Dramatyczna sytuacja na Węgrzech. Były wicepremier o reperkusjach dla innych krajów

Premier Viktor Orban (z prawej) spotkał się z premierem Albanii. W kraju ma poważne problemy związane z paniką na rynku paliwowym Fot. PAP/EPA/MALTON DIBRA
Premier Viktor Orban (z prawej) spotkał się z premierem Albanii. W kraju ma poważne problemy związane z paniką na rynku paliwowym Fot. PAP/EPA/MALTON DIBRA
To, co się dzieje, to wyłącznie węgierski problem. Panika na rynku pojawiła się w związku z zapowiedziami Viktora Orbana większej ingerencji w rynek paliwowy. Natomiast ona nie będzie mieć większego wpływu na inne kraje. Szczególnie, że sytuacja ogólna na rynku paliwowym poprawia się. Cena ropy może nie spada, ale nie rośnie. A to już jest bardzo pocieszające – mówi Salonowi 24 Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka (l. 1997-2001).

Brak paliwa, ogromne kolejki na stacjach – sytuacja na Węgrzech wygląda niepokojąco. Na ile może przenieść się na inne kraje europejskie?

Janusz Steinhoff: To problem Węgier, nie będzie mieć wielkiego wpływu na sytuację w innych krajach Unii Europejskiej. Panikę na Węgrzech wywołał osobiście, poprzez swoje zapowiedzi premier Viktor Orban. Węgry są jednak sytuacją nietypową. Z perspektywy europejskiej poważniejszym problemem jest dziś deficyt oleju napędowego. Importowaliśmy go z Rosji, Białorusi i import ten po inwazji Rosji na Ukrainę ustał. Brak surowca powoduje, że jego cena w Polsce i Europie jest bardzo wysoka. Pomijam już kwestie związane z niekonkurencyjnym rynkiem w Polsce, dominującą pozycją Orlenu. To naprawdę poważny problem, wielokrotnie mówiłem, że działania podejmowane przez polskie władze miały wymiar antyrynkowy, z punktu widzenia Skarbu Państwa były niedopuszczalne. Ale nie zmienia to faktu, że i z przyczyn obiektywnych cena za litr oleju napędowego znacznie przekroczyła cenę litra benzyny.

Wróćmy jednak do problemów Węgier – na ile mogą one mieć reperkusje dla gospodarki innych krajów w tym Polski?

Znikomy, to co się dzieje, to wyłącznie węgierski problem. Jak wspomniałem, panika na rynku pojawiła się w związku z zapowiedziami Viktora Orbana większej ingerencji w rynek paliwowy. Natomiast ona nie będzie mieć większego wpływu na inne kraje. Szczególnie, że sytuacja ogólna, pomijając problemy takie jak z olejem napędowym, poprawia się. Cena ropy pomimo coraz bardziej skutecznego embarga na rosyjską ropę jest stała, może nie spada, ale nie rośnie. A to już jest bardzo pocieszające. Cena wynosi dziś ponad 80 dolarów za baryłkę. Muszę powiedzieć, że porozumienie krajów G7 i Unii Europejskiej w sprawie maksymalnej ceny za ropę rosyjską, jest bardzo skutecznym narzędziem. Wypada zgodzić się z opiniami, że na rynku paliwowym tworzy się swego rodzaju sojusz konsumentów.

Na czym polega?

Na tym, że zmierzamy do sytuacji, w której to nie dostawcy i producenci, ale odbiorcy paliw będą mieć wpływ na ceny ropy. Mamy pierwsze duże porozumienie importerów ropy. Ta sytuacja jest dobra  z punktu widzenia samych konsumentów.  Kolejną pozytywną przesłanką jest osłabienie Rosji. Już możemy zauważyć, że uderzenie w Federację Rosyjską ostatnimi sankcjami, spowoduje stosunkowo duże ubytki w dochodach tego kraju. Przypomnę, że Rosjanie eksportują ropę za 100 miliardów dolarów. Natomiast połowę tej ropy eksportowali do Unii Europejskiej. Teraz to się zmienia. Wcześniej czy później nastąpi gruntowne przemodelowanie tego rynku. Mam nadzieję, że kraje UE będą konsekwentne w swych działaniach. Nie będą szukać kompromisu tam, gdzie go nie ma. I, że dopóki Rosja nie stanie się demokratycznym krajem, dopóki nie porzuci swojej imperialnej polityki, Europa nie wróci do współpracy z tym państwem.

Czytaj dalej:


Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka