kim Dzong Una i Putina, którzy wpadli na pomysł by wysłać 100 tysięcy wygłodniałych żołnierzy na pole bitwy. Ludzie ci byliby mięsem armatnim.

W tym tygodniu głośno było też o raporcie Amnesty International, który zarzuca łamanie prawa armii ukraińskiej. Powodem ma być atakowanie Rosjan z cywilnych terenów.

Po pierwsze – trzeba odróżnić zasłanianie się cywilami, chowanie się za cywilów, które jest zbrodnią, od normalnej wojny obronnej i partyzanckiej. Chowania za ludnością cywilną ze strony ukraińskiej armii nie ma. A zbrodni na ludności dopuścili się Rosjanie. Natomiast to, że gdy są atakowane całe miasta również bronią się tereny zajmowane przez cywilów, że dochodzi do nich do walk partyzanckich jest rzeczą normalną.

Co do raportu, to Putin ma swoich „zwiadowców” w wielu miejscach na Zachodzie. Również w wielu zachodnich organizacjach. A takim raportem renomowane niegdyć Amnesty International skutecznie burzy swój autorytet.

Przeczytaj też:

Dlaczego w sierpniu Kościół zakazuje picia alkoholu? Rozmowa z księdzem

Prof. Bugaj: Wakacje kredytowe to niedobry pomysł. Dziwię się, że rząd na to poszedł


Lubię to! Skomentuj60 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka