Kto wygra wybory parlamentarne w 2027 roku, a kto ostatecznie stworzy rząd? To jedno z głównych pytań, które w najnowszym odcinku „Algorytmów Władzy” zadali Łukaszowi Pawłowskiemu prowadzący program, Piotr Paciorek i Adam Abramczyk.
Prezes OGB, którego pracownia prowadzi regularne badania poparcia dla partii politycznych i przygotowuje prognozy wyborcze, przedstawił scenariusz, w którym ugrupowania prawicowe uzyskają większość głosów, ale niekoniecznie przełoży się to na większość mandatów w Sejmie.
Pawłowski podkreślił, że w prognozowaniu wyników wyborów należy odróżnić trzy kwestie: sumę poparcia dla poszczególnych obozów politycznych, zwycięstwo konkretnej partii oraz możliwość utworzenia rządu. Jego zdaniem te trzy elementy mogą w 2027 roku prowadzić do zupełnie innych rozstrzygnięć. (dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo)
Całą rozmowę z Łukaszem Pawłowskim, prezesem OGB i twórcą Stan360, można obejrzeć w najnowszym odcinku podcastu „Algorytmy Władzy” na kanale YouTube Salon24TV:
Wybory 2027. Pawłowski przewiduje ponad 50 proc. głosów dla prawicy
Łukasz Pawłowski przekonywał, że od wyborów parlamentarnych w 2023 roku obserwuje stopniowy wzrost znaczenia elektoratu prawicowego. Zwrócił uwagę na wyniki kolejnych wyborów oraz pogarszające się nastroje gospodarcze, które jego zdaniem mają wpływ na mobilizację poszczególnych grup wyborców.
– Z jedną rzeczą mógłbym się założyć dzisiaj, szczególnie po Krakowie. Suma dla partii prawicowych, czyli suma poparcia dla partii prawicowych, czy będą ich trzy, czy cztery w wyborach, to już jest kwestia drugorzędna. Będzie powyżej 50 proc. – stwierdził Pawłowski.
Według jego prognozy łączny wynik ugrupowań prawicowych może wynieść 52–53 proc. Z kolei partie należące do szeroko rozumianego obozu liberalnego, wraz z Partią Razem, miałyby uzyskać około 47–48 proc. głosów.
Badacz podkreślił jednak, że większość głosów oddanych na prawicę nie musi oznaczać utworzenia przez nią rządu.
– Prawica na pewno będzie mieć większość głosów, bo w tę stronę idzie, takie są nastroje i suma tych partii będzie powyżej 50 proc., ale to nie oznacza, że będzie rządzić – mówił prezes OGB.
Jego zdaniem największą pojedynczą partią w przyszłorocznych wyborach może pozostać Koalicja Obywatelska. Pawłowski wskazywał, że w aktualnych badaniach przewaga KO nad Prawem i Sprawiedliwością wynosi około 10 punktów procentowych.
Dwa warianty sondażowe - jedna lista koalicji i rozbicie
Kluczowy może okazać się jednak sposób ułożenia list wyborczych. OGB dla portalu Stan360.pl przeprowadziła symulacje uwzględniające różne warianty startu obecnych ugrupowań koalicyjnych. W jednym z nich przewidziano wspólną listę wokół Koalicji Obywatelskiej, w innym oddzielny start listy lewicowej.
– W obu scenariuszach mają 231. Dokładnie tyle samo mandatów – powiedział Pawłowski.
Oznaczałoby to minimalną większość w 460-osobowym Sejmie. W ocenie badacza wspólna lista może być dla Donalda Tuska sposobem na utrzymanie władzy, nawet gdy prawica zdobędzie łącznie więcej głosów.
Pawłowski zaznaczał przy tym, że sytuacja na rok przed wyborami może się jeszcze zmienić. Przedstawione wyliczenia są symulacją opartą na określonych założeniach, a nie ostateczną prognozą podziału mandatów.
Jak wyglądają sondaże według OGB? W wariancie samodzielnego startu wszystkich ugrupowań Koalicja Obywatelska zdobywa 35,91% głosów, co przekłada się na 202 mandaty w Sejmie. Prawo i Sprawiedliwość z poparciem 25,03% uzyskałoby 139 mandatów. Kolejne miejsca zajmują Konfederacja (11,80% i 55 mandatów) oraz Konfederacja Korony Polskiej (11,31% i 51 mandatów). Do Sejmu wchodzi jeszcze Nowa Lewica z wynikiem 6,12% (13 mandatów). Poniżej progu wyborczego znajdują się Rozwój Plus (3,63%), Partia Razem (2,75%), PSL (2,16%) oraz Polska 2050 (1,29%), co uniemożliwia tym ugrupowaniom wprowadzenie własnych posłów.
A wspólna lista KO, PSL i Polski 2050 oraz hipotetyczne porozumienie Lewicy? Taki scenariusz daje pierwszemu z wymienionych bloków 39,52% poparcia oraz 204 mandaty. PiS notuje w tym układzie 24,68% (132 mandaty). Konfederacja osiąga 11,74% (49 mandatów), a Konfederacja Korony Polskiej 11,30% (48 mandatów). Połączona lista Nowej Lewicy i Partii Razem notuje 8,55% poparcia, co pozwala na zdobycie 27 mandatów. Z kolei Rozwój Plus z wynikiem 4,21% pozostaje poza Sejmem. Łącznie dwa bloki uzyskują 231 mandatów, co daje minimalną większość sejmową.
Wariant powołania jednej szerokiej listy (KO, Polska 2050, PSL, Nowa Lewica) przynosi natomiast koalicji 44,33% głosów i 231 mandatów, co również zapewnia samodzielną, choć minimalną większość parlamentarną. Prawo i Sprawiedliwość notuje w tym modelu 23,92% (123 mandaty). Konfederacja z wynikiem 12,26% zdobywa 49 mandatów, a Konfederacja Korony Polskiej przy poparciu 11,59% wprowadza 48 posłów. W tym scenariuszu próg wyborczy przekracza również Rozwój Plus z poparciem 5,13% (9 mandatów), natomiast Partia Razem z poparciem 2,77% nie uzyskuje reprezentacji w Sejmie.
Grzegorz Braun może namieszać w wyborach. Bosak kluczową postacią prawicy?
Dużą część rozmowy poświęcono podziałom na prawicy i rosnącemu znaczeniu Grzegorza Brauna. Zdaniem Pawłowskiego elektorat jego ugrupowania różni się zasadniczo od wyborców, którzy w przeszłości popierali Konfederację.
Badacz określił wyborców Brauna jako silnie antysystemowych. W jego ocenie to osoby, które nie tylko sprzeciwiają się PiS i KO, ale są rozczarowane całym dotychczasowym systemem politycznym.
– Braun ma wyborców tak zwanych samo zło. Czyli to są wyborcy antysystemowi, którzy po prostu całego tego systemu nie znoszą – mówił Pawłowski.
Prezes OGB uważa, że kontrowersyjne wypowiedzi polityków związanych z Braunem nie muszą wywoływać takiego odpływu wyborców, jaki nastąpił w przypadku Konfederacji podczas kampanii parlamentarnej w 2023 roku.
Zwrócił uwagę, że ugrupowanie Brauna nie ma obecnie wyraźnego konkurenta zabiegającego o podobny elektorat protestu. Dlatego nie wyklucza, że w kolejnych miesiącach jego poparcie może jeszcze wzrosnąć.
– Nie założyłbym się o to, ale bym się bardzo nie zdziwił, gdyby Braun był trzeci, czyli był przed Konfederacją – ocenił.
Jednocześnie z przedstawionych przez niego danych wynika, że pozytywnie Grzegorza Brauna ocenia około 17 proc. Polaków. To jednak wskaźnik oceny polityka, a nie deklarowanego poparcia dla jego ugrupowania.
Pawłowski podkreślił, że ewentualna większość parlamentarna prawicy wymagałaby porozumienia kilku ugrupowań, w tym środowiska Brauna. Samodzielna koalicja PiS i Konfederacji mogłaby nie uzyskać wymaganych 231 mandatów.
Bosak lepszy od Mentzena
W rozmowie pojawiło się również nazwisko Krzysztofa Bosaka. Zdaniem Pawłowskiego to właśnie on może okazać się szczególnie ważny dla przyszłego układu sił na prawicy.
Prezes OGB przekazał, że w jednym z badań dotyczących hipotetycznego rozpadu Konfederacji wyborcy częściej wskazywali Bosaka niż Sławomira Mentzena w proporcji 60 do 40.
Co więcej, według Pawłowskiego Bosak ma dwukrotnie więcej pozytywnych ocen wśród wyborców prawicowych niż Mentzen.
– Ten Bosak jest absolutnie kluczową postacią – podkreślił.
W jego ocenie Bosak mógłby nadać ewentualnemu szerszemu porozumieniu prawicy wizerunek politycznej odnowy. Bez takiej postaci wspólna lista mogłaby zostać odebrana jedynie jako kolejna odsłona dotychczasowego PiS.
Donald Tusk stracił polityczny instynkt? Pawłowski wskazuje paradoks
Jednym z najciekawszych momentów rozmowy była ocena sytuacji Donalda Tuska. Pawłowski krytycznie odniósł się do części decyzji personalnych premiera, a jednocześnie przekonywał, że jest on obecnie politykiem, który najmocniej jednoczy liberalną część elektoratu.
– Donald Tusk absolutnie stracił zmysł polityczny i zmysł do ludzi – stwierdził prezes OGB.
Jako przykłady nietrafionych decyzji wskazywał między innymi Michała Kołodziejczaka, wybór kandydatki KO w Krakowie oraz awans Andrzeja Domańskiego na stanowisko wicepremiera.
Zdaniem Pawłowskiego nominacja Domańskiego może być politycznie ryzykowna w sytuacji pogarszających się ocen gospodarki. Badacz argumentował, że premier zamiast dystansować się od negatywnych nastrojów związanych z sytuacją ekonomiczną, mocniej wiąże z nimi własne zaplecze polityczne.
Jednocześnie zwracał uwagę na dominującą pozycję Tuska w jego obozie.
– Donald Tusk teraz absolutnie zdominował chyba najbardziej w historii tę swoją połówkę, mniejszą. Jarosław Kaczyński jest najsłabszy w historii, czyli musi się dzielić tą połówką z Konfederacją, z Braunem – mówił Pawłowski.
W jego ocenie polska scena polityczna pozostaje podzielona niemal na pół pomiędzy wyborców konserwatywnych i liberalnych. Zmienia się natomiast układ sił wewnątrz obu obozów.
Po stronie prawicowej pojawiło się kilku polityków rywalizujących o przywództwo. Z kolei Donald Tusk zachowuje dominującą pozycję wśród wyborców liberalnych, mimo krytyki jego rządu.
Pawłowski przekonywał, że odejście Tuska z funkcji premiera nie rozwiązałoby obecnych problemów koalicji rządzącej.
– Nikt tak nie konsoliduje tej całej strony jak Donald Tusk. Nikt się nawet nie zbliża do tego – podkreślił.
Według prezesa OGB obecny premier może zatem okazać się zarówno obciążeniem dla swojego obozu, jak i jego największym atutem w walce o utrzymanie władzy.
Mobilizacja elektoratów i polityczne emocje
Badacz przedstawił również kontrowersyjną interpretację wyborów parlamentarnych w 2023 roku. Jego zdaniem zwycięstwo ówczesnej opozycji nie było przede wszystkim zasługą powrotu Donalda Tuska do krajowej polityki, ale wynikało z wcześniejszego spadku poparcia dla PiS i pojawienia się alternatywy w postaci Trzeciej Drogi.
– To nie Tusk dał tej części zwycięstwa. On je ograniczył – ocenił Pawłowski.
Prezes OGB uważa, że w przyszłorocznych wyborach szczególne znaczenie będą miały nie tylko programy poszczególnych ugrupowań, ale przede wszystkim mobilizacja elektoratów i polityczne emocje.
Z jednej strony część wyborców może kierować się hasłem „byle nie Tusk”, z drugiej zaś zwolennicy obecnej koalicji mogą skupić się wokół premiera w obawie przed powrotem prawicy do władzy.
Rozmowa pokazała również, jak duże znaczenie dla podziału mandatów mogą mieć decyzje mniejszych ugrupowań. Pawłowski wskazywał na trudną sytuację PSL, Polski 2050 i Lewicy oraz możliwe porozumienie tych środowisk z Koalicją Obywatelską.
Czy zatem w 2027 roku dojdzie do sytuacji, w której prawica zdobędzie większość głosów, ale rząd ponownie stworzy Donald Tusk? Według Pawłowskiego taki scenariusz jest możliwy, a kluczowe mogą okazać się wspólna lista obecnego obozu rządzącego oraz rozdrobnienie jego konkurentów.
Całą rozmowę z Łukaszem Pawłowskim, prezesem OGB i twórcą Stan360, można obejrzeć w najnowszym odcinku podcastu „Algorytmy Władzy” na kanale YouTube Salon24TV. Program prowadzą Piotr Paciorek i Adam Abramczyk.
fot. Salon24.pl © Grafika wygenerowana przy pomocy AI



Komentarze
Pokaż komentarze (64)