Saramonowicz próbuje się tłumaczyć z ataku na Volny. Poszło o przemoc Kaczmarskiego

Redakcja Redakcja Celebryci Obserwuj temat Obserwuj notkę 74
Ostatnio głośno jest o konflikcie reżysera Andrzeja Saramonowicza i Patrycji Volny, córki Jacka Kaczmarskiego, która zarzuciła reżyserowi negowanie przemocy, którą poeta stosował wobec jej i jej matki, Ewy Wolny. Wszystko zaczęło się kilka dni temu, gdy Patrycja Volny wrzuciła do sieci prywatne wiadomości, jakie otrzymała od Saramonowicza, który zdaje się nie być pogodzony z tym, że Jacek Kaczmarski był po prostu agresorem i stosował przemoc wobec swojej rodziny. Sam reżyser kolejny raz próbuje tłumaczyć się z tej korespondencji.

Andrzej Saramonowicz wspomina Jacka Kaczmarskiego i wywołuje burzę

Wróćmy do 21 marca br. Andrzej Saramonowicz ma swój facebookowy cykl pt. "Codziennie jeden wiersz". Tego właśnie dnia zamieścił utwór Jacka Kaczmarskiego "Rozmowa" i dopisał, że gdyby poeta jeszcze żył, skończyłby 66 lat.

Ten post doprowadził do dyskusji, w której Kaczmarskiemu wypominano alkoholizm oraz stosowanie przemocy wobec rodziny. Patrycja Volny, córka Kaczmarskiego w 2017 roku udzieliła wywiadu "Gazecie Wyborczej", w którym opowiedziała o swoich traumach spowodowanych mroczną stroną ojca. Poniżej załączamy fragmenty tej rozmowy.

"Kiedy zaczęło się tak źle dziać w pani rodzinie?

– Między moim siódmym i ósmym rokiem życia. Mieszkaliśmy wtedy w Perth [w Australii - red.]. Ojciec był sfrustrowany, agresywny, dużo pił. Zamykał się w swoim pokoju i wpadał w ciągi. Regularnie poszturchiwał mamę, ja kilka razy dostałam od niego pasem, choć mama zawsze starała się mnie chronić. Włączyło się jednak u niej to klasyczne współuzależnienie: jak zapił i nie mógł wstać na koncert, to matka dzwoniła, usprawiedliwiała go, świeciła oczami. W końcu przestała chować butelki, bo zabrakło jej sił. Sama zaczęła mieć problemy ze zdrowiem. Awantury wybuchały więc zazwyczaj wtedy, kiedy dał sobie w szyję, a mama mówiła mu kilka słów prawdy. Na przykład, że chce odejść. A on nie chciał, bo po co? Wygodny dom, żona, wikt i opierunek" - opowiadała Volny w rozmowie z Izą Michalewicz.

"Miałam dziesięć lat. Ojciec po raz kolejny był agresywny, w końcu zobaczyłam, jak leje mamę. Był to dla mnie potworny wstrząs, bo wcześniej tego nie widziałam. Tylko słyszałam krzyki zza drzwi... Wolę nie wracać do szczegółów (...) Najpierw ukryłyśmy się u znajomych. Mama musiała zgłosić sprawę na policji, by od służb socjalnych dostać jakieś locum zastępcze. W międzyczasie umieszczono nas w domu samotnej matki. Dom mieścił się na peryferiach Perth, w biednej dzielnicy, mieszkały tam kobiety z różnych środowisk, często patologicznych. Była wśród nich bardzo zamożna Azjatka, która szybko stamtąd zniknęła, były też kobiety naprawdę biedne. Ale ja bawiłam się ze wszystkimi dziećmi. Nie wspominam tego jako traumy, wręcz przeciwnie: wreszcie miałyśmy spokój. Odpoczywałam psychicznie" - mówiła na łamach "GW".


Patrycja Volny ujawnia wiadomości od Saramonowicza

W dyskusji pod postem Saramonowicza internauci odnosili się właśnie do tego wywiadu. Aż doszło do tego, że Patrycja Volny na swoim profilu zamieściła w dwóch wpisach treść wiadomości, które otrzymała od Andrzeja Saramonowicza, który najwidoczniej nie wytrzymał po przeczytaniu komentarzy.

„Myślę, że się kompletnie pogubiłaś. Był wielkim artystą i jego twórczość powinna zostać wśród ludzi. Swoją nastoletnią histerią, której nigdy w dorosłym wieku nie zanegowałaś, zrobiłaś polskiej kulturze wielką przykrość. Poczytaj sobie komentarze pod moim wpisem. Zaj…łaś ojca dokumentnie” – napisał Saramonowicz w wiadomości do Patrycji Volny.

- Pretensje adresować do kata, nie do ofiary. Tyczy się do wszystkich przypadków - publicznych i prywatnych – skwitowała Volny.     



Saramonowicz próbuje się tłumaczyć po raz kolejny

Jak można się było spodziewać, na reżysera spadła ogromna krytyka. Najpierw próbował się tłumaczyć, twierdząc, że jego korespondencja jest wyrwana z kontekstu.

"Z Patrycją Volny i jej matką spotykaliśmy się wielokrotnie. Wszyscy byliśmy zainteresowani filmem biograficznym o Kaczmarskim, nikt z nas nie chciał zrobić okolicznościowej laurki. To miała być rzecz o wielkim artyście i mrocznym człowieku. Obie panie opowiadały mi z detalami o życiu z Jackiem Kaczmarskim, niczego nie ukrywając: o jego alkoholizmie, niedojrzałości, stanach depresyjnych i epizodach alkoholowej agresji" - napisał Saramonowicz.

"Wyrwanie słów z kontekstu i nadanie im nowego - oto ofiara przemocy domowej ponownie jest atakowana przez nieznanego sobie, a znanego opinii publicznej reżysera - jest dla mnie manipulacją nastawioną wyłącznie na rozgłos, a nie opisem prawdy" - dodał reżyser.

Ostatecznie w poniedziałek reżyser jeszcze raz zabrał głos w sprawie. – Zostałem niesprawiedliwie oskarżony o poglądy, których nie mam i postawę, która jest mi całkowicie obca (...) Jest absurdem oskarżanie mnie o chęć tuszowania niechlubnych kart z osobistego życia Jacka Kaczmarskiego. Ma prawo Patrycja Volny głosić co chce o ojcu, mam prawo i ja (jako zwykły odbiorca jego twórczości, której zawdzięczam wiele dobrego) upomnieć się o sprawiedliwą publiczną ocenę Kaczmarskiego jako artysty.

Jego cały wywód możecie przeczytać w poście poniżej.

źródło zdjęcia: Facebook/Patricia Volny/YouTube/Saramonowicz

Czytaj dalej:

SW

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj74 Obserwuj notkę

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości