Wojna na Ukrainie, a rosyjscy sportowcy, fot PAP/EPA
Wojna na Ukrainie, a rosyjscy sportowcy, fot PAP/EPA

Neutralność to fikcja. Sport wybiela Rosję, gdy Ukraina krwawi

Redakcja Redakcja Sport Obserwuj notkę 11
Cztery lata po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę świat sportu stoi w rozkroku. Z jednej strony deklaracje solidarności, z drugiej stopniowe luzowanie sankcji. Rosyjscy i białoruscy sportowcy wracają na areny jako neutralni, a niektórzy idą jeszcze dalej i przywracają im pełne prawa. W czasie gdy na froncie giną ludzie, sport zaczyna wysyłać sygnał, że wszystko powoli wraca do normy. Problem w tym, że żadnej normalności nie ma, a na Ukrainie giną ludzie z rąk najeźdźców z Moskwy - pisze Mateusz Pacak.

Od dopingu do wojny. Rosja od lat poza zasadami

Izolacja rosyjskiego sportu nie zaczęła się w 2022 roku. Już po ujawnieniu systemowego dopingu podczas igrzysk w Soczi w 2014 roku świat sportu stanął przed pytaniem, czy państwo może bezkarnie manipulować wynikami. Raport Richarda McLarena obnażył udział laboratorium antydopingowego, ministerstwa sportu i służb specjalnych w tuszowaniu pozytywnych testów. Rosja występowała później pod różnymi szyldami, bez flagi i hymnu, jako Rosyjski Komitet Olimpijski albo jako „olimpijscy sportowcy z Rosji”.

Mimo tych kompromisów po czterech dniach od zakończenia zimowych igrzysk w Pekinie w 2022 roku Rosja zaatakowała Ukrainę na pełną skalę. Świat sportu zareagował wtedy stanowczo. Wykluczono drużyny, odebrano organizację imprez, anulowano finał Ligi Mistrzów w Petersburgu, przeniesiono mistrzostwa świata w siatkówce. FIFA usunęła Rosję z baraży o mundial w Katarze.

Wydawało się, że to moment, w którym sport postawi granicę.


Neutralni sportowcy, realna wojna

Dziś sytuacja wygląda inaczej. Rosyjscy i białoruscy zawodnicy coraz częściej startują jako neutralni. W igrzyskach w Paryżu w 2024 roku wystąpiło 15 Rosjan i 17 Białorusinów. W zimowych igrzyskach we Włoszech dopuszczono 13 Rosjan. Nie mogli używać symboli narodowych, ich medale nie były uwzględniane w klasyfikacji, ale byli obecni.

Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie uznał, że sportowcy neutralni powinni mieć prawo startu po spełnieniu określonych warunków. Międzynarodowy Komitet Paralimpijski poszedł jeszcze dalej i przywrócił możliwość startu pod flagą narodową.


Skialpinista Nikita Filippow, który zdobył srebro w sprincie podczas ZIO we Włoszech, przyznał, że ciężko było patrzeć, jak inni rywalizują w barwach swoich krajów. Mówił o wstydzie i nadziei, że następnym razem będzie mógł założyć kurtkę z emblematem swojego państwa. Te słowa brzmią jak sportowa tęsknota za normalnością. Problem polega na tym, że państwo, które reprezentuje, wciąż prowadzi brutalną wojnę.

Sport jako strefa bez konsekwencji

Zwolennicy luzowania sankcji powtarzają, że sportowcy nie są winni decyzjom polityków. To argument wygodny, ale uproszczony. W rosyjskim modelu sport od lat jest elementem polityki państwa. Systemowy doping, militarne patronaty nad klubami, wsparcie struktur siłowych, symbolika narodowa wpleciona w każde zwycięstwo. To nie jest przestrzeń całkowicie oderwana od Kremla.

Każdy start neutralnego zawodnika buduje narrację, że Rosja jest wciąż częścią międzynarodowej wspólnoty. Każdy medal, nawet bez flagi, jest wykorzystywany w krajowej propagandzie. Sport daje obraz siły i normalności, której w rzeczywistości nie ma.

Drużyny nadal wykluczone, ale na jak długo?

Na razie całkowity zakaz dotyczy rosyjskich drużyn. Reprezentacje i kluby nie grają w europejskich rozgrywkach. Rosja rozgrywa mecze towarzyskie z państwami spoza głównego nurtu futbolu. Pojawiały się koncepcje przeniesienia federacji do Azji. Na razie bez skutku.

Jednak skoro federacje indywidualnych dyscyplin coraz częściej dopuszczają sportowców jako neutralnych, a niektóre przywracają im pełne prawa, pytanie brzmi, kiedy przyjdzie czas na zespoły. Historia pokazuje, że granice w sporcie potrafią się przesuwać szybciej, niż wydaje się opinii publicznej. A znając FIFA, wszystko jest możliwe. 


Czy świat sportu zmęczył się wojną?

Cztery lata to długo. Dla polityków, dla sponsorów, dla federacji. Sport żyje cyklem igrzysk, mistrzostw, kontraktów telewizyjnych. Sankcje komplikują kalendarze, obniżają poziom rywalizacji, zmniejszają przychody. Presja na powrót do pełnej rywalizacji rośnie.

Tyle że wojna nie jest konfliktem medialnym, który znika po kilku sezonach. Rosyjskie wojska nadal atakują ukraińskie miasta. Giną cywile. Zniszczona infrastruktura sportowa w Ukrainie jest faktem, nie metaforą.

Sport lubi opowiadać o wartościach, solidarności i fair play. Dziś stoi przed wyborem, czy te słowa coś znaczą, czy są jedynie elementem marketingowej oprawy. Luzowanie sankcji wobec Rosji i Białorusi to nie tylko techniczna decyzja federacji. To komunikat, że świat przyzwyczaja się do wojny i zaczyna traktować ją jako tło.

A to już nie jest kwestia regulaminu. To kwestia sumienia.

Mateusz Pacak 

Wojna na Ukrainie, a rosyjscy sportowcy, fot PAP/EPA

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj11 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Sport