Konflikt na Bliskim Wschodzie mocno zmienił sytuację na światowym rynku ropy i paliw. Problemy z dostawami z regionu Zatoki Perskiej oraz ograniczenia dotyczące rosyjskiego eksportu sprawiają, że większe znaczenie zyskują producenci znajdujący się poza strefami największego ryzyka.
Jednym z głównych beneficjentów tej sytuacji są Stany Zjednoczone, które należą dziś do najważniejszych producentów ropy na świecie. Amerykańskie rafinerie zwiększyły wykorzystanie swoich mocy produkcyjnych – w ostatnim czasie wskaźnik ten sięgnął około 97 proc.
Problem w tym, że możliwości dalszego zwiększania produkcji są ograniczone. Rafinerie znajdujące się poza strefą konfliktu mają niewielkie rezerwy mocy, przez co trudno będzie im zrekompensować kolejne ewentualne spadki dostaw.
USA korzystają na kryzysie. „Mogą bez zagrożenia eksportować surowiec”
Dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z E-petrol.pl, wskazuje, że obecna sytuacja sprzyja przede wszystkim tym producentom, którzy nie muszą mierzyć się z zagrożeniami dla transportu surowca.
– Korzystna sytuacja jest m.in. dla producentów amerykańskich i z zachodniej Afryki – mówi ekspert w rozmowie z agencją Newseria. Ich przewagą jest możliwość eksportowania surowca na światowe rynki bez tak dużego ryzyka logistycznego, jakie występuje obecnie w rejonie Zatoki Perskiej.
Stany Zjednoczone w ostatnich latach znacząco zwiększyły produkcję i eksport surowców energetycznych, umacniając pozycję amerykańskich firm na globalnym rynku.
Koniec problemów w cieśninie Ormuz nie wystarczy
Nawet ustabilizowanie sytuacji w cieśninie Ormuz nie oznaczałoby natychmiastowego powrotu do normalności. Jak tłumaczy dr Bogucki, rynek potrzebowałby czasu na odbudowę zapasów zużytych w trakcie konfliktu oraz naprawę uszkodzonej infrastruktury.
Pozostaje również problem bezpieczeństwa żeglugi na Morzu Czerwonym i w rejonie cieśniny Bab al-Mandab, gdzie zagrożeniem pozostaje aktywność Huti.
– Wszystkie te czynniki musiałyby zaistnieć razem, żeby można było mówić o normalizacji – podkreśla analityk E-petrol.pl.
Skala problemów widoczna jest w danych dotyczących rafinerii na Bliskim Wschodzie. Według firmy analitycznej Kpler ich średni przerób w II kwartale wyniósł 6,5 mln baryłek dziennie, czyli o 27 proc. mniej niż rok wcześniej.
Uszkodzenia infrastruktury m.in. w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie i Kuwejcie wymagają napraw. Prace i związane z nimi przestoje mogą potrwać nawet do końca roku.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje jednocześnie spadek światowego popytu na ropę o 1,6 mln baryłek dziennie oraz podaży aż o 4,3 mln baryłek dziennie. Jedną z przyczyn pozostają utrzymujące się zakłócenia transportu przez cieśninę Ormuz.
OPEC+ zwiększa produkcję. Ekspert: to może być tylko deklaracja
Na problemy z podażą próbują reagować producenci zrzeszeni w OPEC+. Arabia Saudyjska, Rosja, Irak, Kuwejt, Kazachstan, Algieria i Oman zdecydowały o zwiększeniu produkcji ropy od sierpnia o 188 tys. baryłek dziennie. Kolejne zwiększenie wydobycia o taką samą wielkość ma obowiązywać od września.
Zdaniem dr. Boguckiego znaczenie tych decyzji może być jednak ograniczone.
– Polityka OPEC ma w tym momencie charakter zdecydowanie bardziej teoretyczny niż kilka miesięcy temu – ocenia ekspert.
Problemem nie musi być bowiem samo wydobycie ropy, lecz możliwość dostarczenia jej odbiorcom. Duża część produkcji państw regionu musi zostać przetransportowana przez cieśninę Ormuz lub innymi szlakami wychodzącymi z Zatoki Perskiej.
Kraje OPEC szukają alternatywnych dróg transportu, jednak nie są one w stanie całkowicie zastąpić tradycyjnych szlaków. Według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych strategicznych punktów tranzytu ropy na świecie. Podobne znaczenie ma cieśnina Malakka łącząca Ocean Indyjski z Oceanem Spokojnym.
Rosyjski eksport paliw mocno spadł
Kolejnym czynnikiem ograniczającym globalną podaż jest sytuacja w Rosji. Z danych Centrum Badań nad Energią i Czystym Powietrzem (CREA) wynika, że eksport rosyjskich produktów naftowych w lipcu spadł o 23 proc. w porównaniu z czerwcem i wyniósł 4,7 mln ton. To jednocześnie około połowę mniej niż rok wcześniej.
Największym odbiorcą rosyjskiej ropy pozostają Chiny, na które przypada około połowy eksportu. Indie odpowiadają za 37 proc., natomiast Turcja i Unia Europejska – po 5 proc.
Inaczej wygląda struktura sprzedaży gotowych produktów naftowych. W tym przypadku największym odbiorcą jest Turcja z udziałem na poziomie 26 proc. Kolejne miejsca zajmują Chiny – 12 proc. – oraz Brazylia – 11 proc.
Sytuacja na światowym rynku pozostaje więc napięta. Nawet jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie zacznie wygasać, odbudowa zapasów, naprawa infrastruktury i przywrócenie bezpiecznego transportu ropy mogą potrwać miesiące. To oznacza, że na trwały powrót niższych cen paliw kierowcy mogą jeszcze poczekać.
Tomasz Wypych
Tanie paliwo szybko nie wróci, fot. Piotr Kamionka/REPORTER





Komentarze
Pokaż komentarze