Indyjska fabryka ubrań/ EqualStock on Unsplash
Indyjska fabryka ubrań/ EqualStock on Unsplash

Cła spadają, obawy rosną. Co umowa UE z Indiami zmieni w Polsce?

Redakcja Redakcja Handel Obserwuj temat Obserwuj notkę 119
Unia Europejska i Indie podpisały jedno z największych porozumień handlowych w historii. Skalą przypomina Mercosur, który wyprowadził rolników na ulice. Tym razem protestów nie ma, ale obawy o konkurencję i napływ pracowników z Indii nie są bezpodstawne.

O co chodzi w umowie Indie EU?

Unia Europejska i Indie stworzyły jedną z największych stref wolnego handlu na świecie. UE zobowiązała się zlikwidować cła na ponad 97 procent importu z Indii, a Indie na 96,6 procent towarów z Unii. Europejskie samochody, obłożone do tej pory w Indiach cłem 110 procent, wejdą na tamtejszy rynek z cłem 10 procent. Komponenty motoryzacyjne mają być zwolnione z ceł całkowicie. Obniżki obejmą też maszyny, sprzęt lotniczy, farmaceutyki i chemię. Równolegle Indie otworzyły rynek usług, w tym finansowych, telekomunikacyjnych i transportu morskiego.


Kto w Polsce na tym zyska?

Polska ma realną szansę stać się hubem obsługującym projekty biznesowe między UE a Indiami. Najwięcej zyskają firmy z sektorów maszynowego, hutniczego i przetwórstwa metali. Rosnące inwestycje infrastrukturalne w Indiach oznaczają stabilny wzrost zamówień. Polska branża lotnicza i kosmiczna może włączyć się w indyjskie programy modernizacyjne. Branża chemiczna skorzysta na większym wolumenie sprzedaży komponentów dla motoryzacji. Na uproszczeniu procedur zyskają też mniejsze firmy, dla których barierą wejścia na rynek indyjski były dotąd koszty i biurokracja.

Komisja Europejska szacuje, że handel z Indiami już dziś wspiera około 800 tysięcy miejsc pracy w UE. Jak wskazuje Włodzimierz Kucharczuk z firmy Smart Solutions HR, „powstaną nowe miejsca pracy w eksporcie, logistyce, usługach biznesowych, doradztwie prawnym i podatkowym, technologiach oraz projektach międzynarodowych".

Kto może stracić?

Przede wszystkim przemysł tekstylno-odzieżowy. Małe szwalnie i lokalni producenci odzieży staną przed trudniejszą konkurencją cenową, bo import tanich tekstyliów z Indii stanie się jeszcze łatwiejszy. To schemat znany z innych umów handlowych: duże firmy zyskują dostęp do nowych rynków, drobni producenci konkurujący ceną mogą tego nie przetrwać.

Pracownicy z Indii w Polsce

To pytanie budzi najwięcej emocji. I nie jest bezpodstawne. Już teraz obywatele Indii stanowią 11 procent wszystkich zatrudnionych w Polsce obcokrajowców, jak wynika z raportu Smart Solutions HR.

Umowa wprowadza ułatwienia w mobilności zawodowej: krótkoterminowe delegacje, transfery wewnątrzkorporacyjne i współpraca projektowa staną się prostsze. Dotyczy to przede wszystkim wysoko wykwalifikowanych specjalistów z branży IT i inżynierii.


Ale uproszczenie procedur nie oznacza otwarcia granic. Polskie przepisy wizowe i regulacje dotyczące zezwoleń na pracę pozostają w mocy. Realne ryzyko nie polega na „zalewaniu" rynku, ale na rosnącej konkurencji o stanowiska w sektorach, gdzie indyjscy specjaliści są silni. Z drugiej strony, jak podkreśla Kucharczuk, „zwiększona mobilność specjalistów z jednej strony wpłynie na konkurencję w pozyskiwaniu talentów, z drugiej zaś przyspieszy transfer wiedzy".

Mercosur wywołał protesty. Dlaczego umowa z Indiami nie?

Porównanie nasuwa się samo: podobna struktura, porównywalna skala, zupełnie inna reakcja. Różnica sprowadza się do trzech rzeczy.

Po pierwsze, rolnictwo. Mercosur oznaczał zalew tanią wołowiną i soją z Brazylii, produkowaną w standardach niższych niż unijne. Bezpośredni cios w dochody milionów europejskich rolników. Stąd ciągniki na autostradach. Indie eksportują przyprawy i herbatę, nie konkurują z europejskimi hodowcami.

Po drugie, lobbing. Związki rolnicze potrafią sparaliżować kraj. Przemysł tekstylny, który przy umowie z Indiami traci najwięcej, jest za mały, żeby wyprowadzić ludzi na ulice.

Po trzecie, moment. Geopolityka przykrywa handel. Gdy uwaga skupiona jest na zbrojeniach i wojnie w Ukrainie, umowa handlowa nie przebija się do nagłówków.


Jest jednak temat, który może nabrać temperatury: pracownicy z Indii stanowią już 11 procent zatrudnionych obcokrajowców w Polsce. Na razie działa pod powierzchnią. W sezonie wyborczym tego typu liczby łatwo zamieniają się w nagłówki.

Co to znaczy dla ciebie?

Jeśli pracujesz w eksporcie, logistyce, IT, doradztwie czy przemyśle maszynowym, umowa z Indiami to dobra wiadomość. Więcej zleceń, więcej projektów, więcej pieniędzy w branży. Jeśli prowadzisz małą firmę odzieżową albo szukasz pracy w sektorze, gdzie indyjscy specjaliści są coraz liczniejsi, powinieneś obserwować sytuację uważnie. Polska ma relatywnie atrakcyjne koszty pracy w porównaniu z zachodnią Europą, co czyni ją naturalnym punktem pośrednim dla projektów UE z Indiami. To szansa, ale i wyzwanie.

Tomasz Wypych

Fot: Indyjska fabryka ubrań/ EqualStock on Unsplash

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj119 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (119)

Inne tematy w dziale Gospodarka