Robert Lewandowski mógł trafić do Zagłębia Lubin, fot. ZOE DAVIS/Getty AFP/East News
Robert Lewandowski mógł trafić do Zagłębia Lubin, fot. ZOE DAVIS/Getty AFP/East News

Robert Lewandowski mógł trafić do Zagłębia Lubin. Zabrakło miliona i odwagi

Redakcja Redakcja Piłka nożna Obserwuj temat Obserwuj notkę 2
Robert Lewandowski mógł zostać piłkarzem Zagłębia Lubin, zanim jego kariera nabrała rozpędu. Znicz Pruszków oczekiwał za napastnika miliona złotych, a ówczesny prezes lubińskiego klubu był gotowy na transfer. Ostatecznie Czesław Michniewicz uznał, że ryzyko jest zbyt duże. To jedna z historii, które po latach wyszły na jaw podczas spotkania poświęconego mistrzowskiej drużynie Zagłębia z sezonu 2006/2007. Były też zgubiony wagon, noc przy koncercie Lady Pank i gol, który mógł odebrać lubinianom mistrzostwo Polski.

Z okazji 80-lecia Zagłębia Lubin na jednej scenie spotkali się były prezes klubu Robert Pietryszyn, ówczesny trener Czesław Michniewicz oraz Michał Stasiak, którego bramka w ostatniej kolejce sezonu dała lubinianom zwycięstwo nad Legią Warszawa.

Wspomnienia sprzed blisko dwóch dekad pokazały, jak niewiele brakowało, by historia Zagłębia – a być może również polskiej piłki – potoczyła się inaczej.

Robert Lewandowski w Zagłębiu Lubin? Transfer był możliwy za milion złotych

Jedna z najciekawszych historii dotyczy Roberta Lewandowskiego. Ówczesny napastnik Znicza Pruszków znalazł się na radarze Zagłębia właściwie przypadkiem. Klubowy skaut pojechał obserwować innego zawodnika, ale wrócił z rekomendacją właśnie Lewandowskiego.

– Adam Fedoruk pojechał obserwować Wiśniewskiego z Pruszkowa, napastnika. Wrócił stamtąd i mówi: „Słuchajcie, tam jest lepszy zawodnik, nazywa się Lewandowski, jego powinniśmy kupić” – wspominał Michniewicz.

Znicz zażądał miliona złotych. Pietryszyn był gotowy wyłożyć pieniądze, ale chciał mieć pewność, że trener rzeczywiście chce zawodnika.

– Prezes mówi tak: „Jeśli trener jest zdecydowany, to możemy go wziąć, ale będzie olbrzymia presja”. I trochę spękałem. Mówię: „Prezesie, kurczę, może za duże ryzyko...”. I może szczęśliwie dla „Lewego”, że tak się stało, bo byśmy go u nas uwięzili – przyznał Michniewicz.

Lewandowski występował w Zniczu w latach 2006–2008. Ostatecznie przeniósł się do Lecha Poznań. Ówcześni działacze Znicza wspominali później, że klub otrzymał za niego od Lecha niespełna 1,5 mln zł.


Mistrzowskie Zagłębie Lubin. 27-letni prezes i rozwiązania z Szachtara

Pietryszyn miał zaledwie 27 lat, gdy obejmował Zagłębie. Jak wspomina, młody wiek początkowo był jednym z głównych zarzutów pod jego adresem.

– Jak się ma 27 lat, to się wierzy we wszystko, nie ma barier. Pytano: „Kto to przychodzi, 27 lat, co młody człowiek może zrobić?”. No i właśnie to była moja siła. Nie widziałem tych ograniczeń – mówił.

Zmiany szybko zauważyli zawodnicy.

Zobacz galerię zdjęć:

(fot. J.A.MSTUDIO)
(fot. J.A.MSTUDIO) (fot. J.A.MSTUDIO)

– Prezes z dnia na dzień tchnął coś w klub. Nagle można było załatwić odżywki, badania wydolnościowe. Naprawdę zauważyliśmy, że od góry jest duża chęć, żeby zrobić coś wielkiego – wspominał Stasiak.

Zagłębie zaczęło inwestować również w rozwiązania, które w polskiej piłce nie były wówczas standardem. Do Lubina trafił portugalski skaut Mario Branco, a klub sięgnął po system skautingowy używany w tej części Europy przez Szachtar Donieck.

– Prezes podchodził do wszystkiego jak koń, który nie widzi przeszkód. Chcieliśmy oprogramowanie skautingowe, jakie miał tylko Szachtar. „Chcecie? To będziecie mieli”. Chcieliśmy Mario Branco, przyszedł Mario Branco – relacjonował Michniewicz.

Podczas jednej z rozmów Branco wyznał Pietryszynowi, że jego marzeniem jest praca w roli dyrektora sportowego Benfiki Lizbona. Dziś Portugalczyk rzeczywiście piastuje to stanowisko.

Pietryszyn za jeden z najważniejszych efektów swojej pracy uważa jednak doprowadzenie do budowy nowego stadionu.

– Stadion to fundament pod dalsze funkcjonowanie klubu. Gdyby się wtedy to nie wydarzyło, dzisiaj nie byłoby Zagłębia w Ekstraklasie – przekonywał.

Decydujący mecz z Legią. Najpierw zaginął wagon, później grało Lady Pank

Kulisy podróży na decydujący mecz sezonu z Legią brzmią dziś jak scenariusz komedii. Był upalny dzień, dlatego klub zamówił dla zespołu klimatyzowany wagon, który miał zostać dołączony do pociągu w Lesznie.

Problem w tym, że wagon nie przyjechał.

– Stanęliśmy na peronie w Lesznie, autokar już pojechał do Warszawy. Przyjechał pociąg, ale tego wagonu nie było z powodu awarii. Więc my w dresach Zagłębia siedzieliśmy normalnie z ludźmi i mówiliśmy: „Jak my mamy zdobyć jutro mistrzostwo?” – opowiadał Stasiak.

W Warszawie wcale nie było lepiej. Drużyna zamieszkała na Agrykoli, a w pokojach nie było klimatyzacji. Był maj i w stolicy trwały Juwenalia. Tuż obok odbywał się koncert Lady Pank.

– Przy otwartych oknach przez całą noc śpiewano „Mniej niż zero”. Mówimy: na razie wszystko idzie pod górkę – wspominał były obrońca Zagłębia.

Cisza medialna przed Legią. Jeden wywiad podgrzał atmosferę

Michniewicz przed spotkaniem zarządził ciszę medialną. Wyłamał się kontuzjowany kapitan Andrzej Szczypkowski.

– Prosiłem, żeby nie udzielać wywiadów. A Szczypek udzielił wywiadu, że jedziemy do Warszawy wygrać, bo na każdej pozycji mamy lepszych piłkarzy. Przyjeżdżamy na Legię, wychodzi kierownik Zawadzki i mówi: „Gdybym miał komuś kibicować, to wam, ale po tym, co napisali w gazecie, oni was dzisiaj rozszarpią” – relacjonował trener.

Stawka była ogromna. Zagłębie potrzebowało zwycięstwa, aby nie oglądać się na wynik GKS Bełchatów.

Do przerwy było 1:1. Na prowadzenie lubinian wyprowadził Stasiak po rzucie rożnym, choć trener chciał, żeby obrońca pozostał z tyłu.

– Krzyczałem: „Michał, wracaj, jeszcze za wcześnie, żebyś szedł do ataku!”. On mnie nie posłuchał, strzelił bramkę i za chwilę tonął w objęciach wszystkich – mówił Michniewicz.


Gol Rogera mógł odebrać Zagłębiu mistrzostwo. „Najdłuższe trzy minuty”

To jednak nie był koniec emocji. W doliczonym czasie Roger Guerreiro trafił do siatki Zagłębia. Przez moment wydawało się, że bramka zostanie uznana.

– Sędzia pod presją kibiców uznał bramkę, ale pobiegł do bocznego i mówi: „Pomóż mi, bo nie widziałem, co tam było”. A boczny odpowiada: „Ja nic nie widziałem, sam podejmij decyzję” – wspominał Stasiak.

Ostatecznie trafienie zostało anulowane z powodu faulu na Mateuszu Bartczaku.

– To były najdłuższe trzy minuty w moim życiu – przyznał Stasiak.

Zagłębie wygrało 2:1 i zostało mistrzem Polski. Dla Michniewicza był to pierwszy tytuł mistrzowski w trenerskiej karierze.

Odkryty autobus z Krakowa i ekspresowe zakupy po mistrzostwie

Po meczu zaczęła się improwizacja związana ze świętowaniem. Pietryszyn uznał, że mistrzowie muszą wjechać do Lubina odkrytym autobusem. Okazało się, że odpowiedni pojazd jest w Krakowie i został już zarezerwowany na inną imprezę.

– Dzwonię do faceta: „Ile panu zapłacili? 5000? Daję panu drugie tyle, daj pan autobus!”. W słuchawce zapadła cisza, po czym odpowiada: „Dobra, macie autobus” – opowiadał były prezes.

Pozostał jeszcze jeden problem. Piłkarze przyjechali do Warszawy w sportowych ubraniach, a następnego dnia mieli pojawić się na oficjalnej uroczystości wręczenia pucharu w Królikarni.

– O 9:00 rano w niedzielę musieliśmy wszyscy jechać po galeriach w Warszawie. Każdy przymierzał na szybko, żeby kupić 20 takich samych koszul i spodni, żeby jakoś wyglądać na tej fecie – mówił Stasiak.

Mistrzostwo miało w Lubinie wyjątkowy wymiar. Tydzień wcześniej tytuł zdobyli również piłkarze ręczni Zagłębia. Pojechali więc do Warszawy, by wspierać kolegów z sekcji piłkarskiej.

Mateusz Pacak

Robert Lewandowski mógł trafić do Zagłębia Lubin, fot. ZOE DAVIS/Getty AFP/East News, zdjęcia z galerii: J.A.MSTUDIO

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj2 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Sport