Na szczycie OPEC zdecydowano o wydłużeniu okresu ograniczenia wydobycia ropy naftowej. Wskutek tego ropa staniała.
Państwa OPEC i nie należące do kartelu uzgodniły dalsze ograniczenie łącznego wydobycia o 1,8 mln baryłek dziennie w okresie od początku lipca 2017 do końca marca 2018 roku. Ku ich zaskoczeniu cena ropy spadła. Ropa Brent potaniała o ponad 5 proc. do 51,2 dolarów za baryłkę, a amerykańska ropa West Texas była o 4,6 proc. tańsza niż dzień wcześniej. W piątek na początku notowań surowiec nadal taniał.
Analitycy uważają, że reakcja rynku to świadectwo rozczarowania tych inwestorów, którzy oczekiwali, że ograniczenie nie tylko zostanie wydłużone, ale także, że jego skala zostanie zwiększona o kolejne pół miliona baryłek na dobę. Dotychczasowe notowania ropy według analityków świadczą o tym, że OPEC nie ma skutecznej recepty na utrzymanie cen ropy, gdyż ograniczenie wydobycia przez państwa tej organizacji i współpracujące z nią kraje jest efektywnie zastępowane przez wydobycie z konkurencyjnych złóż, a w szczególności przez ropę łupkową pochodzącą ze Stanów Zjednoczonych.
Eksperci podkreślają, że amerykańska ropa jest coraz bardziej konkurencyjna na światowych rynkach, gdyż koszty jej wydobycia sukcesywnie spadają. Jeszcze kilka miesięcy temu mówiono, że barierą opłacalności jest poziom 50 dolarów za baryłkę. Obecnie ma to być już kwota rzędu 40 dolarów. Prognozy ekspertów, co do dalszej tendencji są sprzeczne – jedni spodziewają się, że koszty będą nadal spadać, podczas gdy inni oczekują stabilizacji, a później nawet wzrostu kosztów wydobycia.
Sygnatariusze porozumienia (wśród nich jest także Rosja nie będąca członkiem kartelu) mieli nadzieję, że ich decyzja pozwoli utrzymać ceny surowca na poziomie powyżej 50 dolarów. Mogli na to liczyć, gdyż reakcja rynku po pierwszej takiej decyzji była w pełni zgodna z ich oczekiwaniami. 30 listopada 2016, gdy OPEC ogłosił uzgodnienie ograniczenia wydobycia ropy przez pół roku (począwszy od początku 2017 roku), cena ropy Brent podskoczyła o ponad 8 proc. do poziomu 51,35 dolarów za baryłkę, a później nadal drożała i pod koniec grudnia przekroczyła już 56 poziom dolarów.
Pierwszym sygnałem świadczącym o tym, że firmy amerykańskie mogą pokrzyżować plany OPEC było notowanie surowca 8 marca, kiedy pod wpływem o rekordowo wysokich zapasach surowca cena ropy Brent spadła o prawie 5 proc. do poziomu 53,17 dolarów na baryłkę. Później przez kilkanaście dni ceny nadal spadały, schodząc poniżej 51 dolarów. Później notowania odbiły się przekraczając ceny 55 dolarów za baryłkę, ale 19 kwietnia doszło do kolejnego znaczącego spadku ceny, który zapoczątkował koleją serię coraz niższych notowań. 9 maja ropa Brent była wycenia już tylko na 48,83 dolarów za baryłkę.
Według cytowanego przez portal rigzone.com Davida Arringtona, prezesa amerykańskiej firmy Arrington Oil & Gas, wydobywającej ropę z łupków, ceny ropy w przyszłości będą w równym stopniu zależały od wydobycia państw OPEC, jak i trafiającej na rynek ilości surowca z amerykańskich łupków, który w pełni może uzupełnić ubytek wynikający z ograniczeń wprowadzanych przez kartel eksporterów ropy.
AB
© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)