Mówienie o przegłosowaniu traktatów to idiotyzm uważa nasz rozmówca Fot. Pixabay
Mówienie o przegłosowaniu traktatów to idiotyzm uważa nasz rozmówca Fot. Pixabay

Poseł KO: Za bzdury o traktatach marszałek powinien od razu wziąć laskę i zdzielić w łeb

Redakcja Redakcja Na weekend Obserwuj temat Obserwuj notkę 188
Jeśli kolejny poseł wyjdzie na mównicę i będzie mówił jakieś idiotyzmy o tym, że Parlament Europejski zmienia traktaty, to marszałek powinien od razu wyciągnąć swoją laskę marszałkowską i mówiąc brzydko zdzielić takiego delikwenta w łeb. Mówienie o anihilacji, utracie niepodległości, to jest idiotyzm. Musimy głośno mówić o tym, że nie zgadzamy się na takie traktowanie Polaków. Czuję się jak w czyśćcu. Jest nadzieja – wybory przecież wygraliśmy, niebawem stworzymy rząd, ale jeszcze nie rządzimy. Niby mamy większość, ale tak naprawdę to PiS nadal ciągnie za sznurki – mówi Salonowi 24 Jarosław Wałęsa, poseł Koalicji Obywatelskiej.

Ostatnio wypowiadał się Pan dla Salonu 24 tuż po wyborach, minęło kilka tygodni. Premier Morawiecki niebawem przedstawi rząd, próbuje zbudować większość, na razie jej jednak nie ma. Jak ocenia Pan ten początkowy czas Sejmu X kadencji?

Jarosław Wałęsa: Jak patrzę na scenę polityczną całościowo, to czuję się jakbym był w czyśćcu. Bo jest nadzieja – wybory przecież wygraliśmy, niebawem stworzymy rząd, ale jeszcze nie rządzimy. Niby mamy większość w Sejmie, ale tak naprawdę to PiS nadal ciągnie za sznurki. Także pod tym względem nie można stwierdzić, że sytuacja jest komfortowa. Natomiast tę nie do końca dobrą sytuację równoważy nam to, co dzieje się w samym Sejmie. Nareszcie można być posłem. Dostaje się dwie minuty na wystąpienia. Nikt nie odbiera głosu, jak człowiek przestrzega regulaminu. Tak naprawdę w Sejmie rozpoczęła się normalna debata parlamentarna. To jest naprawdę wiatr w żagle. Jestem tak szczęśliwy, że wracamy do normalnego funkcjonowania polskiego parlamentu, że trudno to opisać.

Tego wiatru w żagle nie czuje przyszła opozycja, a ustępująca władza, czyli PiS. Politycy Zjednoczonej Prawicy czują się pokrzywdzeni, bo ich przedstawicieli nie ma zarówno w prezydium Sejmu, jak i Senatu, swoje głosowania przegrali pani Elżbieta Witek i pan Marek Pęk. Dlaczego nie dajecie miejsca dla przedstawicieli Waszego głównego konkurenta?

Po pierwsze miejsce dla przedstawiciela Prawa i Sprawiedliwości w prezydium jest. Oni mówią, że nikt nie będzie im dyktował, kogo mają tam wysyłać. Tylko że to jest jednak przejaw pewnej hipokryzji. Bo ja przypomnę, że gdy po raz pierwszy dostałem się do Sejmu w 2005 roku, to jeszcze była mowa o PO-PiS-ie, czyli koalicji Prawa i Sprawiedliwości z Platformą Obywatelską. My wystawiliśmy na marszałka Bronisława Komorowskiego. I nagle PiS oznajmił, że na tę kandydaturę nie może być zgody. Faktycznie potem głosami PiS późniejszy prezydent został odrzucony, a tamten spór był jednym z powodów niepowołania koalicji PO-PiS. I teraz, po tylu latach, oni nagle oburzają się, że może nam nie odpowiadać jakaś osoba.


No przecież myśmy szli do wyborów i wygraliśmy te wybory, ze sztandarowym hasłem, że będą pewne rozliczenia. My nie możemy się zgodzić na osoby, które łamały regulamin Sejmu, konstytucję, nie przestrzegały prawa, niszczyły polski parlamentaryzm. To jest chyba oczywiste. Po pierwsze to jest kwestia zasad. Po drugie tego, jak byśmy wyglądali w oczach naszych wyborców. Jakbym zagłosował jakbym zagłosował w Sejmie za taką osobą, to jadąc do Gdańska nie miałbym do czego wracać.

No dobrze, ale ta sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdybyście z uwagi na zastrzeżenia do pani marszałek nie poparli jej kandydatury, ale w Senacie w pierwszym głosowaniu poparli Marka Pęka. To byłby dowód, że chcecie w prezydium przedstawicieli drugiej strony, ale nie chcecie pewnych osób?

Nie uciekam od odpowiedzi, ale nie jestem senatorem. Nie znam wewnętrznych relacji w izbie wyższej. Wiem, że panu Pękowi zarzucano pewne wypowiedzi, które rzeczywiście nie przystają senatorom, posłom, komukolwiek zajmującemu takie stanowisko, ale naprawdę nie zasiadam w Senacie, nie znam sytuacji na tyle dobrze, by ją dokładnie przeanalizować. Natomiast nikt PiS-owi nie odbiera miejsca w prezydium także Sejmu. Jeśli przedstawią odpowiednią kandydaturę, nie tak kontrowersyjną, na pewno wicemarszałka mieć będą.

