na zdjęciu: z lewej: prokurator Ewa Wrzosek, z prawej Gmach Sądów Grodzkich w Warszawie. fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 pl
na zdjęciu: z lewej: prokurator Ewa Wrzosek, z prawej Gmach Sądów Grodzkich w Warszawie. fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 pl

Labirynt tajemnic. Sędziowie kryją sędziów w sprawie prokurator Wrzosek

Redakcja Redakcja Sądownictwo Obserwuj temat Obserwuj notkę 32
Zarówno Warszawski Sąd Okręgowy jak i Apelacyjny dały CBA zgodę na zastosowanie Pegasusa wobec prokurator Ewy Wrzosek. Kiedy Salon24 zapytał o dane sędziów, doszło do kuriozalnej sytuacji. Sąd Okręgowy zaczął piętrzyć trudności, by nie dać redakcji odpowiedzi, a Sąd Apelacyjny utajnił nazwisko sędziego. O sprawie informuje Mariusz Kowalewski, dziennikarz Salon24.pl.

Sprawa Ewy Wrzosek i Pegasusa

Pod koniec kwietnia Sąd Najwyższy opublikował tajną uchwałę, która uratowała prokurator Ewę Wrzosek od uchylenia immunitetu i postawienia jej zarzutów. Sąd uznał, że prokuratorka miała prawo wynosić informacje ze śledztwa. W tej samej uchwale sędzia Wojciech Kozielewicz stwierdził, że CBA miało prawo użyć Pegasusa, by pozyskać informacje z telefonu Ewy Wrzosek. Dzięki temu, że odtajniono uchwałę, możliwe stało się ustalenie, jaki konkretnie sędzia wydał zgodę na zastosowanie Pegasusa wobec prokurator. 

Wcześniej w ten sam sposób Salon24 ustalił dane sędziów, którzy wydali zgodę na zastosowanie Pegasusa dla SKW w 2019 i 2020 roku. Podaliśmy sygnaturę postanowienia, a Sąd Najwyższy na tej podstawie podał nam dane sędziów. 


Walka z systemem. Trudności piętrzyły się coraz bardziej

Redakcja Salon24 wysłała pytania do warszawskich sądów na początku maja. Jako pierwszy odpowiedział Sąd Okręgowy w Warszawie, który pismem jednego z wiceprezesów zażądał od dziennikarza Salon24, by się wylegitymował.

Po wysłaniu legitymacji prasowej redakcja otrzymała kolejnego maila. Tym razem pismo wysłał kolejny wiceprezes Sądu Okręgowego. "Wzywam do usunięcia niezbędnego do wydania decyzji administracyjnej o odmowie udostępnienia informacji publicznej braku formalnego, tj. do złożenia wniosku o udostepnienie informacji publicznej, opatrzonego własnoręcznym podpisem lub nadesłania drogą elektroniczną za pośrednictwem Elektronicznej Skrzynki Podawczej, zlokalizowanej na platformie ePUAP wniosku opatrzonego kwalifikowanym podpisem elektronicznym bądź́ podpisem potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP ze wskazaniem adresu korespondencyjnego Redakcji oraz danych osobowych Redaktora Naczelnego w terminie 7 dni od dnia doręczenia tego pisma pod rygorem pozostawienia wniosku bez rozpoznania" – czytamy w korespondencji otrzymanej od wiceprezesa Sądu Radosława Lenarczyka. 

Lenarczyk wiceprezesem warszawskiego sądu został w 2023 roku. Wcześniej pracował w Sądzie Rejonowym w Piasecznie. Przez środowisko prawnicze uważany jest za nominata Zbigniewa Ziobry. W przeszłości zbierał podpisy poparcia dla neo-KRS. Na początku tego roku grupa ponad 129 sędziów napisała list do Adama Bodnara, Ministra Sprawiedliwości i domagała się m.in. jego odwołania. 


Tajne przez poufne. Nazwiska objęte tajemnicą

Z kolei warszawski Sąd Apelacyjny początkowo w ogóle nie odpowiadał na naszą korespondencję. Po kilku upomnieniach redakcja Salon24 otrzymała maila z informacją, że nie dostanie nazwiska sędziego, który zgodził się na inwigilację prokurator Wrzosek. 

"Uprzejmie informuję, że postanowienia w obu sprawach mają nadane klauzule tajności „Poufne”, w związku z czym nie jest możliwe udzielenie Panu odpowiedzi na zadane pytania, gdyż naruszałoby to przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych" – odpowiedział dziennikarzowi Salon24 sędzia Arkadiusz Ziarko, który podobnie jak Lenarczyk należy do obozu sędziów związanych z dawnym Ministrem Sprawiedliwości. 

Pod koniec lutego minister Adam Bondar odwołał Piotra Schaba z funkcji Prezesa Sądu Apelacyjnego. Kierowanie Sądem przejął właśnie Ziarko. Sędzia nie uznawał jednak decyzji Bodnara i początkowo odmawiał zwołanie zgromadzenia, które miało wybrać nowe władze warszawskiej apelacji. 

Sąd złamał Konstytucję?

Korespondencję z warszawskim sądem pokazaliśmy dwóm doświadczonym prawnikom. 

- To forma wybiegu, żeby nie udzielić informacji dziennikarzowi, do której jest uprawniony. Nawet w sprawach oznaczonych klauzulą tajne i nawet kiedy zarzuty są tajne, to nigdy nie jest tajne to, kto rozpoznaje sprawę. Nawet, jak sprawa toczy się z całkowitym wyłączeniem jawności, to na sali wisi wokanda i skład sądu jest jawny – mówi dr Paweł Łobacz, dziś adwokat, a w przeszłości doświadczony prokurator, który pracował w zespole śledczym badającym błędy w sprawie porwania Krzysztofa Odlewnika. 

 - Wydając orzeczenie sędziowie nie działają w imieniu osoby fizycznej, ale reprezentują instytucję, jaką jest sąd. Sędziowie są funkcjonariuszami publicznymi. Zgodnie z art. 61 Konstytucji RP obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Ograniczenie takiego prawa nastąpić może jedynie w ramach ustawy, a brak jest takiej regulacji w zakresie danych czynnych sędziów. Ujawnienie imienia i nazwiska sędziego, który wydał postanowienie, nie stanowi naruszenia prawa do ochrony prywatności, gdyż nie może to odnosić się do osób pełniących funkcje publiczne, zwłaszcza, gdy ujawnienie tych danych nastąpić ma w związku z działalnością publiczną tej osoby – uważa adwokat Jakub Orłowski. Według niego odmowa podania informacji o składzie orzekającym jest jawnym złamaniem Konstytucji.

Mariusz Kowalewski

na zdjęciu: z lewej: prokurator Ewa Wrzosek, z prawej Gmach Sądów Grodzkich w Warszawie. fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 pl

Czytaj dalej: 

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo