Afera z senatorem Lenzem. Śledczy zabrali się za dyrektora szpitala

Redakcja Redakcja Śledztwa Obserwuj temat Obserwuj notkę 50
Bydgoska prokuratura okręgowa zabezpieczyła we wrześniu telefon dyrektora aleksandrowskiej lecznicy Mariusza Trojanowskiego. Śledczy dążą do ustalenia, kto przekazał dziennikarzowi Wirtualnej Polski informacje o operacji syna senatora Tomasza Lenza. Działania organów ścigania wywołały falę oburzenia, bo wywołują wrażenie naruszania tajemnicy dziennikarskiej. Lenz nie usłyszał dotąd żadnych zarzutów.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego prokuratura żądała wydania telefonu przez dyrektora Mariusza Trojanowskiego na podstawie bilingów
  • O karze 134 tys. zł nałożonej na szpital przez Narodowy Fundusz Zdrowia
  • Jakie są dwa równoległe śledztwa w sprawie ujawnienia tajemnicy oraz nieprawidłowości przy zabiegu
  • O proteście redakcji WP oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przeciwko działaniom śledczych

Bilingi na celowniku prokuratury

We wrześniu śledczy wezwali Mariusza Trojanowskiego na przesłuchanie w charakterze świadka. Podczas czynności prokurator przedstawił dyrektorowi postanowienie nakazujące wydanie prywatnego telefonu. Zagroził przeszukaniem i odebraniem urządzenia siłą, jeśli Trojanowski nie odda go dobrowolnie. Podstawą żądania były bilingi dyrektora, które wskazywały na wcześniejsze połączenia z reporterem Wirtualnej Polski Michałem Janczurą. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska potwierdziła, że prokuratura zabezpieczyła aparat na potrzeby postępowania.

W postanowieniu śledczy wymienili nazwisko Janczury oraz jego numer telefonu. Prokuratura chciała w ten sposób dotrzeć do treści korespondencji przesyłanej reporterowi przez świadków wydarzeń. 


Ochrona źródeł pod znakiem zapytania

Działania prokuratury nastąpiły po tym, jak w czerwcu redakcja Wirtualnej Polski odmówiła organom ścigania ujawnienia źródeł informacji. Dziennikarze powołali się na ustawowy obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej. Przejęcie telefonu rozmówcy reportera odebrano w środowisku medialnym jako próbę omijania przepisów chroniących informatorów.

– To próba obejścia tajemnicy dziennikarskiej w białych rękawiczkach – ocenił Konrad Siemaszko z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Prawnik zwrócił uwagę na niebezpieczny precedens, który może uderzać w ochronę informatorów prasy.

Głos zabrało także kierownictwo portalu. – Stanowczo protestujemy przeciwko działaniom prokuratury w sprawie naszej publikacji – oświadczyli Łukasz Kijek, Barbara Kasprzycka i Mateusz Cieślak z Wirtualnej Polski. Redakcja stoi na stanowisku, że śledczy nie posiadają i nie będą posiadać danych pozwalających ustalić tożsamość informatorów. Do sprawy odniósł się również autor publikacji. – Tak się ucisza niewygodne media! Tak się niszczy wolność słowa! Tak się pokazuje, że nie warto patrzeć władzy na ręce! – skomentował w sieci Michał Janczura.

Niedzielny zabieg syna polityka KO z pominięciem izby przyjęć

Sprawa ma swój początek w publikacji, która ukazała się 7 kwietnia na łamach Wirtualnej Polski. Michał Janczura opisał w niej wydarzenia z 15 marca w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim. Ówczesny senator Tomasz Lenz w marcową niedzielę wprowadził swojego syna do placówki z pominięciem izby przyjęć.

Młody pacjent trafił bezpośrednio na oddział chirurgii. Lenz publicznie potwierdził, że zabieg dotyczył jego syna. Tożsamość pacjenta oraz charakter procedury ujawnili publicznie sam polityk i jego partyjni koledzy, w tym Tomasz Grodzki, mimo że dyrekcja szpitala zasłaniała się wcześniej przepisami o ochronie danych osobowych.  


Kara od NFZ i dwa śledztwa

Nieprawidłowości w placówce wykazała kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia. Fundusz nałożył na szpital karę w wysokości 134 tys. zł. Kontrolerzy stwierdzili, że zabieg syna polityka nie był finansowany ze środków publicznych i odbył się w trakcie dyżuru lekarzy na oddziale chirurgii. Prokuratura prowadzi dwa równoległe postępowania o odmiennym charakterze. Pierwsze dotyczy ujawnienia tajemnicy i ustalenia, kto poinformował media o niedzielnym zabiegu. Drugie ma wyjaśnić nieprawidłowości, do których doszło podczas operacji w szpitalu.

Dziennikarze zwracają uwagę na różnicę w działaniach organów ścigania. W sprawie nieprawidłowości przy zabiegu śledczy nie zgłosili się do Wirtualnej Polski, mimo że redakcja złożyła zawiadomienie. Prokuratura odmówiła dziennikarzom informacji o podejmowanych czynnościach i ewentualnym zabezpieczeniu telefonów osób decyzyjnych.  

Fot. Tomasz Lenz, senator KO/screen

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj50 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (50)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo