Prawdzic Prawdzic
358
BLOG

Żydowska kochanka

Prawdzic Prawdzic Rozmaitości Obserwuj notkę 0

  Suplement 2 do odcinka 9
   
Tak czy owak, obecny Żylasty, pan po sześćdziesiątce, w niczym nie przypominał dawnego młodego siłacza o rozdętych bicepsach i barach jak szafa, ale był przystojnym, szpakowatym brunetem w typie Giedroycia, rozkochanym w swojej pięknej przyjaciółce, zaś pani Beata była postawną blondyną o pełnych ramionach, jakby wytoczonych z masła, na widok, których myślało się o dojrzałej płciowej rozkoszy. W klasycznych proporcjach jej rzymskiego nosa, nie znalazłbyś cienia semickiej urody. Nawet ona sama już o tym dawno zapomniała i gdyby ktoś jej przypomniał o żydowskim pochodzeniu, oburzyłaby się ogromnie, że ktoś śmie nazywać ją Żydówką... “bo z tymi sprawami nie ma nic wspólnego”. Nic a nic. Jej żydowska rodzina już dawno przed pierwszą wojną była wychrzczona, a gdy ubrała suknię z wielkim dekoltem, ukazującym jej wspaniałe piersi jak na starych portretach arystokratek, kiedy założyła sznury pereł i brylantowe pierścionki na budzące seksualne pożądanie palce - takie pulchne z fikuśnymi dołeczkami - to wtedy była, bez wątpienia, wspaniałą polską damą. A kiedy ubrała kapelusz, to śmiało mogła konkurować z bizantyjską urodą arystokratycznych piękności o wyłupiastych oczach, spoglądających z portretów wiszących w książęcych i królewskich pałacach...
 
      Na ten szczególny wieczór ubrała się w krótką, seksowną sukienkę i atłasowe, długie do łokcia, żeby zakryć plamy wątrobowe, rękawiczki, do uszu wpięła brylantowe kolczyki i tak wystrojona ruszyła sprawdzić jak wygląda miejsce, w którym miała się odbyć weselna uroczystość.
   Wyrzucała sobie, że dopiero teraz pomyślała żeby usunąć z niego lekkie ogrodowe meble z rattanu (wniesione tam z tarasu na okres zimowy), postawić wielki siedmioramienny świecznik ze złoconego brązu, niewielki stolik do podpisania aktu ślubu i dwa krzesła dla państwa młodych. Resztę wystroju, tzn. przenośny ołtarzyk, wodę święconą i szaty liturgiczne, miał przywieźć ze sobą ksiądz kanonik.    
Najmniej ważna była feta. Zaraz po ślubie młodzi mieli wyjechać na Maderę.
   
 Wtedy, jeszcze nie było (przed podpisaniem Konkordatu z Watykanem) równorzędnych ślubów kościelnych z cywilnymi, więc młodzi byli umówieni z kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego, że przyjadą nazajutrz do urzędu podpisać akt ślubu małżeństwa.  
   Zamierzali zrobić to skromnie i po cichu. Ważny był spokój, żeby Iwona urodziła zdrowe dziecko, a Tomek napisał doktorat. Dopiero w dalszych planach była przeprowadzka do Warszawy. Ale mówiono o tym niechętnie, bo Beacie marzyło się zostać babką i nacieszyć się wychowywaniem wnuków. Któż może lepiej pomóc młodej matce w pielęgnacji malucha, jak doświadczona babka?
    Już nawet zamówiła na Podlasiu wiejskiego mamcarza, który miał wyszukać zdrową wiejska mamkę, młodą dziewuchę po porodzie, która zgodzi się karmić piersią jej wnuka, żeby dziecko mogło ssać jak najdłużej zdrowego cycka, odżywiając się kobiecym mlekiem.
W zapadłych wioskach Podlasia zdarzają się jeszcze zdrowe dziewuchy, które rodząc swoje dzieci zgadają się za pieniądze karmić swą piersią cudze niedosyski. Dlatego ułożyła się z tym mamacarzem, brudnym chłopem z Podlasia, gdy obejrzała sobie dokładnie figurę synowej i doszła do wniosku, że dziewczyna jest owszem, niczego sobie, ale nerwowe toto i nieodporne na stresy, więc może jej po porodzie zabraknąć pokarmu.  
A i pan Teodor marzył skrycie, żeby bawić dzieci. Już nawet widział siebie, jak czyta im bajki, a one łażą po nim jak karaluchy, ciągnąc go za uszy!
 
44)  Biedni starzy rodzice, chcieli żeby wreszcie w ich życiu coś było normalne i doszło do skutku. Bo zawsze, ilekroć coś dobrego miało się przydarzyć tej rodzinie, przeszkadzało jakieś fatum. W przypadku ożenku Jonasza – wybuchły “Wydarzenia marcowe `68” i Salomea musiała wyjechać do Izraela...
Gdy Tomek miał się żenić z Rachelą - dowiedział się, że nie jest ojcem przyszłego dziecka... i uciekł do Iwony.
Jonasz miał debiutować w teatrze sztuką o amerykańskich obozach koncentracyjnych w Wietnamie – wybuchły “Wydarzenia Grudniowe” i wyrzucili wraz z dyrekcją jego debiutancką sztukę... (i znowu zaczęto grywać żydowski repertuar zdjęty z afisza w czasie “Wydarzeń Marcowych”)
Gdy po raz wtóry usiłowała ożenić Tomasza - Esterka uciekła sprzed ołtarza - i jak tu nie wierzyć w przeklęte fatum? Więcej mieli szczęścia w Auschwitzu, niż poza nim i może dlatego musieli to odpokutować? Ale pani Beata nie brała tej możliwości pod uwagę.
Czy należy się dziwić, że nieszczęsna matka, z taką rezerwą i ostrożnością podchodziła do tego “tematu”.   
 
 
Tknięta złym przeczuciem uchyliła drzwi do “salonu”, zwanego przez nich “megaronem” i aż cofnęło ją z przerażenia. Ujrzała obraz nędzy i rozpaczy. Po ostatniej “bitwie z Niemcami” śmierdziało posoką z rozbitych nosów i uryną. Był to pokój z trzema wielkimi oknami do podłogi, duży jak sala gimnastyczna, z jasnym parkietem, otynkowany na biało, bez ozdób i żadnych mebli. „Meble” były, ale sfatygowane, jakieś stare taborety i stołki nadające całości wygląd graciarni. Miały, po prostu, naśladować wnętrze obozowego baraku. Na parkiecie tu i tam, było widać ciemne plamy po krwi, jak w katowni. 
Weszła wreszcie z ociąganiem, rozglądając się trwożnie po mrocznych kątach, jak po smoczej jaskini. 
Wyrzucała sobie, że nie zdąży już zamieść tego bałaganu i z powodu jej lenistwa ślub będzie się musiał odbyć w ogrodzie. A jeśli lunie deszczem, to chyba w garażu.
Prawdzic
O mnie Prawdzic

odwołuję te głupstwa. które poprzednio tu napisałem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości