Polskim klubom nie udało się pozostać dłużej w walce o puchar Ligi Europy.
Zobacz relację z pierwszego meczu Legii z Dudelange.
Legia odpadła z eliminacji LE
Nieudanie w roli trenera Legii zadebiutował Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk w poniedziałek objął stołeczny zespół, ale w krótkim czasie nie odmienił gry zespołu. Mistrzowie Polski zapowiadali inną postawę niż w pierwszym meczu, tymczasem po 17 minutach przegrywali już 0:2. W siódmej minucie Patrick Stumpf pozostał sam w polu karnym. Kiedy otrzymał piłkę mógł spokojnie przymierzyć i pokonać Arkadiusza Malarza. 10 minut później po wymianie podań w okolicach linii pola karnego przy słupku piłkę do bramki posłał Stelvio Da Cruz.
W dalszej części meczu gospodarze oddali inicjatywę mistrzom Polski, którzy wciąż razili brakiem dokładności i skuteczności. Ostatecznie zdobyli bramkę kontaktową. Michał Kucharczyk z linii końcowej płasko wycofał piłkę do Jose Kante, a ten pewnym strzałem skierował ją do bramki.
W 71. minucie goście mieli ogromne szczęście, bo luksemburski zespół był o krok od strzelenia trzeciego gola. Edisson Jordanov po indywidualnej akcji wstrzelił piłkę wzdłuż linii bramkowej, ale żaden z jego kolegów nie doszedł do podania.W 86. minucie goście wyrównali. Drugiego gola w tym meczu strzelił Kante. W 90. minucie doskonałą okazję na zwycięską bramkę miał Carlitos. Hiszpan dobrze przyjął piłkę w polu karnym, ale nie zdołał oddać strzału.
Legioniści nie potrafili się pogodzić z odpadnięciem z europejskich pucharów. Za niesportowe zachowanie po meczu czerwoną kartką został ukarany Michał Kucharczyk. W kolejnej rundzie F91 Dudelange zagra z rumuńskim CFR Cluj.
Lech odpadł z rozgrywek po porażce z KRC Genk
Podobnie jak przed rokiem piłkarze Lecha przygodę w Lidze Europejskiej zakończyli na trzeciej rundzie eliminacji. KRC Genk okazał się zespołem co najmniej o klasę lepszym, a dwumecz wygrał 4:1, co nie do końca oddaje różnicę pomiędzy obiema ekipami.
Tylko przez 19 minut piłkarze Lecha mogli mieć nadzieję na odrobienie dwubramkowej straty z pierwszego spotkania. Wówczas to goście, nie po raz pierwszy w tym spotkaniu, łatwo przedarli się na pole karne poznaniaków. Dieumerci Ndongala idealnie dośrodkował na głowę Mbwany Samatty, a Tanzańczyk z bliska dopełnił formalności, praktycznie zamykając losy dwumeczu. Lechici, by awansować, musieli strzelić cztery bramki. Tak klasowej drużynie wydawało się to wręcz niemożliwe.
Gol dla Belgów był też konsekwencją mocno ofensywnego nastawienia gospodarzy, którzy jednocześnie pozostawiali sporo wolnej przestrzeni rywalom. A bardzo szybcy zawodnicy KRC Genk dwoma-trzema podaniami błyskawicznie potrafili znaleźć się w pod bramką Jasmina Burica. Bramkarz "Kolejorza" już od pierwszych minut miał sporo pracy. Jego pierwsza interwencja nie była może zbyt pewna, ale potem dwukrotnie zwycięsko wychodził z sytuacji sam na sam.
Podopieczni Ivana Djurdjevica próbowali atakować, ale niewiele z tego wynikało. Jedną z jaśniejszych postaci w ofensywie był Kamil Jóźwiak, ale też przytrafiały mu się błędy. Tuż przed przerwą w niegroźnej sytuacji sfaulował w narożniku pola karnego Ndongalę, a sędzia po chwili zawahania pokazał na "wapno". Trossard oszukał Burica, strzelając w środek bramki.
Goście przetrzymali napór, który trwał zaledwie kwadrans. Trener Genk Philippe Clement desygnował do gry Jakuba Piotrowskiego, którego Belgowie latem pozyskali z Pogoni Szczecin. 21-letni Polak debiutował w nowym zespole.
Im bliżej końca meczu, tym widowisko traciło na jakości. Akcje toczyły się głównie w środku boiska, a niemal każda groźniejsza akcja w wykonaniu Belgów kończyła się odgwizdaniem spalonego. Lech dążył do poprawy bilansu dwumeczu, ale w końcówce spotkania nie miał już atutów w ofensywie.
źródło: PAP
KJ
© Artykuł jest chroniony prawem autorskim. Wykorzystanie tylko pod warunkiem podania linkującego źródła.


Komentarze
Pokaż komentarze (59)