kot, Fot. Pixabay, zdj. ilustrac.
kot, Fot. Pixabay, zdj. ilustrac.

To jest bestialstwo, nie konserwatyzm. O kocim pyszczku petardą rozwalonym (KOMENTARZ)

Redakcja Redakcja Zwierzęta Obserwuj temat Obserwuj notkę 64
Obrona polityka, który ciągnął na sznurku psa za autem, kobiety, która skazała owczarka na powolną i okrutną śmierć z pragnienia, czy nastolatka, który wsadził kotu do pyszczka petardę, żeby go rozsadzić, nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem, ani tym bardziej chrześcijaństwem. W tradycji łacińskiej szanowano myślistwo, ale zawsze potępiano kłusownictwo. Przedstawianie zwyczajnego prostactwa i bestialstwa jako rzekomej obrony wartości tym wartościom najbardziej szkodzi – pisze Przemysław Harczuk.

Były senator PiS trafił za kratki. Nie za żadne malwersacje finansowe, czy korupcję, nie za nadużycia władzy, ani nic kojarzonego z publiczną działalnością. Były parlamentarzysta usłyszał prawomocny wyrok sądu za znęcanie się nad psem, którego ciągnął na sznurku za samochodem. Temat jest oczywisty – facet dostał wyrok skazujący, miał odsiedzieć wyrok. Nie zgłosił się, więc wysłano za nim list gończy. Nie ma sensu gościa kopać, za kratki trafił, odpokutuje za czyn. Sama sprawa skłania jednak do kilku refleksji.

Zabicie zwierzęcia karane jak człowieka? No, niekoniecznie

Po pierwsze – w Polsce bestialskie traktowanie istot żywych i odczuwających ból, zdarza się niestety często. Kilka dni temu głośno było o kobiecie, która wywiozła psa w odludne miejsce, przywiązała do drzewa, założyła dwa kagańce, by zwierzak nie miał jak jeść i pić, a przede wszystkim nie mógł uwolnić się z więzów. Ktoś go znalazł, odratował, a policjanci dorwali osobę za haniebny czyn odpowiedzialną. Przykładów znęcania jest dużo więcej, pisaliśmy o nich często również w Salon24. Znajdziecie je w sieci, nie będziemy epatować okrucieństwem. Sytuacje wyroków skazujących za bestialstwo wobec zwierząt wywołują też często dyskusję o relacjach ludzi z ich „braćmi mniejszymi”. Padają argumenty, że zabicia zwierzęcia nie można traktować jak zabicie człowieka. „Karze się za pieska i kotka, a za człowieka kary są śmiesznie niskie”. Argument byłby bardzo trafny, gdyby był prawdziwy.

Przypomnę jednak (chyba dwa lata temu pisałem o tym w jednej z polemik), że karą maksymalną za zabicie zwierzęcia są 3 lata więzienia. 5 lat, gdy sprawca działa umyślnie i ze szczególnym okrucieństwem. Maksymalną karą za zabicie człowieka jeszcze niedawno była kara śmierci, a dziś jest dożywocie. 5 lat do kilku dekad spędzonych w pierdlu nijak się nie umywa. Owszem, pada argument, że minimalna kara za zabójstwo jest znacznie niższa. To prawda, ale i tak 8 lat to więcej niż 5 lat. I – przynajmniej tak w praworządnym państwie być powinno – najniższy wymiar kary orzeka się wtedy, gdy nastąpią jakieś okoliczności łagodzące. A więc na przykład ktoś był przez lata ofiarą przemocy, w pewnym momencie nie wytrzymał i dokonał zbrodni na oprawcy. Ciężko to porównywać z zamordowaniem kogoś z premedytacją z haniebnych pobudek (na przykład w celu rabunkowym). Włożenie kotu do pyszczka petardy, żeby wybuchła jest (powinno być) ocenione inaczej niż głupota kogoś, kto wyjdzie z auta „na chwilkę” do sklepu i doprowadzi niecelowo do śmierci zwierzęcia. Surowe (najsurowsze) kary winny dotyczyć tych, którzy świadomie dopuścili się bestialskich zachowań.


Szacunek do zwierząt nie ma nic wspólnego z wariactwem części lewicy

A już zupełnie bez sensu i nie fair jest zestawianie surowych kar dla zwyrodnialców, którzy dręczą i zabijają zwierzęta z postulatami części skrajnie lewicowych populistów, chcących zakazania jedzenia mięsa, a nawet jaj i nabiału, polowań, wędkowania itd. Postulat dbania o dobrostan zwierząt był znany od wielu, wielu lat. O ochronę zagrożonych gatunków troszczono się już przed wiekami w I Rzeczpospolitej (na uwagę zasługują, chociażby starania o uratowanie tura czy sięgająca czasu średniowiecza ochrona bobra). Zawsze była różnica między myśliwymi, którzy musieli stosować się do pewnych zasad, a o przyrodę starali się dbać, a kłusownikami, którzy zwierzęta, często w sposób bardzo okrutny (wnyki itd.) zabijali. Polowania są legalne, produkcja mięsa też. Zakazane jest i powinno być bestialstwo, zadawanie cierpienia, takie jak we wspomnianym przypadku pani, która przywiązała psa do drzewa, by skazać go na powolną śmierć, czy polityka, który psa ciągnął za samochodem. Obrona takich ludzi nie ma nic wspólnego ani z chrześcijaństwem, ani konserwatyzmem, ani normalnością.

Przemysław Harczuk


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj64 Obserwuj notkę

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości