Były ambasador RP w Moskwie: Zaryzykuję stwierdzenie, że wynik wojny jest już przesądzony

Przebieg walk na Ukrainie pozwala na ostrożny optymizm mówi prof. W.Marciniak Fot. PAP/Alena Solomonova
Przebieg walk na Ukrainie pozwala na ostrożny optymizm mówi prof. W.Marciniak Fot. PAP/Alena Solomonova
Zaryzykuję tezę, że Kreml zastanawia się nie nad wycofaniem z Ukrainy, tylko jak to zrobić. Natomiast potrwać to może jeszcze długie miesiące – mówi Salonowi 24 prof. Włodzimierz Marciniak. Sowietolog, były ambasador RP w Moskwie.

Gdy rozmawialiśmy kilka tygodni temu sytuacja na froncie była złożona. Owszem, Rosjanie ponieśli spektakularne porażki, nie osiągając swoich strategicznych celów. Pesymiści podnosili jednak, że wciąż zajmują większą powierzchnię niż przed 24 lutego, a grając na przeczekanie wciąż są bliżej wygrania wojny. Teraz trwa ukraińska kontrofensywa. Czy można już mówić o ostatecznym przełomie i bliskim zwycięstwie strony ukraińskiej?

Prof. Włodzimierz Marciniak: Trudno jeszcze mówić o zasadniczym przełomie, na to jest zdecydowanie za wcześnie. Zobaczymy jak dalej będzie rozwijać się ukraińska ofensywa na odcinku charkowskim. Trudno tu prognozować, bo nie wiemy jak wyglądają rezerwy armii ukraińskiej. Nie wiemy też, jak wygląda sytuacja w obwodzie chersońskim. A to bardzo ważne. Nie tyle z militarnego, co symbolicznego. Chersoń to bowiem jedyne duże miasto ukraińskie zajęte przez Rosję. Jeśli tam dojdzie do kapitulacji wojsk rosyjskich, to będzie wydarzenie o ogromnym znaczeniu. Na to przyjdzie jeszcze poczekać – armia ukraińska stosuje taktykę stopniowego okrążania wroga, zaciskania pętli. Ona jest zrozumiała, chodzi o minimalizowanie strat. Patrząc jednak na obecną sytuację na froncie jestem ostrożnym optymistą. Jednak trzeba tu też rozróżnić dalszy przebieg walk, który może być różny, od ostatecznego wyniku wojny, który wydaje mi się już przesądzony.

Niezależnie od wyniku walk?

Zaryzykuję tezę, że Kreml zastanawia się nie czy, ale jak się z Ukrainy wycofać. Natomiast potrwać to może jeszcze długie miesiące. Jeśli stanie się to szybciej, to będziemy się cieszyć. Ale ja jestem tu też ostrożnym optymistą. Rosja przegrywa, ale walki jeszcze potrwają.

W związku z ostatnią kontrofensywą w Niemczech pojawiły się głosy, że skoro Ukraina odnosi sukcesy, to należy mocniej ją wesprzeć. Faktycznie polityka Unii Europejskiej była zróżnicowana. Z jednej strony UE potępiła agresję. Ale co do pomocy Ukrainie stanowisko Niemiec i Francji było znacznie mniej jednoznaczne niż Polski, czy krajów skandynawskich?

Te sygnały z Niemiec są zrozumiałe. Trzeba się dołączyć do zwycięzcy. Aczkolwiek kanclerz Scholz podjął próbę rozmów z Putinem. Wydaje się, że celem Niemiec nadal jest niedopuszczenie do porażki Rosji. Tu cele Waszyngtonu i Berlina się rozjeżdżają. Niezależnie od wszystkiego, obecnych sukcesów Ukraińców, asymetria sił pomiędzy Ukrainą i Rosją jest wciąż ogromna. Tam, gdzie Ukraina ma setki rakiet, Rosjanie liczą je w tysiącach. Ale to nie jest jeszcze najważniejsze. Na początku konfliktu Ukraina była wyposażona w rakiety o zasięgu 120,130 kilometrów. Rosja w rakiety o zasięgu 2 tysięcy kilometrów. To jest różnica porażająca. To oznacza, że nawet gdy Rosjanie zostaną wyparci z Krymu, ona nie zniknie. Wciąż będą mogli razić cele na terytorium Ukrainy, prowadzić wojnę o charakterze terrorystycznym. I jedynym sposobem, by temu przeciwdziałać jest wyrównanie tej dysproporcji sił. Czyli przekazanie Ukrainie broni, która pozwoli na skuteczny odwet i wyrówna tę asymetrię. Ja nie sądzę, by Niemcy chcieli dostarczać Ukrainie rakiety, którymi Ukraina będzie swobodnie razić cele po stronie Federacji Rosyjskiej. Bo przebieg walk wydaje się przesądzony. Ale kluczowe jest to, jak zachód wesprze Ukrainę po niej. Co do deklaracji niemieckich polityków – synów marnotrawnych należy witać z radością, ale warto dowiedzieć się o co realnie im chodzi.

Ostatnio pojawiły się też informacje o wotum nieufności ze strony samorządowców w Rosji wobec Putina. Rosyjskie społeczeństwo faktycznie się budzi, czy twierdzenia o upadku Putina świadczą o przesadnym optymizmie?

Te deklaracje były wystąpieniami samorządów niższego szczebla, ale do tych oświadczeń dołączyli się deputowani z wielu miast, nie tylko Petersburga i Moskwy. W pierwszym momencie pomyślałem, że może ci ludzie postanowili „pójść na szafot” by ratować honor Rosji. Potem zacząłem się zastanawiać, czy czasem nie jest tak, że oni coś wiedzą. Natomiast fakt, że ludzie ci zdecydowali się na odważny krok, bo wezwanie prezydenta do ustąpienia to cios między oczy, jest ważny. Świadczy, że w Rosji coś się zmienia. To jest wyraźny sygnał tych zmian.

Przeczytaj też:


Lubię to! Skomentuj41 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka