fot. PAP/Piotr Polak
fot. PAP/Piotr Polak

Korona dostała skrzydeł i wciąż jest w grze. Ruch kończył w dziesiątkę

Redakcja Redakcja Ekstraklasa Obserwuj temat Obserwuj notkę 0
Piłkarze Korony do meczu z Ruchem przystępowali z "nożem na gardle". Praktycznie tylko zwycięstwo przedłużało i tak już małe szanse na utrzymanie. Chorzowianie grali wyłącznie o prestiż. Mecz Korona Kielce - Ruch Chorzów zakończył się wynikiem 2:0.

Szturm Korony na bramkę Ruchu

W meczu ze zdegradowanym już zespołem z Chorzowa kielczanie musieli zdobyć trzy punkty, by nie stracić całkowicie szans na pozostanie w ekstraklasie. Korona była zdecydowanie lepszą drużyną, a porażka dwiema bramkami to najniższy rezultat dla Ruchu.„Niebiescy”, mimo że wiosną spisują się znacznie lepiej niż jesienią, to w przyszłym sezonie występować będą na zapleczu ekstraklasy.

Kielczanie od początku ruszyli do zdecydowanych ataków i już w szóstej minucie pod bramką Dante Stipicy było niebezpieczne. Po dośrodkowaniu Miłosza Trojaka, Adrian Dalmau głową zagrał do Dawida Błanika, ale obrońcy gości w ostatniej chwili zażegnali niebezpieczeństwo. Chwilę później strzał Danny’ego Trejo minimalnie minął spojenie słupka z poprzeczką. Szturm Korony trwał nadal. Uderzenie Martina Remacle’a zablokował Szymon Szymański, a strzał Bartosza Kwietnia był niecelny.

Z czasem chorzowianie zaczęli grać odważniej, Michał Feliks głową uderzył ponad poprzeczką bramki gospodarzy, Xavier Dziekoński nie musiał także interweniować po woleju Bartłomieja Barańskiego. W 19. min dobrą okazję mieli podopieczni Kamila Kuzery, ale Trejo z kilku metrów nie trafił głową w światło bramki. Cztery minuty później kielczanie wyszli z kontrą, ale Remacle zamiast podawać do któregoś z kolegów z drużyny zdecydował się na strzał, który został zablokowany. Po chwili Belg uderzył tuż zza linii pola karnego, ale tym razem niecelnie.


Samobój Dadoka

Zespół z Kielc przez dłuższy czas praktycznie nie schodził z połowy rywala. Po półgodzinie gry wydawało się, że gospodarze muszą objąć prowadzenie. Dalmau podał do Remacle’a, ale pomocnik Korony w sytuacji sam na sam ze Stopicą uderzył wprost w Chorwata. Bramkarz zespołu z Górnego Śląska nie skapitulował także po strzale Błanika. W 39. min będący w polu karnym Remacle nie trafił w bramkę Ruchu. Napór Korony przyniósł w końcu efekt tuż przed przerwą. Po rzucie rożnym piłkę przedłużył Dalmau, a pomocnik „Niebieskich” Robert Dadok interweniował tak niefortunnie, że pokonał Stipicę.

Przed rozpoczęciem drugiej połowy trener gości Janusz Niedźwiedź zdecydował się na dwie zmiany, na boisku pojawili się Filip Wilak i Soma Novothny. Nie zmieniło to obrazu gry, napór gospodarzy trwał nadal, a trzy minuty po wznowieniu gry mogli oni podwyższyć prowadzenie. Strzał głową z bliskiej odległości Dalmau w instynktowny sposób obronił Stipica, a dobitka Fredrika Krogstada minęła bramkę Ruchu. W ciągu kilku następnych minut Korona stworzyła dwie dogodne sytuacje, ale Miłosz Trojak głową uderzył niecelnie, a strzał Trejo zablokował obrońca Ruchu.


Cofnięta decyzja o żółtej kartce

Dopiero teraz obudzili się chorzowianie. Silne uderzenie Dadoka obronił Dziekoński, a dobitka Filipa Starzyńskiego była niecelna. W 61. min po starciu Kwietnia z Novothnym sędzia Paweł Malec po raz drugi ukarał obrońcę Korony żółtą kartką, ale później wycofał się z tej decyzji. Na kwadrans przez końcem regulaminowego czasu gry drużyna Kuzery zdobyła drugą bramkę. Po dośrodkowaniu Jacka Podgórskiego piłka trafiła do Jewgienija Szykawki, a Białorusin, który na boisku pojawił się osiem minut wcześniej, pokonał chorwackiego bramkarza gości.

Goście dążyli do zdobycia honorowej bramki, blisko tego był Filip Starzyński, ale z 20 metrów uderzył ponad poprzeczkę bramki Korony. Ostatecznie wynik się nie zmienił i Korona nadal zachowała szansę na utrzymanie. Zespół z Chorzowa mecz kończył w „dziesiątkę”. Urazu doznał hiszpański stoper Josema, a Janusz Niedźwiedź wcześniej wykorzystał limit zmian.

ja

Zdjęcie: Korona Kielce - Ruch Chorzów 2:0, fot. PAP/Piotr Polak

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport