Od 2017 roku rząd chce uruchomić rynek mocy, którego celem będzie zapewnienie bezpieczeństwa dostaw energii. Firmy energetyczne będą mogły planować inwestycje. Czy koszt utrzymania takiego rynku poniosą odbiorcy - w postaci nowej opłaty?
Rząd rozpoczął konsultacje w sprawie projektu ustawy o rynku mocy. Zgodnie z jego ogólnymi założeniami rząd będzie organizował aukcje, której przedmiotem będzie gwarancja dostawy określonej ilości energii we wskazanym czasie. Aukcje mają być organizowane z wyprzedzeniem czteroletnim oraz jednorocznym. Taki mechanizm ma zagwarantować utrzymanie w ruchu elektrowni, które w warunkach dużych wahań giełdowych cen energii mogłyby być zamknięte ze względu na ich nieopłacalność. Dla nas - odbiorców - oznacza to większą ochronę przed blackoutem.
Dzięki wprowadzeniu rynku mocy i uzyskiwanym z niego wpływom firmy energetyczne mogłyby planować inwestycje związane z modernizacją istniejących elektrowni lub budowę nowych, gdyż będą miały pewność, że ich moce wytwórcze zostaną wykorzystane.
Kto za to zapłaci?
Z informacji rządu nie wynika jasno, jak będą gromadzone środki na finansowanie rynku mocy, nie ma też rzetelnych informacji o szacunkowym budżecie, jaki na aukcje mocy trzeba będzie przeznaczyć. Pojawiają się jedynie wypowiedzi przedstawicieli branży i administracji państwowej wskazujące na odbiorców końcowych energii, zarówno firmy, jak i gospodarstwa domowe, które będą ponosić dodatkową opłatę dołączoną do rachunków za prąd.
Pierwszeństwo dla polskich firm
Minister energii Krzysztof Tchórzewski podkreśla, że rynek mocy będzie wspierał inwestycje w wysokosprawną energetykę konwencjonalną, a przy tym zapewni ciągłość i niezawodność dostaw energii. Ministerstwo przekonuje, że aukcje będą „neutralne technologicznie”, co znaczy, że będą w nich mogły uczestniczyć dowolne moce wytwórcze. Zgodnie z planami rządu w początkowej fazie działania rynku mocy w aukcjach mają jednak uczestniczyć tylko firmy zlokalizowane w Polsce. W przyszłości do systemu aukcji mają być włączone także dostawcy spoza Polski, ale tacy, którzy będą spełniali rygorystyczne warunki. W rynku mocy nie będą mogły uczestniczyć te elektrownie, które już teraz korzystają z pomocy publicznej.
- Chcemy zbudować model na najbliższe lata. To będzie model, który pozwoli planować rozwój gospodarki kraju, nie obawiając się tego, że zabraknie nam paliwa do tego rozwoju, czyli energii – mówi Maciej Bando, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.
Czy rząd nie patrzy zbyt optymistycznie?
Nie wiadomo, w jaki sposób rząd zamierza wymóc na firmach, aby środki uzyskiwane na rynku mocy były inwestowane w utrzymanie i rozbudowę mocy wytwórczych, a nie na finansowanie bieżących potrzeb firm energetycznych. Trudno też stwierdzić, czy wpływy z rynku mocy nie staną się czynnikiem hamującym poprawę efektywności wytwarzania energii, gdyż poprawią one rentowność niektórych jednostek wytwórczych i mogą zachęcić właścicieli do dłuższego eksploatowania istniejących obiektów, które teraz funkcjonują na granicy opłacalności.
źródło: PAP
AB
© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)