Sam premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla Salonu 24 przyznał, że szanse na zyskanie poparcia dla jego gabinetu są niewielkie, około 10 proc. Chodzi jednak o to, żeby zasiać pewne ziarno i patrzeć przyszłościowo. Podejmie więc próbę zbudowania tej większości.

Jeżeli w poniedziałek premier powie, że ma skompletowany rząd i poparcie dla niego, to ja bym chciał we wtorek zgłosić wniosek formalnym, żeby tych kilkudziesięciu posłów, z którymi rozmawiał Mateusz Morawiecki, podniosły rękę. Żebyśmy może ucięli te spekulacje, w które wierzy chyba sam Mateusz Morawiecki, bo nawet posłowie jego własnego klubu nie chcą się bawić już w te zabawy. Malutka część mnie marzy o tym, że wyjdzie premier Morawiecki i powie: „Niestety nie udało mi się skompletować rządu, niestety przechodzimy do drugiego kroku konstytucyjnego”. Oczywiście, to tylko marzenie, bo zapewne ta szopka, ten teatr, absurd i po prostu marnowanie polskiego czasu będzie kontynuowane przez kolejne 14 dni, do maksymalnego wymiaru. Poziom frustracji wzrasta, gdy widzi się tak jawne naginanie prawa tylko do swoich własnych, partykularnych interesów.

Patrząc jednak z drugiej strony – PiS pierwsze miejsce zajął, liczy, że zbuduje większość. To się zapewne nie uda, więc niebawem to Wy przejmiecie władzę, po co kruszyć kopie?

Przepraszam, ale to nie do końca tak jest, że to tylko dwa tygodnie, PiS odda władzę i wszystko będzie w porządku. Rząd powstanie dopiero 13 grudnia, a już 14. jest Rada Europejska. Chcąc bronić polskich interesów, przedstawiać swoje racje na arenie międzynarodowej i w takim miejscu jak właśnie Bruksela, nie możemy tego robić, bo te partykularne interesy PiS-u okazują się ważniejsze od interesu Polski. To mnie bardzo irytuje, choć prywatnie określiłbym to znacznie ostrzej.

Właśnie, w kwestii interesu Polski. We wspomnianym wywiadzie premier Mateusz Morawiecki ostro skrytykował propozycje zmian traktatów w Unii Europejskiej. Również inni politycy PiS, jak prezes Jarosław Kaczyński, mówią o utracie niepodległości, wręcz anihilacji Polski. Po zmianach traktatu Unia Europejska zmieni się wręcz w państwo europejskie, całkowicie narzucające nam swoją wolę…

Jeśli kolejny poseł wyjdzie na mównicę i będzie mówił jakieś idiotyzmy o tym, że Parlament Europejski zmienia traktaty, to marszałek powinien od razu wyciągnąć swoją laskę marszałkowską i mówiąc brzydko zdzielić takiego delikwenta w łeb. Muszę ważyć słowa, ale to naprawdę mnie irytuje.


Trudno by było inaczej, gdy słyszę jak jeden, drugi i trzeci poseł PiS-u, ministrowie i premier wychodzą i mówią, że nagle musimy się dostosować do nowej rzeczywistości, a Parlament Europejski zmienia traktaty, bez naszej wiedzy. Mówienie o anihilacji, utracie niepodległości, to jest idiotyzm. Skrajna głupota. Musimy głośno mówić o tym, że nie zgadzamy się na takie traktowanie Polaków i nas wszystkich.

No dobrze, ale ewentualne zmiany w traktatach w wersji przegłosowanej przez Parlament Europejski faktycznie drastycznie ograniczyłyby kompetencje państw?

Tylko że Parlament Europejski nie ma takich kompetencji. Rzeczywiście przegłosował coś, co jest zbyt daleko idące i z tym się zgodzę w 100 procentach. Jednocześnie to jest jakiś pomysł na dyskusję. A rozmowa o tym, że traktaty trzeba zmieniać, że trzeba udoskonalać i usprawniać funkcjonowanie Unii Europejskiej, sama w sobie nie jest niczym złym. Jednak od rozmowy do zmiany traktatów to jest tak trudna, zawiła i długa droga, że naprawdę nie przesadzajmy.


Na końcu to nie Parlament Europejski, który nie ma takiego prawa, ale Rada Europejska, w której przedstawicieli mają wszystkie państwa członkowskie, zdecyduje o ewentualnych zmianach traktatu. I tu musi być jednomyślność, decyzję muszą podjąć wszystkie państwa członkowskie. Przepraszam, że jestem taki emocjonalny, ale przez cały tydzień słyszę z tamtej strony, że traktaty są zmieniane, już w ogóle Unia nie będzie taka, jak my chcemy, a to po prostu nieprawda.

Premier stwierdził, że on nie obawia się specjalnie tych komisji śledczych, które powstaną, ale jedno co go martwi, to to, że opozycja skupia się na komisjach śledczych, a nic nie mówi o realizacji programu?

To kolejny absurd. Premier udaje, że tworzy rząd, ale chce rozliczać rząd, który jeszcze nie powstał. Logiki tutaj nie ma żadnej. PiS, o co mam do tej partii największe pretensje, nie interesuje tym, co jest ważne dla Polaków, ale tym, co jest ważne dla ich własnej kieszeni. I dlatego zostają odsunięci od władzy i dlatego my powołujemy te komisje śledcze.

Kiedy Pana zdaniem powstanie nowy rząd?

Chciałbym jak najszybciej, ale wygląda na to, że stanie się to dopiero 13 grudnia, po powrocie z nart prezydenta Andrzeja Dudy.

Czytaj dalej:

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj188 Obserwuj notkę

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo